Do pełni szczęścia zabrakło nam bardzo niewiele

W.  -  22 listopada 2019 22:48
2030

W spotkaniu inaugurującym 16. kolejkę PKO Ekstraklasy Górnik Zabrze zremisował przed własną publicznością z Wisłą Płock 2:2. Taki rezultat satysfakcjonować może jednak tylko podopiecznych Radosława Sobolewskiego, którzy byli na boisku zespołem słabszym. Górnicy mimo wielu dogodnych sytuacji, zwłaszcza tych stworzonych w drugiej połowie, nie byli w stanie przekuć ich na bramkę, gwarantującą drużynie upragnione zwycięstwo i tym samym do dziesięciu spotkań przedłużyli passę meczów bez wygranej. O przebiegu dzisiejszego spotkania tuż po jego zakończeniu rozmawialiśmy z pomocnikiem Górnika – Mateuszem Matrasem.

Dzisiaj oglądaliśmy Cię na pozycji środkowego obrońcy. Decyzja szkoleniowca była dla Ciebie pewnym zaskoczeniem?

– Wcześniej, w innych klubach występowałem już na takiej pozycji, więc nie jest to dla mnie żadna nowość, ale grając przez dwa, trzy lata jako defensywny pomocnik trzeba się trochę przestawić na inną pozycję. Myślę, że początek pierwszej połowy był dość nerwowy, pojawiło się kilka niepotrzebnych zagrań, strat, ale w drugich 45. minutach gra wyglądała już znacznie lepiej.

Górnik remisuje dzisiaj z Wisłą i podtrzymuje trwającą od trzech miesięcy passę spotkań bez zwycięstwa, którą bardzo chcieliście dzisiaj przerwać. Na boisku byliście zespołem wyraźnie lepszym, zwłaszcza w drugiej odsłonie meczu.

– Dokładnie. Szkoda, że mecz kończy się dla nas tylko remisem. W drugiej połowie zdominowaliśmy rywali i stworzyliśmy sobie kilka stuprocentowych sytuacji, które z powodzeniem można było zamienić na bramkę. Żałujemy, że tak się nie stało.

Oddając strzał głową, stanąłeś przed ogromną szansą na zadanie Wiśle decydującego ciosu, który mógłby zapewnić Górnikowi komplet punktów, co zawiodło?

– Dostałem świetne podanie od Erika, które cały czas kontrolowałem. Starałem się dokładnie uderzyć, ale czasami tak bywa, że kiedy staramy się zbyt mocno, to coś nie wychodzi. Piłka trafiła w słupek, można więc powiedzieć, że do szczęścia zabrakło kilkunastu centymetrów.

Można powiedzieć, że w pierwszej połowie uratowałeś zespół przed stratą gola, w porę wybijając piłkę sprzed linii bramkowej.

– Faktycznie, była to jedna z niewielu sytuacji Wisły Płock w pierwszej połowie, która mogła zakończyć się bramką. Po przerwie całkowicie zdominowaliśmy rywali. Szkoda jedynie, że nie udało nam się wykorzystać wszystkich akcji, bo mieliśmy ich z pewnością na trzy punkty.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl