Dlaczego nie dokończyliśmy relacji audio? Kreatywna gościnność po Siedlecku!

g.rajda  -  14 marca 2017 19:11
0
9081

Trzeba przyznać, że Pogoń Siedlce sportowo jest na poziomie I ligi. Ma ambitnego, młodego trenera, obiecującą młodzież i kilku zawodników z przeszłością w Ekstraklasie. Szkoda, że przy tym wszystkim organizacja pracy mediów jest na żenującym poziomie. W zasadzie jest tak słaba, że została na pobliskich polach. Przekonaliśmy się o tym w sobotni wieczór.

Do przeprowadzenia naszej relacji audio potrzebne są tylko trzy rzeczy: dostęp do prądu (po tym meczu zaczęliśmy zbierać na generator), internet (na szczęście korzystamy z własnego mobilnego) oraz odrobina przestrzeni (tego niestety nie możemy sami sobie zagwarantować). Na stadionie trybunie w Siedlcach nie było żadnej z wyżej wymienionych potrzeb. Odnieśliśmy wrażenie, jakbyśmy zatrzymali się w czasie, a takich osób jak dziennikarze nigdy w tym miejscu nie widziano. Zacznijmy jednak od początku.

Kilka dni przed meczem skontaktowaliśmy się z osobą odpowiedzialną za kontakty z mediami, by dowiedzieć się, jak wyglądają warunki pracy dziennikarzy na obiekcie. Tak robimy przed każdym wyjazdem mając już bagaż doświadczeń z innych pierwszoligowych stadionów, by zminimalizować ryzyko przykrej niespodzianki. Meczu nie było w telewizji, w sektorze gości zabrakło zorganizowanej grupy kibiców z Zabrza, więc postanowiliśmy wypełnić pustkę i przeprowadzić naszą pierwszą relację audio z meczu wyjazdowego.

Na obiekcie w Siedlcach znajdują się pomieszczenia z dobrym widokiem na boisko. Zapytaliśmy, więc osobę wyznaczoną do kontaktów z mediami, czy istnieje możliwość, aby stamtąd poprowadzić naszą relację. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że “będzie ciężko, bo są to miejsca przeznaczone dla VIP-ów, ale ktoś z klubu odezwie się jeszcze”. Podczas tej samej rozmowy usłyszeliśmy jeszcze, że pan odpowiedzialny za kontakty z mediami ” nie widzi problemu, by komentować mecz z trybuny prasowej…”. Kolejna nasza prośba o parking i odpowiedź: “Niestety, poinformowano mnie przed chwilą, że parking (przeznaczony m.in. dla dziennikarzy – przyp. red.) przy Parku Wodnym będzie wyłączony z użytku”.

Po dotarciu na miejsce i poinformowaniu ochroniarza o celu naszej wizyty, zostajemy zaproszeni na wyłączony z użytku parking przy Parku Wodnym”. Był to dla nas pierwszy znak, że coś zaczyna być nie halo. Parkujemy, odbieramy akredytacje i udajemy się na “trybunę prasową”. Idąc korytarzami mijamy wspomniane wyżej “miejsca przeznaczone dla VIP-ów”. Piękna nazwa pomieszczenia dla VIP-ów, ale bardziej przypominały one placówki narodowej służby zdrowia, w dodatku były całkowicie puste poza kilkoma krzesłami i stołem. „Trybuna prasowa” – tylko w nazwie znajduje się blisko miejscowego „młynka” i nie jest w jakikolwiek sposób wydzielona od miejsc kibiców. Postanowiliśmy jeszcze raz zapytać o miejsce za szybą. Szukając człowieka odpowiedzialnego za media zostajemy skierowani do kierownika ds. bezpieczeństwa. Co ciekawe, do tego samego kierownika, który kilka dni temu miał zostać spytany o zgodę czy możemy skomentować mecz zza szyby, niestety wtedy odmówił (choć wcale nie mamy pewności, czy został w ogóle spytany o zdanie), w tym dniu wyraził zgodę, nie widział najmniejszych problemów i sam skierował nas do owego pomieszczenia. 

Instalujemy się na małym stoliku i przez 45 min nadajemy, w tym czasie przez pomieszczenie przewija się kilkadziesiąt osób. Fakt jest taki: osoby, które były bądź przechodziły przez pomieszczenie rozumiały, że trwa relacja i z czystej ludzkiej przyzwoitości nie należy przeszkadzać, my również staraliśmy się komentować tak, żeby nikomu nie przeszkadzać. Najważniejsze było dla nas, aby bardzo popularna relacja mogła trwać przez cały mecz. Atmosfera wydawała się normalna do momentu, gdy w przerwie meczu wpada guru zajmujący się mediami i nie szczędząc celowo donośnego głosu zwraca uwagę postronnych osób (pisząc w najłagodniejszych słowach), a po prostu zaczyna nas opierdalać. Może różnią nas barwy, ale trzeba mieć do siebie szacunek. Naszym zdaniem taki człowiek nie ma prawa odpowiadać za kontakt nawet z mrówkojadem w ZOO.

Po kilkunastu sekundach typowego darcia ryja, wpada kierownik ds. bezpieczeństwa i trochę ciszej wtóruje swojemu towarzyszowi z pracy, ale z uwagi na pełnioną funkcję zaczyna przeprowadzać śledztwo cytując klasyka: „jak to się stało, że się zesrało? jesteśmy tu gdzie nie powinniśmy być”. Chcąc uniknąć jakichkolwiek pyskówek, pakujemy cały inwentarz i udajemy się na trybunę prasową. Wtedy w mediach społecznościowych informujemy, że z przyczyn niezależnych od nas nie będzie relacji audio z drugiej połowy. Oczywiście pojawia się sporo negatywnych komentarzy w naszą stronę, m.in. „odwalamy fuszerkę i udaliśmy się do Siedlec na piknik”.

Na trybunie prasowej okazuje się, że prąd jest tylko w ostatnim rzędzie, a wolny jest  początkowy rząd. Co ciekawe wraz z rozpoczęciem drugiej połowy w miejscach przeznaczonych dla prasy usadowili się miejscowi, którzy dosyć intensywnie zaczęli zaglądać nam do laptopów. Jakaś nowa moda? W naszej teorii chcieli wspólnie z nami powspominać piękną historię Górnika Zabrze, ale gdy pojawiały się „pozdrowienia” w kierunku naszego klubu bardzo żywiołowo się do nich dołączali. Nie było więc żadnej kontroli nad tym, kto zasiada na „trybunie prasowej”.

Przetrwaliśmy w tym spiżu do końca meczu i po informacji spikera, że pomeczowa konferencja odbędzie się w hotelu na przeciwko stadionu, zatkało nas. To oznaczało bowiem, że na stadionie w Siedlcach nie ma już niczego. Brak loży z prawdziwego zdarzenia, brak sali konferencyjnej i brak pomieszczenia roboczego dla mediów. Jest za to strefa dla VIP-ów, ale w zasadzie nie wiemy czym się kierowano, nadając temu pomieszczeniu taką nazwę. Oprócz kilku krzeseł, szyb i ausgusa nie było tam zupełnie niczego. To niestety nie koniec „atrakcji” stadionu trybuny w Siedlcach.

Po meczu okazało się, że nie ma również strefy mieszanej dla prasy, co już całkiem pokazało, z jaką amatorką i żenadą mamy do czynienia. Po ostatnim gwizdku szybko zebraliśmy się, by porozmawiać w Mix Zonie z naszymi piłkarzami. Napotkaliśmy jednak na zamknięte drzwi, za którymi Pani nie kwapiła się, by je otworzyć. W momencie, gdy przechodził ktoś z pracowników klubu przez uchylone drzwi pokazujemy akredytacje i pytamy o strefę mieszaną. Owa Pani mówi, że nie ma. Próbujemy dociec gdzie możemy zrobić wywiady, dostajemy odpowiedź w postaci pojedynczych słów: „nie tutaj”, „później”, „gdzie indziej”. Wyglądało to tak, jakby dziewczyna przy tych drzwiach miała tylko jedną funkcję: pilnowania, żeby ktoś nie ukradł klamki.

Na koniec naszych przygód porozmawialiśmy jeszcze z miejscowym dziennikarzem, który przyznał, że po zmianie firmy ochroniarskiej, taki bajzel to chleb powszedni. Już wiemy, dlaczego Polsat niektóre miejscowości omija szerokim łukiem nawet, gdy mecze wydają się atrakcyjne. Można mówić, że I liga jest coraz lepsza pod względem organizacyjnym, ale wciąż są takie egzotyczne miejsca jak to w Siedlcach, gdzie na każdym kroku utrudnia się pracę dziennikarzom nie mającym nic wspólnego z mediami klubowymi Pogoni Siedlce.

Osobę odpowiedzialną za pracę z mediami, a także kierownika ds. bezpieczeństwa z Siedlec zapraszamy do Zabrza. Z pewnością, żaden z Was nie będzie potraktowany tak jak My, a Wasza klubowa strona będzie miała okazję, aby zatętnić życiem jak nigdy dotąd!

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments