Dariusz Dźwigała: Serducho się otworzyło

kamres  -  2 kwietnia 2014 16:37
752

dzwigala_3467

Podczas ostatniego meczu z Jagiellonią na trybunach zabrzańskiego obiektu nie mogło zabraknąć byłego gracza Górnika Zabrze Dariusza Dźwigały. – Moje serce było rozdarte – przyznał były trener białostocczan oraz ojciec strzelca pierwszego gola dla “Jagi” Adama.

Roosevelta81.pl: Jak ocenia Pan spotkanie?

Dariusz Dźwigała (były gracz Górnika Zabrze): Mam taką satysfakcję, że przed meczem wytypowałem remis i taki też padł wynik. Pierwsza połowa zdecydowanie pod dyktando Górnika, Jagiellonię spotkał najmniejszy wymiar kary. Następnie padła bramka po uderzeniu mojego syna Adama, która dała oddech zespołowi z Białegostoku. „Jaga” przeszła na trzech obrońców, zaczęła dłużej utrzymywać się przy piłce, grać szeroko i kombinacyjnie co doprowadziło do remisu. Uważam, że remis jest sprawiedliwy, pierwsza połowa dla Górnika, a druga dla Jagiellonii. Choć zabrzanie mieli słupek i dwie poprzeczki, to zespół gości też miał sytuacje “sam na sam”.

Rzuty karne bardzo wypatrzyły wynik spotkania?

– Rzut karny to również element gry. Z trybun wyglądało, że drugi rzut karny mógł być problematyczny, sędzia musi podjąć decyzję w ułamku sekundy. Sytuacji w telewizji nie widziałem, więc nie mogę jednoznacznie stwierdzić, czy karne się należały czy też nie.

Jak podobał się występ Pana syna Adama w barwach Jagiellonii?

– Pierwszej połowy nie ocenię, bo nie było go na boisku, choć znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie zdobywając bramkę to też trzeba umieć. Ta bramka dała graczom Jagiellonii wiarę w dobry wynik. Pamiętam jak razem z Tomkiem Hajto prowadziliśmy zespół z Białegostoku i przegrywaliśmy we Wrocławiu do 70. minuty 3:0, a ostatecznie udało się zremisować. To wszystko dzieje się w sferze psychiki.

Komu Pan kibicował? Górnikowi, bo grał Pan w Zabrzu i tutaj zostawił serce, czy Jagielloni, bo w jej barwach gra Pański syn?

– Moje serce było rozdarte. Jak wjechałem do Zabrza i przejeżdżałem obok byłego miejsca zamieszania to serducho się otworzyło i przypomniał mi się wspaniały czas w moim życiu. Mam ogromny sentyment do Górnika. Przy okazji tego przyjazdu odwiedziłem moich przyjaciół Darka Kosełę z rodziną bo utrzymujemy ze sobą kontakt, a nasze dzieci wychowywały się wspólnie. Jeśli chodzi o Jagiellonię, to byłem załamany postawą mojego syna w pierwszej połowie meczu. Po przerwie było już lepiej Adaś zaczął grac bardzo dobrze, miał dużo kontaktów z piłką, regulował tempo gry i dołożył swoja cegiełkę do wyniku.

Jak Pan oceni grę Górnika w obecnym sezonie? Zabrzanie zasługują na to, aby być w pierwszej ósemce?

– Myślę, że zasługuje. Są pewne etapy w życiu zawodowym, czy też prywatnym gdy przychodzi dołek i Górnik właśnie w nim jest. Moim zdaniem w piłkarzach tkwi bardziej bariera mentalna, której nie umieją przeskoczyć, stąd ostatnie wyniki nie są najlepsze. W pierwszej połowie Górnik zdeklasował Jagiellonię, a po przerwie coś się zablokowało. Zespołowi również nie jest łatwo po zmianie na stanowisku trenera bardzo wymagającego Adama Nawałki, który wycisnął z drużyny maksimum umiejętności. Należy również zwrócić uwagę na ubytki kadrowe, bo zabrzanie słynęli z trzonu Danch-Mączyński-Przybylski-Zachara. Górnikowi brakuje mózgu drużyny, mam tutaj na myśli Przybylskiego, który według mnie należy do ścisłej czołówki ekstraklasy jeśli chodzi o czołowych defensywnych pomocników. Mariusz bierze na siebie grę, gdy nie idzie całej drużynie co jest bardzo ważna cechą tego zawodnika.

Piłkarz meczu według Pana?

– Radek Sobolewski bardzo pracował, żeby zostać piłkarzem meczu, strzelił ładna bramkę, trzymał środek boiska. Podobał mi się również Nakoulma, który jak zwykle był niebezpieczny, jednak żaden z piłkarzy nie rzucił mnie na kolana.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: weszlo.com