Czas na zmiany – ku lepszemu

Spark  -  14 kwietnia 2014 18:26
975

zmiany
Zbigniewa Waśkiewicza będziemy oceniać nie za miesiąc, czy pół roku, ale za kilka lat – o ile przetrwa tak długo na swoim stanowisku a życzymy mu jak najlepiej (jak każdemu prezesowi naszego Górnika). Na duże zmiany czekamy w klubie już stanowczo za długo, jednak lepiej późno niż wcale.

Jasne, że Polska to nie Ameryka, Niemcy, czy też Wielka Brytania, jednak na czym się wzorować jak nie na klubach z tych państw, przynajmniej jeśli idzie o zarządzanie, bo chyba nie na klubach ze wschodu opartych na petro/gazodolarach? Ryszard Komornicki, ze swoim podejściem z zachodu, absolutnie się u nas nie sprawdził i jasne, że podobnie może być z Robertem Warzychą, lecz tutaj trzeba spokojnie poczekać. Wiadome jest to, że Ryszard Wieczorek, którego zatrudnienie z perspektywy czasu nie było raczej dobrym posunięciem, mógł zostać na stanowisku i wyniki nie byłyby pewnie gorsze od tych obecnych. Trzeba jednak podkreślić, że nawet gdyby zatrudniono Jose Mourinho, to pewnie niewiele to mogłoby zmienić. W klubie wiele rzeczy było zamiatanych pod dywan i to takie z odległej przeszłości, co teraz będzie – oby skutecznie – wyjaśniane i naprawiane. Przynajmniej taką trzeba mieć nadzieję.

Prezes zaczął swoje działania z “grubej rury” od zwolnienia Wieczorka, choć tak naprawdę mógłby podziękować wielu osobom. Postanowił jednak poczekać i dał ultimatum, ale przetasowania na pewno będą. Cieszyć może fakt, że jest pozwolenie ze strony Pani Prezydent na ważne decyzje, w tym personalne. Trzeba wierzyć, że jest to przygotowanie pod “oddanie” klubu w ręce prywatnego właściciela. Raczej jest to mało prawdopodobne w najbliższym czasie, ale w perspektywie 2-3 lat na pewno jest szansa. Na razie jednak nikt w te “bagno” wejść nie będzie chciał. Potrzebna jest transparentność i normalność. Druga sprawa jest taka, że miasto, które “wpakowało” w Górnika mnóstwo “kasy”, nie odda go po prostu za 10 “zeta”. Swoje będzie chciało “wyciągnąć” w ten, czy też inny sposób. Tutaj będzie musiało się zgrać bardzo wiele rzeczy, aby nastąpiła normalność. Na razie jesteśmy skazani na wielki niepokój i niepewność.

Potrzebna jest mrówcza praca i ludzie, którzy będą ją wykonywać. Już od dawna większość osób była utwierdzona w przekonaniu, że w obecnym stanie osobowym, potencjał, jaki daje nowy stadion, zostanie bardzo szybko zmarnowany. W klubie były (jeszcze są) osoby powtarzające stale, że wraz z zakończeniem I etapu modernizacji sytuacja klubu odmieni się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Na szczęście nowy prezes zdaje sobie sprawę, że tak nie będzie i próbuje coś zmienić. Jasne, że można żałować straconego czasu, który został zmarnowany, ale jest nadzieja na lepsze jutro. Nie można budować silnego Górnika “od du..y strony”, czyli mieć silną drużynę w momencie, kiedy klub jest w fatalnym stanie organizacyjno-finansowym.

Potencjału związanego z Górnikiem i nowym stadionem nie można zmarnować. Jest on tak duży, że nawet sympatycy innych klubów na Śląsku – ci potrafiący patrzeć na rzeczywistość piłkarską obiektywnie – przyznają, że na meczach w Zabrzu nie będzie problemów z frekwencją. Podstawą jednak jest silny zespół, walczący o wysokie cele. Aktualnie sympatycy naszego klubu są bardzo zniesmaczeni oraz “uśpieni”, a ten okres trwa już zbyt długo. Stadion w tym roku? Trudne zadanie, co podkreślają znawcy tematu.

Okres naprawy klubu będzie pewnie długofalowy, bo nie da się tego odmienić w kilka miesięcy. Najpierw trzeba poskładać wszystkie sprawy związane z licencją, później dobrać odpowiednich ludzi i wziąć się do ostrej roboty, aby wydostać się z tego bałaganu, który ciągnie się za nami już od lat. Pytanie, czy przy oszczędnym funkcjonowaniu uda się poskładać taką drużynę, która przyciągnie na stadion wielu kibiców? To nie będzie łatwe, a Robert Warzycha na razie nie potrafi się odnaleźć, choć zobaczymy, jak będzie prezentował się zespół prowadzony już przez jago autorski sztab. Na razie szkoleniowiec wygląda na lekko zagubionego, a niektóre roszady personalne dokonywane w trakcie  meczów rozumie chyba tylko sam zainteresowany.

Umowa została podpisana na 3 lata, ale lepiej, aby szkoleniowiec w ostatnich siedmiu kolejkach udowodnił, że jest w stanie odmienić drużynę. Już teraz można się zastanawiać czy Warzycha sobie poradzi. Jeśli nie, a zostanie na następny sezon, to roszada na stanowisku trenera dokonana po starcie nowych rozgrywek będzie ogromnie trudna. Zatrudnienie Warzychy było ogromnym ryzykiem i jest nadal. Przed rokiem za Nawałki wiosną też była odstawiana “kaszana”. Na razie trzeba wytrzymać ciśnienie, a tuż po sezonie zastanowić się co dalej. Miejmy nadzieję, że prezes w tym wypadku nie będzie się wahał, jeśli nie będzie przesłanek ku lepszemu. Czas na zmiany – ku lepszemu!

TEKSTY PUBLIKOWANE W DZIALE “OKIEM ŻABOLA” SĄ PRYWATNYMI OPINIAMI AUTORA

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: globing-troting.blog.pl