Paweł Bochniewicz w końcówce stycznia wrócił do Górnika Zabrze, by nieco ponad trzy miesiące później cieszyć się z pierwszego trofeum zdobytego w trójkolorowych barwach. Po wielkim triumfie w finale STS Pucharu Polski na PGE Narodowym "Batory" udzielił długiego wywiadu obecnym tam dziennikarzom.
Puchar Polski zdobyty. Emocje chyba ogromne, bo widzę, że ledwo mówisz?
- Aż straciłem głos! To dla mnie cudowna historia, mimo że śmiałem się, że byłem w tym pucharze jak to g**no, który przykleja się do statku i krzyczy "płyniemy!" (śmiech). Mój udział na boisku nie był wielki, ale i tak niesamowicie mnie to cieszy. Jestem kibicem Górnika, jestem z nim związany, więc to coś wspaniałego. Widzieliśmy, ilu przyjechało za nami kibiców i jak to jest dla nich ważne. Wszyscy w Polsce wiemy, że Górnik to wielki klub, 14-krotny mistrz kraju. Jednak nawet ludzie w moim wieku tych wielkich sukcesów nie pamiętają. Żyliśmy historią i wspomnieniami o trofeach, ale ja mam 30 lat i za mojego życia Górnik niczego nie wygrał. Aż do dzisiaj! Cieszę się, że możemy przypomnieć młodszym kibicom te złote czasy. Jestem przekonany, że klub zrobi ogromny progres i szczebel po szczebelku będziemy wchodzić na wyższy poziom.
Kiedy rozmawiałem z Tomkiem Loską, pytałem go, czy siedział mu w głowie ten nieszczęsny półfinał w Warszawie z 2018 roku, kiedy nie udało wam się awansować. Ty też grałeś w tamtym meczu. Traktowałeś ten sezon jako szansę na dokończenie niedokończonych spraw w Pucharze Polski?
- Zdecydowanie. Wtedy zasady były inne, w półfinale graliśmy dwumecz. W rewanżu dostaliśmy czerwoną kartkę - nie będę już wytykał palcami kto - i nasz plan mocno się posypał, a byliśmy przecież tak blisko. Ale teraz nie ma już sensu żyć historią. To jest ten moment, kiedy w końcu możemy po prostu cieszyć się w szatni z wygrania Pucharu Polski! Myślę, że jeszcze przez kilka dni nie dotrze do mnie to, co osiągnęliśmy. To dla mnie wciąż pewna abstrakcja, biorąc pod uwagę, że jeszcze niedawno z powodu kontuzji nawet nie trenowałem. Piękny, emocjonalny moment. Po finałowym gwizdku podszedł do mnie Gienek i zażartował: "Zobacz, jak ci to załatwiłem!". No, załatwił mi to bardzo fajnie. Jestem po prostu szczęśliwy.
Twoja historia przypomina filmowy scenariusz: poważny uraz, długa rehabilitacja, trudny powrót. Wspominałeś, że przyszedłeś do Górnika budować coś fajnego, ale chyba nie spodziewałeś się, że już teraz zawiesisz na szyi złoty medal?
- Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się tego. Pamiętam, że przełomowy był dla nas pucharowy mecz wyjazdowy z Lechem Poznań. Zwyciężyliśmy 1:0 i pomyśleliśmy: "Dobra, skoro wygrywamy na Lechu, to znaczy, że nie ma od nas lepszych, możemy pokonać każdego". A czy to historia filmowa? Chyba bardziej youtubowa! (śmiech). Oczywiście chciałbym grać więcej, ale po tych wszystkich przejściach doceniam każdą chwilę. Cieszę się, że mogę być częścią tej drużyny, nawet siedząc na ławce. Ostatnie lata spędzałem głównie na siłowni albo w gabinetach fizjoterapeutów. Zdobycie trofeum z klubem, z którym tak mocno się utożsamiam, to dla mnie niewyobrażalna sprawa.
Pięknym gestem było to, że dzieliłeś tę radość również z kibicami Wisłoki Dębica. Jakie to uczucie?
- Wywodzę się z Wisłoki i zawsze będę jej kibicem. Moja sympatia do Górnika wzięła się zresztą z faktu, że u nas na murach od zawsze herb Wisłoki widniał obok herbu Górnika Zabrze. Mamy zgodę od kilkudziesięciu lat, to niezwykle silna więź. Flaga Wisłoki jest na niemal każdym meczu zabrzan. Dlatego ten triumf chciałbym dedykować również kibicom z Dębicy. Przekazałem im szampana i mam nadzieję, że chłopaki mocno celebrowali. Oby tylko pamiętali sam mecz!
Puchar Polski staje się symbolem nowej ery w Górniku. Do tego Lukas Podolski ma zostać nowym właścicielem klubu. Jak szatnia reaguje na to, że kolega z boiska zaraz może zostać waszym przełożonym?
- On nam szefuje już teraz! (śmiech). A mówiąc poważnie, nie chcę wchodzić w szczegóły, bo nie jestem w samym centrum tych rozmów. Jednak przychodząc do Zabrza, słyszałem o pewnych planach i miało to wpływ na moją decyzję. Oby wszystko dopięto na ostatni guzik, co pozwoli klubowi zrobić kolejny krok do przodu. Jakość zarządzania Górnikiem diametralnie się zmieniła. Od prezesów, przez dział marketingu i mediów - ci ludzie robią fantastyczną robotę. Dziś to zupełnie inny klub niż ten, z którego odchodziłem lata temu. Nawet postronni kibice widzą tę różnicę. Cieszę się, że uczestniczę w tym projekcie.
Sprawdzałeś już potencjalnych rywali w europejskich pucharach? Możecie trafić na przykład na Ajax Amsterdam.
- No to jedziemy na Ajax! (śmiech). Liczę na nich, to byłoby piękne spięcie pewnej klamry. Grając w lidze holenderskiej, zawsze remisowałem w Amsterdamie, nigdy tam nie wygrałem. Za to potrafiłem ich pokonać u siebie. Mamy więc gotowy plan: w Zabrzu wygrywamy, na wyjeździe remisujemy i gramy dalej w pucharach.
Decydując się na powrót, zgodziłeś się na rolę zmiennika. Czy dla tak ambitnego gracza te trofea i ważna bramka strzelona z Legią Warszawa w PKO BP Ekstraklasie rekompensują mniejszą liczbę minut na boisku?
- To jasne, że każdy ambitny piłkarz chce grać jak najwięcej. Nie będę wdawał się w szczegóły naszych ustaleń przed transferem, ale nie dzieje się tu nic, co by mnie zaskoczyło. Przychodziłem do drużyny, która traciła najmniej bramek w lidze, a na mojej pozycji występuje świetny zawodnik. Oczywiście, że bywam wściekły, gdy nie gram. Wracam do domu, trochę pomarudzę żonie i tyle. Rano idę na trening i daję z siebie sto procent. Obrażanie się to najgorsze, co można zrobić - szkodzi to i zawodnikowi, i całej drużynie. Moja bramka na Łazienkowskiej w doliczonym czasie czy ten dzisiejszy puchar to są momenty, dla których gramy w piłkę i których się nie zapomina. Zrobię wszystko, by minut było coraz więcej.
Odsłonicie w szatni trochę kulisów? Tomek Loska odpalił już swoją playlistę do świętowania?
- Myślałem, że tę muzykę słychać już tutaj! Powiem krótko: Górnik Zabrze czekał na trofeum od kilkudziesięciu lat, więc uwierz mi, dzisiaj będzie grubo i czekają nas głośne obchody.
Jakie to uczucie móc dzielić tę chwilę ze Stanisławem Oślizło? Ta piękna historia, symbolicznie dopisana po ponad pół wieku, wzruszyła wszystkich...
- Mówimy o człowieku, który wygrał z Górnikiem aż sześć Pucharów Polski! Dzisiejszy triumf to poniekąd jego siódmy puchar. W imieniu całej drużyny, trenera i Lukasa Podolskiego mogę oficjalnie powiedzieć, że ten sukces dedykujemy również panu Stanisławowi. Niezwykłe w Górniku jest to, jak wielkim szacunkiem darzy się tutaj legendy. To był bardzo wzruszający moment. Oby komuś z obecnej kadry udało się kiedyś dojść do takiego statusu, choć poprzeczka zawieszona jest ekstremalnie wysoko.
Kiedy podpisywałeś kontrakt z Górnikiem, wierzyłeś, że ten sezon może zakończyć się tak wielkim sukcesem?
- Decyzja o powrocie do Polski była dla mnie jednoznaczna - priorytetem był Górnik. Dopiero, gdybyśmy się nie dogadali, szukałbym innej opcji w kraju. Nie oszukujmy się, nie zakładałem wtedy, że już w pierwszym sezonie będziemy grać o dublet. Ale obserwowałem klub, rozmawiałem z wieloma ludźmi i czułem, że idzie tu nowe. Chciałem dorzucić swoją cegiełkę, by pomóc Górnikowi wejść na jeszcze wyższy poziom.
Oglądacie jutro mecz Lecha Poznań, by sprawdzić sytuację w lidze, czy skupiacie się wyłącznie na fecie?
- Dziś rządzimy się innymi prawami, o żadnych meczach nie ma mowy. Nawet nie wiem, o której gra Lech! (śmiech). Zobaczymy jutro rano. Jak się obudzimy, spojrzymy w tabelę i zobaczymy, na czym stoimy.
Zostawiłeś w Holandii kawał swojego życia. Z perspektywy czasu, jak wspominasz ten etap?
- Ostatnio poleciałem pożegnać się z moim byłym klubem. Dowiedziałem się, że w ciągu 6 lat tylko jeden zawodnik dostąpił zaszczytu oficjalnego pożegnania z kibicami. Słysząc brawa całego stadionu, uświadomiłem sobie, że zostawiłem tam po sobie naprawdę mocny ślad. Pomogłem klubowi rozwinąć się sportowo. Jasne, moją karierę wyhamowały dwie poważne kontuzje, mógłbym teraz gdybać, ale po co? Cieszę się, że mam za granicą miejsce, gdzie zawsze zostanę ciepło i z szacunkiem przyjęty. Wracałem do Górnika dokładnie z tą samą myślą - by odnaleźć w Polsce klub, w którym będę ceniony i szanowany. I to mi się udało.
Źródło: Czwarta Trybuna Podcast / Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl
Wideo: Czwarta Trybuna Podcast







Sporo błędów w transkrypcji. Wygrana z Lechem była w pucharze, gol z Legią był w meczu ligowym…
Paweł, nie przejmuj się. Strzeliłeś gola na Legii w 96 minucie, a to w moich oczach wypełnia już sezon w 100% jeśli chodzi o oczekiwania. Nikt nie śmie nic złego powiedzieć. A w przyszłym sezonie będzie moc!