Antoni Łukasiewicz: Trzeba znaleźć kompromis w sprawie rac na stadionach

Luq  -  18 września 2013 08:05
439

lukasiewicz_pogon_gornik_1213
Race są do zaakceptowania jako oprawa meczowa, tylko pozostaje kwestia, żeby wiedzieć, kiedy je odpalać. Warto byłoby znaleźć dobre rozwiązanie dla wszystkich stron –
mówi w wywiadzie dla Roosevelta81.pl Antonii Łukasiewicz, który jest już w pełni zdrowy i cierpliwie czeka na swoją szansę od trenera Adama Nawałki.

Roosevelta81.pl: Czy jest już Pan w pełni zdrowy?

Antoni Łukasiewicz (obrońca Górnika): – Półtorej miesiąca temu, w trakcie przygotowań naderwałem mięsień dwugłowy, ale już od trzech tygodni, a nawet od miesiąca, jest wszystko w porządku. Jestem do dyspozycji trenera, pracuję ciężko i myślę, że w końcu dostanę swoją szansę.

Jest u Pana sportowa złość, że Pan nie gra?

– Tak naprawdę, ta złość i ambicja cały czas tutaj mnie przy życiu utrzymuje. Na pewno jest to dla mnie trudna sytuacja. Każdy z nas trenuje po to, żeby grać, więc trzeba sobie zdawać sprawę, że tę ciężką pracę, którą wykonujemy każdego dnia, wykonujemy ją tak naprawdę tylko dla siebie i czasami życie piłkarza wymaga bardzo dużo cierpliwości i zawziętości, aby przetrzymać te wszystkie ciężkie momenty i potem wskoczyć do tego pociągu w odpowiednim momencie, kiedy dostanie się szansę.

Rywalizacja o miejsce w składzie z Błażejem Augustynem zapowiada się ciężko?

Każda rywalizacja jest trudna, zarówno dla zawodnika, który w danym momencie otrzymuje od trenera kredyt zaufania, jak i dla tego, który walczy o swoje, żeby ten kredyt zaufania dostać. Trzeba być zawsze na takie rozwiązania przygotowanym, to nie jest już piłka sprzed dziesięciu, czy piętnastu lat, kiedy kadry zespołów były zdecydowanie mniej liczne, mniej zawodników równorzędnych na dana pozycję. Rywalizacja, zarówno tutaj na naszym ekstraklasowym podwórku, jak i na zachodzie, sprowadza się do tego, że ma się dwóch, trzech konkurentów na jedną pozycję. To jest bogactwo trenera i później pozostaje tylko kwestia, jakie podejmie decyzje i na kogo postawi. Wracając do rywalizacji, to ona na pewno mi pomoże, pomoże Błażejowi i na wszystkim zawodnikom, z którymi konkurujemy o miejsce w składzie. Najważniejsze, abyśmy cały czas rozwijali się jako zespół, bo trzeba pamiętać o tym, że faktycznie każdy z nas ma swoje ambicje, ale jesteśmy członkami tej samej drużyny i w pierwszej kolejności zawsze liczy się jej dobro.

Po kontuzji Adam Dancha brakuje przywódcy w szatni i na boisku?

Adama na pewno bardzo brakuje, bo niejednokrotnie udowodnił, że jest liderem naszej formacji obronnej i znakomicie się zawsze ze swoich funkcji jako kapitan wywiązywał, zarówno na boisku jak i poza nim. Przychodzą takie chwile w życiu każdego zawodnika, że jakiś pechowy uraz się musi przytrafić, bo to trzeba przyznać, że była to pechowa sytuacja. Trzeba zachować zimną krew, zdrowy rozsądek i przyjąć to ryzyko zawodowe na siebie, Adam tak zrobił. Przychodzi i odwiedza nas regularnie, na meczu z Zagłębiem też był, fajnie, że się z nami integruje, my się integrujemy z nim i życzymy mu jak najszybszego powrotu do zdrowia. Sam przechodziłem przez podobne sytuacje, mając problemy z kolanem, więc życzę mu szybkiego powrotu do zdrowia, bo zdaję sobie sprawę, że bardzo dużo pracy przed nim żeby w pierwszej kolejności noga odzyskała pełną sprawność i żeby Adam wrócił do tak wysokiej formy w jakiej był.

Zagłębie Lubin trudnych warunków nie postawiło.

Może tylko w drugiej połowie, ale to wynikało z tego, że w jednym fragmencie troszkę się zdrzemnęliśmy i doszło do tego pięknego strzału Piecha. To sprawiło tak naprawdę, że zrobiło się nerwowo, bo pierwsza połowa była, odkąd jestem w Górniku, jedną z najlepszych w naszym wykonaniu. Graliśmy świetnie, na jeden, czy też dwa kontakty, piłka bardzo szybko chodziła, dużo było kombinacyjnej gry, sporo sytuacji pod bramką Zagłębia, często się tam kotłowało i tak naprawdę można żałować, że jeszcze nie udało nam się jednej bramki, bądź nawet dwóch, przed przerwą dorzucić. Po przerwie faktycznie Zagłębie gdzieś tam też doszło odrobinę do głosu, zaczęło stwarzać jakieś sytuacje i nerwowo było w końcówce. Najważniejsze jest to, że wnioski zostały wyciągnięte po ostatnim meczu u siebie z Ruchem Chorzów, kiedy też wynik w końcówce był na naszą korzyść, a potem Ruch to zwycięstwo nam wydarł. Dzisiaj szacunek dla chłopaków, że każdy “serducho” i zaangażowanie zostawił, dociągnęliśmy te 2:1 i możemy się cieszyć z trzech punktów.

Czy już powoli padają jakieś deklaracje w szatni o co gracie, bo gra naprawdę wygląda przyzwoicie?

Przede wszystkim jest postęp, który widać. Drużyna ewoluuje, trener robi roszady w kadrze, jest jakaś rotacja zawodników, którzy przychodzą i odchodzą z klubu. Najważniejsze jest to, że większość zawodników, którzy są w Górniku, funkcjonują z trenerem już od jakiegoś czasu i doskonale wiedzą, w jakich ramach i schematach zachowań mają się obracać. To wszystko ułatwia nam grę, bo wypracowujemy sobie automatyzmy, które pozwalają nam dobrze zorganizować się w grze obronnej, by nie dopuścić rywala do sytuacji, a także, aby przeciwnikom zamieszać w głowach i stwarzać sobie sytuacje z przodu. Deklaracji żadne nie padły, trzeba przede wszystkim koncentrować się na każdym, kolejnym, nadchodzącym meczu, traktować go jako ten najważniejszy i po prostu tymi małymi kroczkami zmierzać do celu, który na pewno jest gdzieś tam w naszych głowach, ale głośno o nim nie mówimy. Chcielibyśmy na pewno załapać się do tego pociągu, który walczy o pierwsze miejsca, pozycje pucharowe i tytuł mistrzowski, bo w końcu rozgrywki ekstraklasy są o mistrzostwo Polski. Każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego, jaki główny cel nam przyświeca, ale, tak jak mówię, bardziej koncentrujemy się z tygodnia na tydzień na swojej pracy, na kolejnym przeciwniku, bo tylko swoją dobrą postawą w każdej kolejce i dobrymi wynikami, mamy szansę być w czubie i liczyć się w walce o mistrzostwo.

Opóźnienia w oddaniu nowego stadionu nie pomagają wam w grze, bo kibicuje wam tylko trzy tysiące osób.

Kibicuje tylko trzy tysiące osób, ale ci fani tutaj naprawdę bardzo mocno są zżyci z klubem i ich doping jest naprawdę bardzo odczuwalny. Dzięki temu, że trzy trybuny już powstały, akustyka jest bardzo fajna i wydaje się, że jest więcej niż te trzy tysiące kibiców. Sprawa stadionu na pewno nam tu wszystkim doskwiera, zarówno działaczom, kibicom jaki nam zawodnikom, bo wiadomo jakby się grało przy zdecydowanie większej publiczności, a wpływy do kasy klubowej były by zdecydowanie większe i to na pewno pozwoliłoby też optymistyczniej patrzeć Górnikowi w przyszłość.

Była groźba, że najbliższy mecz w Warszawie mógł się odbyć bez udziału publiczności, a niekończącym się problemem na polskich stadionach są race. Co Pan myśli o pirotechnice na meczach?

Uważam, że trzeba przede wszystkim zachować zdrowy rozsądek. Oczywiście wiadomo, że race są zakazane i nie wszystkim się one podobają, ale niektórzy uważają je za fajną oprawę meczu. Mecze nie powinny odbywać się bez kibiców. My przecież pracę wykonujemy nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim właśnie dla kibiców i tej soli w postaci fanów na meczach potrzeba.

Dla Pana race jako oprawa meczowa są do przyjęcia?

Jako oprawa meczowa tak, tylko pozostaje kwestia, żeby wiedzieć, kiedy je odpalać. Może przed samym meczem, przed pierwszym gwizdkiem, jak jest czas na to, żeby to gdzieś wszystko posprzątać, może w przerwie meczu, ewentualnie po meczu, bo faktycznie szkoda, żeby odbywało się to w trakcie meczu, kiedy dwie drużyny toczą zażartą walkę. Często wpływa to mimo wszystko na zmianę obrazu gry. Takie przerwy pięcio, a czasami nawet dziesięciominutowe mogą od czasu do czasu zmienić bieg losów spotkania. Może dojść do tego, że drużyna, która dominowała, może stracić płynność w grze, a losy meczu mogą się odwrócić. Różne sytuacje się zdarzały, my jako zawodnicy musimy być skoncentrowani na sobie. To jest też element gry, żeby od tych spraw zewnętrznych, które od nas tak naprawdę nie, się odciąć. Trzeba przyznać, że takie momenty są bardzo trudne bez względu na rozgrywki, czy to poziomie polskiej ekstraklasy,  jakiejś zagranicznej ligi, czy też Ligi Mistrzów. To jest też umiejętność każdego zespołu i zawodników, czy umieją sobie z taką przerwą poradzić, by nie doprowadziła ona do jakichś negatywnych skutków.

Patrząc na istniejące przepisy, to powinno się zamykać stadiony czy karać osoby odpalające race?

Myślę, że to bardziej kwestia uszczelnienia ochrony, która jest odpowiedzialna za rewidowanie kibiców wchodzących na stadion. Jeżeli race są nielegalne, to ta rewizja powinna być bardziej szczegółowa i wtedy byśmy tego problemu uniknęli. Ale wiadomo jak jest w Polsce, czasami służby ochronne nie chcą brać odpowiedzialności na siebie związanej z rewidowaniem kibiców. Jakieś rozwiązanie warto byłoby znaleźć, porozmawiać ze wszystkimi, zarówno z działaczami, kibicami, przedstawicielami klubów i zrobić coś, żeby ten kompromis osiągnąć, wtedy pewnie spotkałoby się to ze zrozumieniem ze strony kibiców i może właśnie przyniosłoby jakiś wymierny skutek w postaci tego, że race, przede wszystkim, nie zakłócałyby przebiegu spotkania, a miałyby wpływ na ładną oprawę meczu.

źródło: Roosevelta81.pl
foto: pogonszczecin.pl