Adam Danch: Do problemów finansowych już się zdążyłem przyzwyczaić

Milo  -  5 sierpnia 2014 10:54
558

Danch_Legia_1415

Padła deklaracja, że od teraz do końca roku pensje będziemy dostawać na czas. Gdyby tak faktycznie było, to takie rozwiązanie jest do przyjęcia. – mówi w wywiadzie dla “Sportu” Adam Danch, kapitan Górnika Zabrze.

Ponoć niewiele brakowało, a nie zdążylibyście na mecz z Legią.

Adam Danch (obrońca Górnika): Aż tak źle nie było, choć faktycznie wpadliśmy w spory korek i trochę nerwowo zaczynało się robić. Przyjechała jednak policja, dała nam eskortę i trafiliśmy na Łazienkowską.

Kilka razy wcześniej pan tan grał i wychodziło to… średnio.

– Choć zwykle zaczynało się dobrze. Gdybyśmy z Legią grali do pierwszej bramki, to chyba trzeci raz bylibyśmy bogatsi o trzy punkty. Pamiętam taki mecz, kiedy jeszcze w 87 minucie było dla nas 1:0, a jednak trafili nas dwa razy po stałych fragmentach gry. Poza tym trudno zapomnieć, że w tym roku dwa razy wygrali z nami w Zabrzu i kilka goli w tych meczach nam strzelili. Dlatego remis jest ok.

Gdyby jednak był w ich zespole Miroslav Radović…

– Gdyby… Nie było, więc nie ma co o tym mówić. Na pewno mówimy o najlepszym dziś piłkarzu polskiej ligi, który w każdym meczu potrafi zrobić różnicę, ale to nie nasz problem, że trener Legii nie wystawił go przeciwko nam. Grali inni i chyba każdy zespół w lidze chciałby mieć takich rezerwowych.

Wypina pan pierś do orderu za gola na 1:0 dla Górnika?

– Z natury jestem skromny, więc nigdzie się nie pcham, ale może gdybym do tej piłki nie wyskoczył, to piłkarze Legii by się nie pogubili. Szczęściu trzeba pomóc. Jeżeli jednak kogoś z nas możemy pochwalić, to Roberta Jeża. Dał świetne dośrodkowanie.

Ale to Adam Danch, mimo wielu sytuacji Legii, mógł być bohaterem meczu.

– W pierwszym momencie myśl była taka, by napiąć procę i strzelać, choć wiem, że akurat uderzenia o sile Ronaldo nie mam. Potem był moment zawahania, wiedziałem też, że biegnie za mną Roman Gergel. Czasu nie cofniemy.

Był taki moment, kiedy Legia w drugiej połowie na 20 minut mocno was zdominowała. Odcięło Górnikowi prąd?

– Pamiętajmy z kim graliśmy. Poza tym dokonali w jednym momencie trzech zmian. W takim momencie jest pewien problem z organizacją gry, trzeba sobie pewne rzecz na boisku od nowa poukładać. Krycie, ustawienie… Raz nas trafili, ale też bądźmy sprawiedliwi. W ostatnich dziesięciu minutach to Górnik był częściej pod bramką Legii i chyba mieliśmy więcej okazji na drugą bramkę.

Wszyscy chwalą Błażeja Augustyna. Zasłużenie?

– Gdyby Celtic miał takiego środkowego obrońcę, to nie przegrałby 1:4. Gra bardzo dobrze, rządzi w obronie, pilnuje dyscypliny taktycznej. Dziś można żałować, że wiosną po 20 minutach doznał kontuzji i stracił całą rundę.

Po trzech meczach można już pokusić się o ocenę gry Górnika trójką środkowych obrońców?

– Straciliśmy w trzech meczach dwa gole grając z mistrzem i wicemistrzem Polski. Wiosną średnia zbliżała się do trzech bramek w meczu, niezależnie od tego z kim graliśmy. To jednak już było. Dla mnie taki remis będzie cenny, jak wygramy z Jagiellonią czy Łęczną. To będą nasi rywale w walce o górną ósemkę, bo Legia i Lech raczej z niej będą. Inna rzecz, że liga może być jeszcze bardziej wyrównana niż w poprzednim sezonie. Trzy kolejki, a nikt nie ma kompletu punktów i nawet trudno wskazać zespół, który czymś wyróżnia się na tle konkurencji.

Przed pierwszym meczem na co pan w nich liczył?

– Pierwszy wygrać, drugiego nie przegrać, w trzecim powalczyć… W sumie tak było.

Pozycję na boisku zmienił pan już na dobre?

– O to proszę pytać trenera. Trochę trzeba się było przestawić, skoro praktycznie sześć lat grałem na środku obrony. Kiedy z Gwarkiem zdobyliśmy mistrzostwo Polski też byłem stoperem, choć w reprezentacji Polski trener wystawiał mnie jako defensywnego pomocnika. Trochę to sobie przypominam. Z jednej strony, jak się pomylisz, to zawsze za tobą jeszcze ktoś jest. Z drugiej, trzeba więcej biegać. Z Sobolem zrobiliśmy w Warszawie naprawdę sporo kilometrów.

Skończmy wątek meczu z Legią. Wyeliminuje Szkotów?

– Jak zbliżą się do poziomu z pierwszego meczu, to pewnie tak. Kiedy stracili gola na 0:1 to nie dawałem im większych szans. Potem wyglądali jednak bardzo dobrze.

Zmieńmy temat na nieco bardziej drażliwy. Większy jest stres przed meczem z mistrzem Polski czy wizytą u prezydent Zabrza na rozmowach o sporych zaległościach płacowych?

– Jednak przed meczem. Może dlatego, że w Górniku gram chyba tak długo, jak pani prezydent rządzi w Zabrzu, więc znamy się dobrze. A dwa – do problemów finansowych już się zdążyłem przyzwyczaić. Jak jestem w Górniku, to nie było ich może… dwa lata. Mówiąc poważnie, przyjemne to oczywiście nie jest, ale chcieliśmy się dowiedzieć, czego możemy oczekiwać w najbliższych miesiącach, bo z różnych stron padały różne głosy, często ze sobą sprzeczne. Najgorsza jest niepewność.

Wiecie coś więcej?

– Padła deklaracja, że od teraz do końca roku pensje będziemy dostawać na czas. Gdyby tak faktycznie było, to takie rozwiązanie jest do przyjęcia. Z kolei zaległości byłyby spłacane w miarę możliwości. Oby…

Wierzycie, że tak będzie?

– A Mamy wybór? Wysłuchaliśmy właściciela i też rozumiemy jego kłopoty, bo sytuacja faktycznie łatwa nie jest. Przecież te długi ciągną się od lat, stadionu nie ma, sponsorzy też nie walą drzwiami i oknami. Trzeba dać sobie szansę, tym bardziej, że akurat mnie żadne rozwiązywanie kontraktu z winy klubu nie interesuje. Chcę tutaj grać. Ważne też, że na boisku nie dajemy choćby pretekstu, by ktoś pomyślał, że brak wypłat ma wpływ na naszą grę. W dniu meczu ten temat nie istnieje.

Już kiedyś tak źle było?

– Wtedy też nie płacili nam przez sześć miesięcy, więc mamy powtórkę. Choć nie powiem, że z rozrywki…

Źródło: Sport
Foto: Ewa Dolibóg/Roosevelta81.pl