Antonio Colak latem był o krok od podpisania kontraktu z Górnikiem Zabrze. Chorwat doszedł do porozumienia z działaczami klubu z Roosevelta w sprawie warunków kontraktu, przeszedł część badań medycznych i wykonał sesję zdjęciową przed oficjalną prezentacją po czym... pośpiesznie wyjechał ze Śląska i parafował umowę z Legią Warszawa. Czy napastnik zagra w wieczornym szlagierze przy Łazienkowskiej?
Historię z niedoszłym transferem Colaka do Górnika, skwitować można kultowym "Le Cabaret". Z transferem doświadczonego napastnika wiązano w Zabrzu duże nadzieje. 32-latek porozumiał się w sprawie warunków kontraktu, zwiedził klub i stadion, spotkał się też z trenerem Michalem Gasparikiem, a w trakcie spotkania towarzyszyła mu... żona.
Po przejściu części badań i wykonaniu sesji zdjęciowej - niezbędnej do oficjalnej prezentacji - Chorwat pośpiesznie wyjechał jednak z Zabrza, po czym obwieścił, że podpisuje kontrakt z Legią Warszawa.
- Antonio we wtorek przechodził testy medyczne, a dzień wcześniej już dogadane warunki kontraktu. Wszystko było ustalone, sprawdzone, umowa czekała na podpis. Przeszedł część badań, był w klubie, miał przejść drugą część i podpisać kontrakt. Wtedy zaczęły się jakieś telefony, po których Colak z jego agentem po prostu wyszli. Kamil Tęcza dzwonił do agenta z pytaniem czy coś się stało. Usłyszał: "my wrócimy". Potem powiedzieli, że są w drodze do Warszawy i zdecydowali się na Legię - mówił w niedawnej rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą członek zarządu Górnika, Michał Siara.
Zachowanie zawodnika spotkało się z ogólną krytyką, a w Zabrzu z wielkim rozczarowaniem. Nie dlatego, że zawodnik wybrał ostatecznie ofertę innego klubu, ale przez wzgląd na fakt, że przeoczono niezwykle istotny wątek podczas selekcji. - Nie, zupełnie nie. Ale to wiesz, tego typu ruch, który pokazuje ci, kto jest jakim człowiekiem, że podajesz mu rękę i on się nie trzyma danego słowa. Bo ja nie mam problemu z tym, że ktoś mówi: "Słuchaj, ja tam dostałem więcej pieniędzy". To jest dla mnie zrozumiałe. Ale jeżeli ktoś przychodzi, podaje ci rękę, jesteś z nim dogadany. Mówi, że miał inne inne propozycje, lepsze finansowo, ale wybiera Górnika i później ucieka do Warszawy, to po prostu o nim świadczy. I ja się cieszę, że takiego zawodnika w Zabrzu nie ma. To jest najistotniejsze - powiedział działacz Górnika w rozmowie z naszym serwisem.
Zdanie członka zarządu zabrzańskiego klubu podzielał szkoleniowiec Trójkolorowych. - To ciężkie do oceny. Rozumiem jego położenie, ale z naszej strony, w sytuacji kiedy podaje się już ręce, kiedy spotykasz się z zawodnikiem, z jego żoną, możesz być przekonany, że tego piłkarza będziesz miał w kadrze - przyznał Michal Gasparik, trener Górnika.
Faktu, że transfer Chorwata ostatecznie spalił na panewce dziś przy Roosevelta nikt nie żałuje. - Colak to świetny piłkarz, który ma za sobą bardzo bogatą karierę. Prawdopodobnie, gdyby był w Górniku, to byłby pierwszym napastnikiem. Ale wtedy nie grałby Sondre Liseth, nie strzelał bramek, a my - być może - nie bylibyśmy tak wysoko tabeli. Ułożyło się to jak ułożyło, Liseth wypełnił lukę na tej pozycji, więc wszystko zgrało się w jedną całość - przekonywał słowacki szkoleniowiec zabrzańskiej drużyny.
Colak zagrał w jesiennym meczu 11. kolejki PKO BP Ekstraklasy przy Roosevelta. Pojawił się na placu gry w 72. minucie spotkania, a krótko po tym trzecią bramkę dla Górnika zdobył Ousmane Sow. Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 3:1 dla Trójkolorowych. Występ 32-latka w sobotnim meczu z Zabrzanami stoi pod dużym znakiem zapytania. W marcowym starciu z Cracovią bowiem zawodnik doznał kontuzji ścięgna Achillesa. Nie jest ono zerwane, ale pojawił się stan zapalny, który wyłączył piłkarza z treningów z drużyną. Od dwóch tygodni napastnik trenuje już indywidualnie, ale do powrotu na boisko raczej gotowy jeszcze nie jest.
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Górnik Zabrze







Los czuwał nad nami kolejne drewno nie trafiło do Zabrza😋
Złodziejski klub, złodziejskie miasto (po wojnie rozbierali śląskie miasta i jej niszczyli tylko po to żeby odbudowywać swoje miasteczko farszawę) – to tacy piłkarze. Mecz z sędzią Rędzińskim pamiętam do dziś. Jako Ślązak każdemu mogę kibicować, ale nigdy, przenigdy legii farszawa.