Wnioski po meczu z Zarią. Będziemy gorsi, niż w tamtym sezonie, ale przesadnie się nie martwimy

Torcidos   13 lipca 2018 20:48
11648

Górnik wykonał plan minimum, czyli wygrał pierwszy mecz z Zarią, zachowując przy tym czyste konto. Daleko nam do zachwycania się nad stylem, ale zwycięzców się nie osądza. Kadrę mamy, jaką mamy i trzeba się po prostu cieszyć z każdej wygranej.

Nie za wiele wiedzieliśmy przed meczem o naszym rywalu. Ostatnie miejsce w lidze mołdawskiej i podróż do Zabrza autokarem mogły jedynie wskazywać, że nie jest to żadna potęga. Po czwartkowym spotkaniu możemy natomiast już z pełną odpowiedzialnością napisać, że Zaria jest rzeczywiście cieniutka. Pewnie i nawet w I lidze znaleźlibyśmy sporo drużyn, o większym potencjale. Czy jednobramkowe zwycięstwo pozostawia więc niedosyt? Jak najbardziej. Przy lepszej skuteczności lub odrobinie szczęścia mogliśmy strzelić kilka bramek więcej.

Był to pierwszy oficjalny mecz Górnika po stracie kluczowych zawodników. O ile nie było wielu okazji, aby przekonać się, jak obrona zareagowała na stratę Mateusza Wieteski i Pawła Bochniewicza (bardzo liczymy, że wkrótce do nas dołączy), bo to Górnik rzecz jasna dyktował niemal przez cały mecz warunki, o tyle nieobecność Damiana Kądziora i Rafała Kurzawy odczuliśmy bardzo mocno. Brak jakości w ofensywie strasznie raził, a największe problemy mieliśmy właśnie w bocznych sektorach. Po Macieju Ambrosiewiczu nawet wiele się nie spodziewaliśmy, bo to zupełnie nie jego pozycja, natomiast Adam Ryczkowski pewnie sam wie, że stać go na wiele, wiele więcej. Ale i w jego przypadku trzeba pamiętać, że niedawno dołączył do zespołu i potrzebuje czasu, aby się optymalnie zaadaptować. Będziemy mieć z niego pociechę.

Więcej obiecywaliśmy sobie po Jesusie Jimenezie. Przepracował cały okres przygotowawczy z Górnikiem, naprawdę nieźle wyglądał w sparingu z Opavą i liczyliśmy, że na tle takiego przeciwnika w dobrym stylu przywita się z zabrzańską publicznością. No i nie udało się. Z ofensywnego tercetu wypadł chyba najgorzej, a jego współpraca z Igorem Angulo wypadła bardzo blado. Ale i tu czujemy, że z czasem wszystko to będzie wyglądało znacznie lepiej.

Teraz o plusach, a tych także nie brakowało. Największym jest oczywiście Szymon Żurkowski, bezsprzecznie najlepszy piłkarz Górnika. Zupa już w tamtym sezonie zachwycał nas wszystkich i był jednym z najlepszych środkowych pomocników w lidze, a teraz wszedł na jeszcze wyższy poziom. W meczach z Opavą i Zarią wyraźnie wyróżniał się na tle reszty zawodników i pokładamy w nim bardzo duże nadzieje. To będzie nasz lider. Nic za to nie zmienia się Igor Angulo, który jest klasą samą w sobie, czego udokumentowaniem była oczywiście bramka. Duże słowa uznania należą się także dla Adama Wolniewicza. Każdy wiedział, że jako boczny obrońca miał on w tamtym sezonie zbyt mało do zaoferowania w ofensywie. A w czwartek? Bardzo ładna asysta i oprócz tego jeszcze dwa dobre dośrodkowania, z których jedno Jesus Jimenez powinien zamienić na bramkę. Takie rzeczy cieszą najbardziej, gdy zawodnik na twoich oczach robi taki progres. Oby tak dalej. Na plus także Przemek Wiśniewski, który naprawdę bez żadnych kompleksów wszedł do pierwszej jedenastki i już możemy być pewni, że będzie siał popłoch przy stałych fragmentach gry w polu karnym rywala.

Stałe fragmenty gry. Po utracie Rafała Kurzawy i Damiana Kądziora wydawało się, że Górnik został automatycznie pozbawiony być może swojej największej broni, jaką są SFG. Tymczasem wydaje się, że pod tym względem nic się nie zmieniło. Z Opavą zdobyliśmy dwie bramki z rzutów rożnych, po dośrodkowaniach Konrada Nowaka, a z Zarią straszyliśmy rywali po dograniach z narożnika Adama Ryczkowskiego i Szymona Żurkowskiego. Ponadto Zupa i Igor Angulo zdążyli także udowodnić, że i potrafią groźnie uderzyć ze stojącej piłki. Zacieramy ręce, jak to będzie wyglądało w kolejnych meczach.

Marcin Brosz często powtarza, że w zaczynającym się sezonie będziemy oglądać innego Górnika. My powiemy inaczej – będziemy oglądać z pewnością gorszego Górnika. Mecz z Zarią pokazał, że mamy swoje problemy. Czy potrzebujemy transferów? Oczywiście, że tak. Sam trener mówi, że jeszcze kadra drużyny nie jest zamknięta. Naszym zdaniem priorytetem jest Paweł Bochniewicz, którego potrzebujemy koniecznie. Jakby dało się wzmocnić skrzydła czy boki obrony, to też byłoby fajnie. Ale jeśli się nie uda, to trudno. Poradzimy sobie z naszą młodzieżą. Mecz z Zarią też to pokazał. Ogólnopolskie media mogą krytykować Górnika za styl zwycięstwa, ale dla nas jest najważniejsze jest zwycięstwo i to, że znowu ta zabrzańska dzieciarnia dała radę. A dziennikarzom polecimy włączyć sobie dowolny mecz Lecha albo Legii z pucharów z ostatnich x lat.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl