Trener Widzewa zniesmaczony zarzutami po meczu z Górnikiem. "Gdybyśmy tak podeszli do meczu, to Górnik zrobiłby z nami to, co z Lechem i Rakowem"

1
2970

Punkt zdobyty w meczu z Górnikiem Zabrze także wśród dziennikarzy na co dzień obsługujących Widzewa nie został przyjęty z entuzjazmem. Kluczowy był nie tylko sam wynik meczu, ale postawa drużyny z Alei Piłsudskiego, która przez większość meczu nie była w stanie stworzyć realnego zagrożenia pod bramką Marcela Łubika. 

Po końcowym gwizdku sędziego w meczu w Łodzi nie brakowało opinii, że piłkarze Widzewa nie zostawili serca na boisku. - Nie wydaje mi się, że nie walczyliśmy i że nie chcieliśmy podjąć rękawicy. Gdybyśmy tak podeszli do tego meczu, to Górnik zrobiłby z nami zrobił co najmniej to co z Lechem i Rakowem. Jedno to nasze oczekiwania, a drugie to realia i percepcja jak to widzimy - mówi Aleksandar Vuković, trener łódzkiej drużyny. 

- Po tym 0:0 też powiedziałem chłopakom, że oczekuję więcej, ale też nie chcę będąc zespołem walczącym o utrzymanie w lidze, w meczu z rywalem, który walczy o dwa trofea w lidze powiedzieć, że nic nie zrobiliśmy, żeby ten punkt zdobyć. Gdybyśmy ten mecz oddali bez walki, to byśmy go srogo przegrali, a tak nie było. Nie byliśmy nawet tego blisko - dodaje szkoleniowiec Widzewa. 

- Było sporo pozytywów w naszej grze. Kontrolowaliśmy Górnika - szczególnie w drugiej połowie - bardzo, bardzo dobrze. Jeżeli chodzi o zmiany, to często muszę się tłumaczyć, dlaczego gra ten a nie inny zawodnik. Zawsze jest to pytanie. Dziś zdecydowałem, żeby od początku drugiej połowy dać szansę Selachiemu, który dobrze się prezentował na treningach a mało grał w pierwszych dwóch meczach, które prowadziłem. Uważam, że dobrze wprowadził na boisko i miał duży udział w tym, że przejęliśmy większą kontrolę nad tym co miało miejsce na boisku - dodaje Serb. 

Vuković w dosadny sposób nakreślił aspiracje Widzewa na końcówkę sezonu PKO BP Ekstraklasy. - Myślę, że dla gorących głów wszystkich, a także dla drużyny dobre będzie jednak to, że przestaniemy gadać i myśleć w kategoriach, że zaraz wygramy kilka meczów i możemy gdzieś jeszcze się załapać nie wiadomo co. Po prostu konieczna jest pełna świadomość, że jesteśmy w sosie, gdzie się gotują ci, którzy spadną albo się w jakiś sposób utrzymają i musimy znaleźć sposób żeby się utrzymać w lidze i przestać myśleć o tym sezonie w innych kategoriach. Na te wszystkie lepsze fajniejsze rzeczy dawno czas dla tej drużyny minął. Utrzymanie się w lidze jako cel i tu nie ma co boleć, to jest fakt - puentuje trener drużyny z Alei Piłsudskiego.

1 Komentarz

No i dokładnie zagrali tak jak Motor i tak jak Termalica. I dokładnie tak samo zagra z nami Cracovia. I znowu będziemy męczyli bułe bo nie potrafimy grać w ataku pozycyjnym. A jak już się dostaniemy pod pole karne to się okazuje, że nie mamy napastnika.

Brak mistrzostwa w tym sezonie to będzie wyłączna wina Milika i brak sprowadzonego przynajmniej przywoitego, nawet nie wybitnego napastnika. Przez brak goli straciliśmy 5 punktów z Termalicą, 2 z Widzewem i 2 z Motorem. W tak fatalnej lidze mając 9 punktów więcej bylibyśmy liderem.

I nie, Liseth to nie jest nominalny napastnik, Liseth gra jak typowy defensywny pomocnik. W swojej grze przypomina mi Krychowiaka za najlepszych lat, no ale Krychowiak to nie był napastnik. Napastnik gra przede wszystkim przodem do bramki. Liseth powinien być od rozgrywania piłki od tyłu do środkowych pomocników, on pierwszy powinien dostawać piłkę od bramkarza bo potrafi się zastawić, uwolnić i podać.