
Górnik II Zabrze sięgnął po POLTENT Puchar Polski. Drugi zespół drużyny z Roosevelta poprowadził do sukcesu były zawodnik zabrzańskiej drużyny i były reprezentant Polski, Seweryn Gancarczyk, dla którego było to pierwsze trofeum w trenerskiej karierze. Po końcowym gwizdku sędziego opiekun rezerw Trójkolorowych udzielił wywiadu serwisowi Roosevelta81.pl.
Trenerze, gratulacje z okazji zdobycia pierwszego trofeum w Pana trenerskiej karierze - POLTENT Pucharu Polski. Jak smakuje ten triumf?
Seweryn Gancarczyk: Mam mieszane uczucia. Mecz zakończył się wynikiem 6:5, a wolałbym, abyśmy wygrali 1:0 czy 2:1, prezentując przy tym dobry futbol. To, co wydarzyło się na boisku, jest naprawdę trudne do wytłumaczenia. Prowadząc 3:0, powinniśmy kontrolować przebieg spotkania, ale piłka po raz kolejny pokazała, że potrafi szybko sprowadzić na ziemię. Moi zawodnicy uwierzyli, że mecz wygra się sam, a przeciwnik jest już na deskach. Tak jednak nie jest. Wielkie słowa uznania dla zespołu z Turzy, że podniósł się z tak trudnej sytuacji. Gratuluję również mojej drużynie, która zdołała wrócić do gry w beznadziejnym położeniu. Kibice pewnie myśleli, że jest już po wszystkim, ale graliśmy do końca. Z perspektywy widza to było świetne widowisko, choć jako trener nie brałem udziału w tak szalonym meczu. Ciężko ubrać to w słowa.
Trener Michniewicz mawiał, że 2:0 to niebezpieczny wynik. Dziś okazuje się, że 3:0 również może być niebezpieczne, skoro Turza zdołała odrobić straty w momencie, gdy wydawało się, że kwestia zwycięstwa jest rozstrzygnięta.
- Być może ta łatka "niebezpiecznego wyniku" przylgnie teraz do nas. Jeśli chodzi o przebieg spotkania, popełniliśmy mnóstwo błędów. Cała drużyna broni i atakuje, ale w defensywie w niektórych momentach po prostu nie poznawałem swoich zawodników. Rywale bardzo łatwo strzelali nam bramki. Byliśmy przygotowani na stałe fragmenty gry, zwłaszcza na dalekie wrzuty z autu, które Turza ma opanowane do perfekcji, ale dzisiaj nie potrafiliśmy na to odpowiednio zareagować. Jedynym pozytywem jest końcowy wynik, ponieważ gra z naszej strony była - delikatnie mówiąc - bardzo słaba. Szanuję jednak zespół za to, że walczył do końca, zdołał wyrównać, a następnie przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść. Musimy wyciągnąć z tego meczu wnioski, bo nie chciałbym powtórki.
Kogo szczególnie chciałby trener wyróżnić po tym spotkaniu, czy to był mecz wygrany kolektywem?
- Uważam, że wygrał kolektyw. Dobre zmiany, których dokonaliśmy, wpłynęły pozytywnie na zespół.
W pewnym momencie postawiliście wszystko na jedną kartę. Zmiana obrońcy na Olka Tobolika okazała się kluczowym ruchem, który przyniósł decydującego gola.
- Zdjęcie Filipa i wprowadzenie Olka było roszadą jeden do jednego. Tobolik wracał po chorobie i wiedzieliśmy, że nie zacznie od pierwszej minuty, ale liczyliśmy na to, że po wejściu z ławki nam pomoże - i tak właśnie się stało.
Nie sposób nie zapytać o incydent z końcówki meczu. Co wydarzyło się przy linii bocznej, gdy dwóch byłych reprezentantów Polski ruszyło na siebie niczym dzikie lwy?
- Trzeba by zapytać o to Mariusza Pawełka, bo nie wiem, co nim kierowało. Być może ten mecz przerósł go, podobnie jak niektórych zawodników. Emocji było dużo, ale nie rozumiem, dlaczego ruszył w moją stronę z rękami po starciu z Matim Posmykiem. Ja też nie jestem oazą spokoju, ale nigdy nie posuwam się do bicia czy rękoczynów. To było słabe zachowanie. Myślę, że można to tłumaczyć emocjami, które - patrząc na wynik - były ogromne.
Zmierzając do końca: co dalej z Górnikiem II Zabrze? Awansowaliście do głównej drabinki Pucharu Polski - czy klub do niej przystąpi? Czy wiadomo już coś więcej o przyszłości drużyny?
- Na dzień dzisiejszy nic nie wiem i nie mogę nic powiedzieć na ten temat. Nie było oficjalnego komunikatu klubu, więc pozostaje nam cierpliwie czekać.
Rozmawiał: eMZet
Źródło: Roosevelta81.pl
Wideo: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl






