Szymon Matuszek: Po takim sukcesie czuję się zdrowszy

Kaszpir  -  9 czerwca 2017 10:21
5335

Szymon Matuszek z powodu kontuzji nie mógł wystąpić przeciwko Wiśle. Jednak kapitan Górnika przyjechał na mecz wraz z zespołem, aby wspierać go z ławki rezerwowych podczas ostatnich 90-ciu minut sezonu. – Mogłem dzięki temu być bliżej zawodników i mogę być dumny, że nasz opiekun darzy mnie takim zaufaniem. Chciałem ich wspierać i chociaż tak dołożyć swoją cegiełkę w tym spotkaniu – stwierdził kapitan zabrzan, który w meczu z Puławami przyodziany był… a jakże w niebieską koszulkę sztabu trenerskiego.

Roosevelta81.pl: Szymon jak kontuzjowana noga?

Szymon Matuszek (kapitan Górnika):Walczymy ze sztabem medycznym i myślę, że gdzieś tam w okresie przygotowawczym będę w pełni zdrów, jeżeli wszystko pójdzie dobrze. Gips będę nosił jeszcze przez pewien czas, potem badanie usg i wtedy będzie wiadomo czy obędzie się bez zabiegu. Po takim sukcesie czuję się zdrowszy i chciałoby się już wrócić do gry.

Trudniej z ławki oglądać poczynania kolegów?

– Bardzo trudno, już podczas meczu z Podbeskidziem doświadczyłem tego uczucia, że dużo ciężej jest być z boku. Człowiek się bardziej stresuje, kiedy gra się to wraz z pierwszym gwizdkiem wszystko znika.

Zapisałeś się w historii klubu, chociaż nie grałeś w ostatnich dwóch spotkań. Jesteś przecież kapitanem i wprowadziłeś Górnika do Ekstraklasy.

– Wszyscy dołożyli się do awansu. Wcześniej Adam Danch nosił opaskę, później ja, a w ostatnich dwóch meczach Igor Angulo. Cieszy to jednak podwójnie, że sprawowałem dodatkowe funkcje między sztabem trenerskim, a zawodnikami. Na boisku między linią obrony, a atakiem.

Ustalaliście już z Igorem Angulo kto będzie kapitanem w nowym sezonie?

 – Nie, takie rzeczy nie wchodziły w grę. Nic poza tymi 90-oma minutami w Puławach nie zajmowało naszych głów. A teraz to Igor myśli o wakacjach. Wiem jak to jest grać na obczyźnie, więc pewnie tęskni za domem i chciałby tam trochę odpocząć.

Mobilizowałeś jakoś specjalnie swoich kolegów przed meczem z Wisłą?

 – Mobilizować nie trzeba było. Natomiast bardziej pomagałem zawodnikom, żeby skupili się na samym meczu, a nie na tym co będzie po. Co jak nie, co jak tak, żeby właśnie tak nie myśleli, a tylko i wyłącznie skupili się na spotkaniu.

Skupili się?

– Jak najbardziej, co widać po efekcie końcowym. Nikt nie był przemotywowany i nikt się nie spalił. Wiemy, że nie była to taka prosta sprawa, każdy zdawał sobie sprawę jaka była waga tego meczu.

Jak zareagował Szymon Matuszek, gdy sędzia doliczył sporo minut do końca spotkania?

– Było wielkie zaskoczenie, trwało to całe wieki. Nie było łatwo wytrzymać ciśnienia, mnie się przy okazji oberwało. Próbowałem nawet wbiegać na boisko i pomagać chłopakom.

Mogłeś się poczuć jak trener, tym bardziej, że Marcin Brosz “wyleciał” na trybuny.

– No tak, trener chciał mnie dokooptować do sztabu medyczno-szkoleniowego. Mogłem dzięki temu być bliżej zawodników i mogę być dumny, że nasz opiekun darzy mnie takim zaufaniem. Chciałem ich wspierać i chociaż tak dołożyć swoją cegiełkę w tym spotkaniu.

Byłeś jednym z zawodników, którzy po spadku zostali w klubie. W tym czasie dokonywało się wiele roszad w klubie. Wam też szło różnie, ostatecznie wszystko zakończyło się “happy endem”. Podsumuj krótko ten rok.

 – Byłem w zespole, który spadł z ligi. Popełniliśmy wtedy jako drużyna błędy i cieszę się, że przyczyniając się do awansu mogłem w ten sposób odkupić swoje winy. Co do roszad w zespole? Zwycięzców się nie rozlicza, sztabu, trenera z ich decyzji. Efekt jest taki, jaki sobie zakładano przed sezonem czyli powrót do Ekstraklasy. Trener odstawił kilku zawodników, a ich następcy cóż… nawet lepiej wykonali zadania. Należy się trenerowi szacunek za dobrą selekcję, a zawodnikom za osiągnięty wynik końcowy.

Odpoczynku nie będzie za dużo, ponieważ Ekstraklasa rusza za nieco ponad miesiąc.

 – W zeszłym roku, po spadku tego czasu było więcej, teraz jest rzeczywiście mniej, czyli nic w przyrodzie nie ginie. Ta opcja jest jednak przyjemniejsza, przy euforii z awansu siły szybciej się regenerują. Więcej nam nie potrzeba.

Jak ocenisz fetę pod stadionem?

 – Do nas radość docierała dopiero później. Rodziny wysyłały filmiki i zdjęcia, co się szykuje pod stadionem. Coś niesamowitego, to takie podsumowanie tego jak społeczność zabrzańska żyje Górnikiem. Małe dzieci, świetna zabawa, my to dobrze widzieliśmy z pierwszego rzędu sceny. Cieszę się, ze mogliśmy przeżyć takie chwile razem. W klubie też tworzymy jedną wielką rodzinę na dobre i na złe. Zresztą Kibice byli przecież z nami kiedy było źle i teraz fajnie było wspólnie poświętować.

Zabawa trwała przez całą noc, jeszcze po zabawie z kibicami?

 – Mieliśmy jeszcze oficjalną kolację z władzami klubu na stadionie. Było to w zamkniętym gronie, żeby nie wychodziło poza klub, ale podkreślam nic ponad normę. Myślę, ze przy każdych awansach czy innym sukcesach tak świętuje się w innych miejscach. Również rodzina zrobiła mi niespodziankę, odwiedzając mnie. Oni też bardzo przeżywali nasze wzloty i upadki, trochę zdrowia stracili.

Teraz chyba właśnie czas dla nich, odpoczynek w rodzinnym gronie.

 – Tak, nie planuje wakacji z powodu narodzin drugiego syna, ale także przecież mam kontuzję. Jakiś wypoczynek będzie, ale to na terenie kraju weekend, nie dłużej. W domu też mnie wspierają i pomagają mi ze względu na kontuzję, żebym jak najszybciej doszedł do zdrowia.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl