Niedaleko pada jabłko od … wiśni

W.  -  20 kwietnia 2019 19:22
3699

Jacka Wiśniewskiego nikomu z zabrzańskich sympatyków przedstawiać nie trzeba. Ten charakterny, charyzmatyczny zawodnik przez wiele lat walczył w zespole czternastokrotnego mistrza Polski, zaskarbiając sobie sympatię i uznanie fanów. Czego najlepszym dowodem jest pojawienie się zawodnika w Galerii Sław, wśród najznamienitszych postaci tworzących wybitną historię Górnika Zabrze. I chociaż piłkarską karierę pochodzący z Gliwic, rosły obrońca zakończył kilka lat temu, z piłką nożną jak sam zapowiada, nigdy się nie rozstanie. Dzisiaj popularny Wiśnia dopinguje w piłkarskich bojach zarówno trójkolorowych, jak i swojego syna Przemka, dla którego jest ogromnym autorytetem i wsparciem.

Album „Górnik Zabrze – Dzieje Legendy” to wyjątkowa lektura, która powinna znaleźć się w biblioteczce każdego z sympatyków czternastokrotnego mistrza Polski. Czy miał Pan już okazję zapoznać się z tą publikacją?

– Powiem szczerze, że jeszcze nie, natomiast niebawem na pewno nadrobię zaległości. Jest to już kolejna publikacja na temat Górnika Zabrze, którą posiadam w swojej kolekcji i uważam, że miło znaleźć się na łamach takiego wydawnictwa, wśród takich gwiazd jak Pan Stanisław Oślizło, Jan Banaś oraz wielu innych wspaniałych piłkarzy Górnika Zabrze. Otrzymałem ogromne wyróżnienie, zostałem doceniony za waleczność, chociaż nie miałem sukcesów, ale też nigdy z Górnikiem nie spadłem, z czego bardzo się cieszę. Chociaż albumu jeszcze nie czytałem, to z całą pewnością mogę go polecić nie tylko kibicom, ale również wszystkim miłośnikom piłki nożnej, jako wspaniałą, wartościową lekturę.

Trwale zapadł Pan w pamięci kibiców jako zawodnik charakterny, zadziorny, wkładający w grę całe swoje serce, nie szczędząc przy tym również i zdrowia. Sympatia kibiców pomimo upływu lat nie słabnie, Pana podobizna umieszczona została w Galerii Sław, widniejącej na koronie Areny im. Ernesta Pohla.

– Bardzo dziękuję kibicom za to wyróżnienie. Tak jak powiedziałem już wcześniej, wielu zawodników, chociażby Józef Dankowski, czy też inni wspaniali piłkarze mający na koncie po kilka mistrzostw Polski nie znaleźli się w galerii, ja natomiast zyskałem aprobatę i sympatię fanów, co bardzo mnie cieszy i za co dziękuję. Wydaje mi się, że główną rolę odegrała tutaj właśnie charyzma i walka. Teraz kontynuuje to mój syn i być może kiedyś to on zawiśnie w gronie wybitnych piłkarzy Górnika, za co mocno trzymam kciuki.

Z każdym kolejnym spotkaniem Przemek spisuje się coraz lepiej. Odnosi dobre wyniki i zdobywa coraz większą przychylność, a także sympatię wśród fanów zespołu.

– To prawda, niestety w rundzie jesiennej Przemek miał trochę słabsze mecze, grając na nie do końca swojej pozycji, ale w Ekstraklasie zawodnicy muszą odnaleźć się na każdym ustawieniu zaproponowanym przez szkoleniowca. Był to wybór trenera, któremu każdy zawodnik, który chce coś w piłce osiągnąć, musi podołać. Teraz uważam, że gra na idealnej dla siebie pozycji, przy czym bardzo się stara, jednak jest to zaledwie początek. Przemek dopiero zaczyna swoją karierę, można powiedzieć, że raczkuje, nie możemy więc popadać w zbytnią euforię i mówić, że jest to bardzo dobry i doświadczony piłkarz, chociaż wierzymy, że z biegiem lat takim właśnie zostanie. Na razie robi, to co do niego należy i całkiem dobrze mu to wychodzi, z czego należy się cieszyć. Niech tylko podtrzymuje dobrą passę i koryguje błędy, które czasami każdy z nas popełnia, a wszystko będzie ok.

Na pewno jest Pan dumny z syna i wspiera jego karierę.

– Oczywiście, od momentu, w którym się urodził, jestem z niego bardzo dumny. Wspieram jego karierę, pomagam, podpowiadam, ale w nic się nie wtrącam, nic nie narzucam. To, co powie trener, jest świętością. Jedynie czasami porozmawiamy w domu, ale Przemek jest pełnoletni i sam dobrze wie, co ma robić. Podkreślam też, żeby nie wpadał w zbytnią euforię, gdyż jest to dopiero początek. Jego życiową decyzją będzie dalsza ścieżka jego piłkarskiej kariery. Jeśli będzie wyglądała tak jak do tej pory, to jestem przekonany, że w przyszłości syn dużo lepiej ułoży sobie życie, niż miało to miejsce za czasów gry jego taty.

Roosevelta 81 to szczególny adres. Przez wiele lat grał Pan w Górniku, dzisiaj wciąż wraca Pan do świątyni polskiego futbolu, jak rzekł mawiać świętej pamięci Jan Bolesław Niesyto. Jest Pan obecny na każdym spotkaniu trójkolorowych, skąd wiernie wspiera Pan drużynę oraz syna.

– Przemek półtora roku temu miał kontuzję, cały czas go wspierałem, jeździłem z nim między innymi na teksty do Lecha Poznań, Olimpii Grudziądz, później już po kontuzji Przemek grał w Rakowie Częstochowa, skąd wrócił do Zabrza. Trener Marcin Brosz dał mu szansę, którą wykorzystał. Małymi kroczkami Przemek wywalczył sobie miejsce w zespole. My oczywiście przez cały czas dopingujemy syna i o ile tylko pozwala na to czas, to zawsze przychodzimy na mecze Górnika. Wiadomo, że czasami musimy być w pracy, ale uważam, że wspieramy Przemka dość mocno.

Wspólnie oglądając i analizując mecze, oprócz pochwał pojawia się także krytyka.

– Zawsze pojawia się krytyka, ale nie brakuje również pochwał. Najpierw syn musi korygować swoje błędy, przyjmując również negatywne opinie na temat swojej gry, które zawsze będą się pojawiały. Natomiast jeśli zagra dobrze, pojawiały się pozytywne, pochlebne oceny. To nie tak, że zadaniem ojca, będącego jedną z najbliższych osób w domu jest jedynie pochwała. Ojciec musi również czasami ganić swoje dziecko, a jak przyjdzie czas, to oczywiście chwalić. Oby tych pochwał było jak najwięcej, ale pamiętamy, że to początek. Przemek jest jeszcze młodym, niedoświadczonym zawodnikiem, więc przed nim jeszcze dużo pracy i jego dalsza kariera zależy od jego głowy, chęci, nóg i szczęścia.Podczas poniedziałkowego meczu z Arką Gdynia nie zabraknie Pana na trybunach.

– Oczywiście będę jak zawsze wspierał klub. Typuję, że wygramy to spotkanie 2:0.

Nie ma Pan wątpliwości, że Górnik zajmie bezpieczną lokatę w tabeli i zapewni sobie utrzymanie w Ekstraklasie?

– Oczywiście, że nie. Niestety nie zdobyłem z Górnikiem żadnego mistrzowskiego tytułu, zagrałem jedynie w finale Pucharu Polski, ale nigdy nie spadliśmy z Ekstraklasy. Drużyna zawsze walczyła do końca i nie mam w CV spadku, czego nie życzę ani drużynie, ani mojemu synowi. 

Górnik Zabrze to klub z piękną i  bogatą historią, tradycją oraz gronem wiernych fantastycznych sympatyków, którzy często wypełniają trybuny do ostatniego miejsca. Czy niegdyś doping również pomagał drużynie w odnoszeniu korzystnych rezultatów?

– Było troszkę ciężej i na pewno inaczej. Dzisiaj na stadionie zasiada nawet 24 tysiące fanów, ale kiedyś na meczu z Legią, Pogonią, Ruchem czy Widzewem także były pełne trybuny. Kibice zawsze nas wspierali, po gorszych meczach pojawiały się negatywne opinie, po lepszych byliśmy chwaleni, takie jest prawo kibica i jest to normalne. Zawsze jednak czuliśmy wsparcie publiczności i jeszcze bardziej mobilizowało ono zespół do dobrej gry.

Źródło: Rooosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl