Górnik w pierwszej połowie miał ogromne kłopoty z agresywnie grającą Miedzią, dopiero w końcówce tej części stworzył kilka groźnych sytuacji. - Przespaliśmy pierwsze 30 minut - tak krótko podsumował z perspektywy murawy Rafał Kurzawa. Pomocnik zabrzan miał swój "udział" przy pierwszym golu dla gości. - Źle wybiłem piłkę, która niestety trafiła pod nogi Bartczaka - przyznaje Kurzawa.
Bartosz Kopacz powrócił po przymusowej pauzie za nadmiar kartek, nie pomógł jednak uchronić zespołu przed kolejną porażką. Mecz w wykonaniu zabrzan nie wyglądał najlepiej, ale trzeba powiedzieć, że gospodarze kilkukrotnie zagrozili bramce przyjezdnych, co zresztą potwierdzają słowa naszego obrońcy. - Możemy mieć sami do siebie pretensje, bo mieliśmy co najmniej trzy stuprocentowe sytuacje, które musiały skończyć się bramką. Tak to jest w jednym meczu wpada wszystko, w drugim nie chce wpaść nic. Trzeba nad tym popracować, żeby przynajmniej jedną lub dwie okazje zamieniać na bramki. Miedź oddała dwa strzały i zdobyła dwie bramki - stwierdził Kopacz.
Obrona podopiecznych Marcina Brosza nie ustrzegła się błędów, przy pierwszym golu wspomniany wyżej Kurzawa, a przy drugim Adam Danch powinni zachować się lepiej. Z perspektywy boiska Bartek tak opisuje obie sytuacje. - Brak doskoku przy pierwszej bramce zadecydował o tym, że zawodnik Miedzi miał czas i przymierzył dobrze piłka. Natomiast drugi gol to klasa Wojtka Łobodzińskiego, który wpadł w pole karne, a wtedy obrońca ma ciężko doskoczyć i powstrzymać atakującego.
Kibice znów czują ogromny zawód z powodu porażki, wśród schodzących piłkarzy też było widać kiepskie nastroje. Nie może to dziwić, bo zdają sobie sprawę, że oddalili się od czołowych lokat. - Jest wściekłość, ponieważ mieliśmy dogonić czołówkę lub utrzymać dystans, a tymczasem jeszcze tracimy - tak podsumował atmosferę tuż po meczu defensor "Trójkolorowych".
Źródło: Roosevelta81.pl/Polsat Sport
Foto: Roosevelta81.pl







