Marcel Kalemba był ostatnim ruchem transferowym Górnika Zabrze w letnim oknie transferowym 2025. Młodzieżowy reprezentant Polski podpisał kontrakt przy Roosevelta i został z miejsca wypożyczony do GKS-u Tychy, gdzie jesienią zbierał cenne doświadczenie na boisku. Na wiosnę jednak nie wybiegł na murawę ani na minutę. Na przeszkodzie stanęła bardzo poważna diagnoza lekarska. O swoich problemach zdrowotnych, rekonwalescencji, powrocie do gry oraz aspiracjach młody pomocnik opowiada w rozmowie z serwisem Roosevelta81.pl.
Byłeś transferem "last minute" zeszłego lata, po czym szybko zostałeś wypożyczony do GKS-u Tychy. Jak z Twojej perspektywy wyglądało przejście do Górnika jedenaście miesięcy temu?
- Bardzo się ucieszyłem, gdy odezwali się przedstawiciele Górnika. Takich ofert z polskich klubów nie dostaje się często, więc od razu zdecydowałem się przyjechać. Później w klubie usłyszałem, że nie będę mógł liczyć na tyle minut na boisku, ile bym oczekiwał. Pojawił się temat wypożyczenia do Tychów, na co bez wahania przystałem. Grałem tam przez pół roku, ale później niestety zdiagnozowano u mnie zapalenie mięśnia sercowego i przez kolejnych sześć miesięcy nie mogłem nic robić.
Przed Tobą trudna walka o powrót do pełnej wydolności. Jesteś już gotowy na podjęcie tego wyzwania, czy potrzebujesz jeszcze kilku miesięcy, aby wrócić na pełne obroty? Trzeba przyznać, że twoje początki w Tychach wyglądały znakomicie.
- Na pewno nie jestem jeszcze gotowy na sto procent, ponieważ pauzowałem przez pół roku. Bardzo się jednak staram, na treningach daję z siebie wszystko i chcę po prostu znowu grać w piłkę.
Informacja o Twoich problemach z sercem bardzo nas zmartwiła. Podobno to temat, który ciągnie się za Tobą jeszcze od lat dziecięcych?
- Kiedyś, w przeszłości, usłyszałem taką diagnozę, ale ostatecznie tego zapalenia nie stwierdzono. Tym razem było to jednak prawdziwe zapalenie mięśnia sercowego. Skończyło się to tak, że przez sześć miesięcy żyłem bez futbolu, bez żadnego wysiłku. Mogłem tylko leżeć w łóżku i odpoczywać.
To musiało być najgorsze pół roku w Twojej dotychczasowej karierze.
- Zdecydowanie tak, najgorsze w karierze.
W jaki sposób to się w ogóle objawiło? Jak poczułeś, że coś jest nie tak? Grałeś w GKS-ie i nagle po prostu zniknąłeś z radarów.
- Zaczęło się od tego, że byłem chory, ale mimo to normalnie trenowałem. Później przechodziłem testy kardiologiczne i lekarz był wręcz zszokowany. Zapytał, jakim cudem ja z takimi wynikami w ogóle gram w piłkę. Stwierdzono arytmię, moje tętno było o wiele za wysokie. Od razu skierowano mnie do szpitala w Tychach, gdzie spędziłem dwa tygodnie.
Jak przebiegało dalsze leczenie?
- Dostałem odpowiednie leki i kategoryczny zakaz jakiejkolwiek aktywności fizycznej przez sześć miesięcy. Formalnie pauzowałem przez od stycznia do końca maja. W tym czasie mogłem tylko odpoczywać, więc wykorzystałem ten moment między innymi na intensywną naukę języka polskiego.
Trzeba przyznać, że świetnie sobie z nim radzisz.
- Dziękuję. Moi rodzice pochodzą z Polski, z Wrocławia, i to oni zawsze uczyli mnie tego języka. Staram się szlifować go dalej.
Jesteś już w pełni zdrowy, czy odczuwasz jeszcze jakieś ograniczenia wydolnościowe?
- Jestem w pełni zdrowy i mogę normalnie trenować. Na początku jest oczywiście bardzo ciężko, ale to zupełnie naturalne, gdy wraca się do sportu po pół roku całkowitego braku ruchu.

Jakie są Twoje pierwsze wrażenia z pobytu w Górniku Zabrze?
- Bardzo fajny klub. Bierzemy się do pracy i jadymy durś!
Trener Michal Gasparik uchodzi za szkoleniowca bardzo wymagającego. Na treningach mocno dostajecie w kość?
- Tak, to typowa "niemiecka szkoła". W Niemczech trenuje się w ten sposób praktycznie wszędzie, więc byłem na to przygotowany. Pod tym względem bardzo mi to odpowiada.
Kiedy podpisywałeś kontrakt z Górnikiem, był to klub z dużymi aspiracjami, ale od dłuższego czasu czekający na sukcesy. Teraz trafiasz do zespołu o statusie wicemistrza i zdobywcy Pucharu Polski.
- Zgadza się. Myślę, że sztab szkoleniowy od początku wierzył, że klub pójdzie w tym kierunku i to się sprawdziło. Teraz nie pozostaje nam nic innego, jak dawać z siebie wszystko na boisku.
Miałeś już okazję oglądać mecz z trybun przy Roosevelta?
- Tak, byłem na meczu z Koroną Kielce, oglądałem też finał na PGE Narodowym.
I jak wrażenia ze stadionu?
- Niesamowite! Było niezwykle głośno i panowała świetna atmosfera. Szczerze mówiąc, w Niemczech z takim dopingiem mogą się równać chyba tylko Eintracht Frankfurt i Borussia Dortmund. Inne stadiony nie mają podejścia.
Przejdźmy do młodzieżowej reprezentacji Polski, w której byłeś ważnym zawodnikiem. Jak selekcjoner odebrał Twoje problemy zdrowotne? Mieliście ze sobą kontakt?
- Cały czas utrzymywaliśmy kontakt. Trener dzwonił, pytał o moje samopoczucie. Życzył mi szybkiego powrotu do zdrowia i powrotu na boisko z pełną mocą.
Jaka jest Twoja optymalna pozycja na boisku? Obserwując spotkania młodzieżówki i GKS-u Tychy, można odnieść wrażenie, że bliżej Ci do pomocnika ofensywnego niż defensywnego.
- Odnajdę się właściwie wszędzie. Grając w Mainz występowałem w ataku, w obronie, na środku pomocy - w rolach ofensywnych i defensywnych. Mogę zagrać na każdej pozycji, z wyjątkiem bramki (śmiech).
Gdybyś miał jednak wskazać wymarzone miejsce na boisku? To skrzydło, czy może rola "ósemki" lub "dziesiątki"?
Grałem już jako "ósemka", "szóstka", a także na prawej i lewej obronie. Tak jak mówiłem, poradzę sobie wszędzie.
Twoje najsilniejsze strony to...
- Myślę, że przede wszystkim technika i opanowanie na boisku.
Można powiedzieć, że zdobyte do tej pory doświadczenie procentuje w tej kwestii?
- Na pewno trochę tak. Przez trzynaście lat grałem w Niemczech, od roku jestem w Polsce. Zbieram doświadczenie i cały czas idę do przodu.
Rozmawiał: eMZet
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl







Marcel zdrowia, trzymaj się, pozdrawiam
Zdrówka Marcel, trzymamy kciuki byś był kolejną perełką w talii Gasparika 🙂
Szybkiego powrotu do zdrowia