Michał Rakoczy pojawił się na placu gry w końcówce meczu Górnika Zabrze przy Łazienkowskiej i w ostatniej akcji meczu zaliczył asystę przy bramce Pawła Bochniewicza na wagę remisu. Przed tygodniem kreatywny pomocnik zdobył pierwszą bramkę w górniczych barwach. O swojej obecnej formie i przebiegu meczu z Legią oraz pierwszych liczbach przy Roosevelta były młodzieżowy reprezentant Polski opowiedział w rozmowie z serwisem Roosevelta81.pl.
Tak naprawdę można powiedzieć: "złota zmiana'. Oddałeś pierwszy celny strzał, który pobudził Górnika, a chwilę później po Twoim dośrodkowaniu padła bramka dla Górnika.
- Cieszę się, że jest ta asysta i w tych dwóch ostatnich meczach są te liczby. Aczkolwiek też, wiadomo, Paweł skończył fantastycznie tę piłkę, więc tak naprawdę bez niego nie byłoby mojej liczby. Cieszę się z tego, że potrafimy się podnieść z niekorzystnego wyniku. Zabieramy jeden punkt do Zabrza i skupiamy się na kolejnym meczu.
Po tej obronie bramkarza była jeszcze wiara w to, że uda się ten wynik odwrócić? Bo wydawało się, że to była piłka meczowa.
- Na pewno była wiara. Strzeliliśmy chwilę potem na 1:1, więc to było widać. Jest dużo tej jakości u nas w drużynie i cieszę się, że pokazaliśmy to w końcówce meczu.
W Warszawie złapałeś kolejne minuty. Trener mówi, że rywalizacja jest dość duża, ale w kolejnych meczach będziesz w kolejnych meczach mógł liczyć na kolejne szanse.
- O to już trzeba trenera pytać, aczkolwiek ja ze swojej strony, tak jak było zawsze, zostawiam serca i zaangażowanie na boisku i na treningach, więc wiem, że ta praca, którą robię, się obroni. Tylko czekać i dawać tak samo dobre zmiany jak z Legią i w poprzednim meczu z Cracovią.
Patrząc na to, jak ten mecz wyglądał na boisku, Twoim zdaniem ten remis jest sprawiedliwy czy mimo wszystko jest jakiś niedosyt?
- Wiadomo, że przyjeżdżaliśmy do Warszawy, żeby wygrać mecz, zabrać trzy punkty. Aczkolwiek patrząc po tym, jak mecz się potoczył, że straciliśmy pierwsi bramkę i też nie mieliśmy dużo czasu, bo zostało tak naprawdę osiem minut z czasem doliczonym i to, że wyrównaliśmy w ostatniej akcji meczu, to na pewno cieszymy się z tego jednego punktu i skupiamy na następnym spotkaniu.
Tak naprawdę pomogła wam kontuzja bramkarza, bo ta bramka padła już dwie minuty po tym, jak ten mecz powinien być zakończony, tylko znowu tutaj uraz - jak to bywa u zespołów trenera Marka Papszuna - i dzisiaj się to zemściło.
- Czy to był uraz czy coś innego, nie wiadomo aczkolwiek sędzia doliczył dodatkowy czas przez to, że bramkarz leżał. W tym czasie mieliśmy tę sytuację i strzeliliśmy bramkę dającą nam remis
Górnik idzie tak naprawdę od meczu do meczu, ale nie traci bramek i nie przegrywa. Gdzie się zatrzymacie?
- Będziemy mogli sobie powiedzieć po ostatnim meczu, gdzie jesteśmy, na jakim miejscu w tabeli. Tak jak mówię, skupiamy się z meczu na mecz, z treningu na trening i wierzę, że będziemy się piąć w górę.
Feta w szatni Górnika po awansie do finału STS Pucharu Polski była duża?
- Wiadomo, że była euforia, bo awansowaliśmy do finału Pucharu Polski. Aczkolwiek też jesteśmy świadomą drużyną, mamy wielu doświadczonych zawodników, więc wiemy, że mecz z Legią też był ważny.
Wyrównująca bramka i punkt wywieziony z Łazienkowskiej miały charakter szczególny. Strzelił Paweł Bochniewicz, który musiał długo walczyć o powrót na boisko. Ty też w ostatnim czasie dużo przeżywałeś. Zeszło z was ciśnienie po tym trafieniu?
- Na pewno zeszło. Cieszę się właśnie, że Paweł zdobył tę bramkę, bo należała mu się. Wiadomo, że dużo przeszedł. Ja też się cieszę.
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl







Raki jeszcze pokaże na co go stać