Łukasz Mazur: W Górniku są ludzie robiący lewe interesy

Milo  -  4 lipca 2015 13:31
0
1580

Lukasz_Mazur

Przyjęło się, że klub uratowała pani prezydent, chociaż cały ten pomysł musieli zaakceptować radni, a pieniądze pochodzą z portfeli mieszkańców. Oni kosztem wyremontowanych chodników i placów zabaw uratowali Audi, BMW czy Mercedesa człowieka, którego za moment w Zabrzu już nie będzie – mówi w wywiadzie dla slaskipoker.pl Łukasz Mazur, były prezes Górnika Zabrze.

Z zapowiedzi wynika, że kiedy stadion będzie już gotowy, rozwiąże wszystkie problemy Górnika.

Łukasz Mazur (były prezes Górnika Zabrze): – Kiedy byłem jeszcze prezesem, optowałem za grą na stadionie Piasta, ale wybrano występy na ruinie, jaką stał się obiekt Górnika. Jedna trybuna i 3000 miejsc było zdecydowanie najgorszą opcją. Tym sposobem oduczono ludzi chodzenia na stadion. Wielu kibiców nie było na nim od lat. Słyszę, że po spadku z ekstraklasy na trybuny potrafiło przyjść kilkanaście tysięcy ludzi. Tak, ale weźmy pod uwagę dwie rzeczy. Po pierwsze, niedługo potem nastąpiła fala emigracji z Polski. Po drugie, ta moda na mecze Górnika zbiegła się z momentem, kiedy w pełnoletność wchodziło wiele osób z wyżu demograficznego. Mieli 20 lat albo niewiele więcej, więc szli dopingować. Ale dzisiaj to już ludzie koło trzydziestki. Jeśli nie wyjechali z kraju, to pozakładali własne rodziny. Większość z nich na ten stadion już nie wróci. I dlatego obawiam się, że tamtej wysokiej frekwencji nie da się odbudować. Zbyt wiele czasu zmarnowano. A przecież nawet w Poznaniu trybuny nie zawsze są pełne, mimo że Lech gra o mistrzostwo i w promieniu 150 kilometrów nie ma żadnej konkurencji. Naprawdę nie wiem, skąd w Zabrzu to przekonanie, że gdy w końcu wybudują stadion, to każdy będzie chciał na niego przyjść…

Kiedy się o tym przekonamy?

– Nigdy. Bo dla mnie trzy trybuny to nie jest nowy stadion. Na dodatek trwają przebudowy, które uczynią ten obiekt całkowicie niefunkcjonalnym z biznesowego punktu widzenia. Chociażby dlatego, że skyboxy będą tam, gdzie nie powinno ich być.

W takim razie co powstanie?

– Substytut stadionu. Szkoda, bo z prawdziwego piłkarskiego obiektu naprawdę można zrobić maszynkę do zarabiania pieniędzy. To, co zobaczymy w Zabrzu, nie zarobi na siebie nigdy, bo najzwyczajniej w świecie nie będzie miało takich narzędzi. Widział pan jakąkolwiek akcję marketingową w związku z planowanym otwarciem stadionu?

Nie ma akcji, bo nie wiadomo, kiedy stadion zostanie otwarty.

– Moja firma, która działa w Krakowie, materiały na temat nowego stadionu Cracovii otrzymała na rok przed jego otwarciem. Tam – inaczej niż w Zabrzu – nie łudzili się, że zapełnią trybuny z dnia na dzień, tylko pracowali nad tym znacznie wcześniej.

Co by nie mówić o Cracovii, myślą tam biznesowo. Przede wszystkim dlatego, że nie jest to klub miejski. Górnik kiedyś przestanie nim być?

– Ostatnio pewien znajomy powiedział mi tak: „Wiesz, byłbym zainteresowany Górnikiem, ale z taką szajką urzędników nie będę walczył”. Zresztą, pewnie czytał pan wywiad Gazety Wyborczej z Mateuszem Juroszkiem, właścicielem STS-u, który powiedział mniej więcej takie słowa: „Mój tata próbuje kupić Górnika od 10 lat”. A mówimy o absolutnej czołówce najbogatszych ludzi w tym kraju i zagorzałym kibicu klubu. Idźmy dalej – firma ETL, którą zachęcił do Górnika Łukasz Podolski. Poważni ludzie. Byli zdecydowani, przylecieli do Zabrza finalizować rozmowy, a pani prezydent… nie miała dla nich czasu. Po prostu ich olała. Przejęli więc Lechię Gdańsk i – jak widać – pieniędzy na nią nie żałują. Powiedzmy więc sobie szczerze – Górnika miasto nie chce sprzedać. I nie dla jego dobra, ale dlatego, że oddając go komuś, musiałoby się pożegnać chociażby z etacikami dla swoich ludzi. Nie mówię już nawet o sytuacji, kiedy nowy właściciel nie poparłby pani prezydent w kolejnych wyborach. To by dopiero była dla niej katastrofa! Albo gdyby Górnik – już w rękach tego nowego inwestora – został mistrzem. Nikt wtedy nie powiedziałby, że osiągnął sukces dzięki pani prezydent. Gdy natomiast balansuje nad krawędzią, ona może stawiać się w roli jego obrończyni. Jest chu*owo, ale stabilnie.

Pani Mańka-Szulik będzie ten klub utrzymywać, bo nic ją to nie kosztuje. Jestem ciekaw, co by było, gdyby miała wyłożyć na niego 1000 złotych miesięcznie, ale z własnej kieszeni. Czy byłaby tak chętna jak do wydawania milionów z miejskiej kasy? Nie sądzę. Prawda jest taka, że Górnik jest skazany na zwykłe przeciętniactwo. Zresztą, o czym tu mówić, skoro najlepszym w ostatnich latach miejscem na koniec sezonu było piąte? Różnice punktowe w tej lidze są tak małe, że wręcz wypadałoby choć raz wskoczyć na to pudło. Tak jak zrobił to Ruch. Ba, do europejskich pucharów awansował nawet Piast.

Tu dochodzimy jednak do absolutnie kluczowej sprawy. Bo co by było, gdyby do Górnika przyszedł prezes z wizją i swobodą działania? Kibice by go polubili, a wtedy pani Mańce-Szulik włączyłoby się takie oto myślenie: „Idą wybory, a ten jest taki popularny. Co, jeśli będzie chciał kandydować na prezydenta?”. Dlatego potrzebuje kogoś, kto popularny nie będzie. Żeby natomiast nie był popularny, Górnikowi nie wolno odnosić sukcesów. Czyli najlepiej wziąć kogoś, kto się nie zna. Nie ma wtedy ryzyka, że pod jego wodzą klub będzie się rozwijał. W innym wypadku pani prezydent nie mogłaby później opowiadać, jak go uratowała. Najlepsze zaś jest to, że – wbrew pozorom – wszystkim to pasuje. Piłkarze mogą przecież mówić, jakim wielkim sukcesem jest awans do grupy mistrzowskiej… Zupełnie nie rozumiem takiego braku ambicji. Jak dziś cieszysz się z ósmego miejsca, to jutro zadowoli cię dziesiąte. Niedługo potem będziesz celował w utrzymanie, a później już tylko opowiadał o ambicjach powrotu do ekstraklasy. Dlatego potrzebni są ludzie z pomysłami i dopiero potem pieniądze. Nie na odwrót. Bo pieniądze już były, ale zostały jedynie rozkradzione. Tych z kolei, którzy je rozkradli, nikt jakoś do odpowiedzialności nie pociągnął.

W „Asie wywiadu” powiedział pan, że w Górniku trwa „czyszczenie pieniędzy”.

– Jeżeli Urząd Miasta chce zamówić papier toaletowy, odbywa się to poprzez przetarg publiczny. Podobnie ze spółkami miejskimi. Ale czy widział pan jakiś przetarg zorganizowany przez klub? W ten sposób zrobiono sobie furtkę do wyprowadzania pieniędzy.

Ma pan na to dowody?

– Wiem, kogo podejrzewałem o wyprowadzanie pieniędzy, gdy sam byłem jeszcze w klubie. Wiem też, kto proponował mi dzielenie się pieniędzmi za podpisanie kontraktu z jednym z piłkarzy. Sęk w tym, że jestem człowiekiem nieprzekupnym… do pewnej kwoty (śmiech). Wtedy natomiast zaoferowano mi kwotę mniejszą. Reasumując – są w Górniku ludzie robiący lewe interesy. Pamięta pan chociażby kogoś takiego jak Idan Shriki? Coś niesamowitego, mój ulubiony przykład. Chodzi o człowieka ściągniętego z Izraela, co oczywiście wiązało się z dużymi wydatkami, którego po kilku treningach Adam Nawałka uznał za kompletnie nieprzydatnego.

Czyli pani prezydent potrzebni są wyłącznie ludzie kompletnie ulegli?

– Oczywiście. Kiedy Młynarczyk był prezesem, mógł niewiele. Artur Jankowski – jako że nie jest zaufanym człowiekiem pani prezydent – jeszcze mniej. Nikt się z nim nie liczył. Ani pracownicy klubu, ani kibice, ani nawet piłkarze. Kiedyś po meczu wszedł do szatni, po czym jeden z zawodników spytał drugiego: „Ty, a kto to jest?”. Od wielu lat w klubie działa co prawda Krzysztof Maj, ale i on pewnego pułapu nie przeskoczy. Cieszy się, że ma fajne stanowisko. Próbował coś zrobić Zbyszek Waśkiewicz, ale wiemy, jak szybko się to skończyło. Pani prezydent myślała, że będzie tańczył jak mu zagra. On tymczasem udowodnił, że naprawdę chce coś w tym klubie zmienić, a kiedy mu się na to nie pozwoli, to nie będzie się trzymał stołka. Poza tym przecież wcale nie był prezesem (śmiech). Jasne, teraz możemy mówić o Andrzeju Pawłowskim, chociaż to tylko prokurent.

Kto więc rządzi Górnikiem? Kiedyś rządził Nawałka, ale teraz? Kto decyduje o tym, jakiego piłkarza zatrudnić? Nie wiadomo. Dla pani prezydent jest to jednak o tyle dobre, że zmniejsza ryzyko sukcesu. Nie daj Boże, żeby Górnik awansował do pucharów. Bo jak awansuje, to szybko odpadnie, a to dla wizerunku pani Mańki-Szulik dobre już nie będzie. Podobnie jak to, że rok później skończy sezon na – powiedzmy – ósmym miejscu. Pojawią się pytania: „A dlaczego dopiero na ósmym, skoro dopiero co były puchary?”. I znów pani prezydent wyszłaby na tym średnio. Dla niej idealnie więc, żeby tych pucharów nigdy nie było.

Mimo to, dla wielu ludzi ona rzeczywiście jest bohaterką.

– Proszę zwrócić uwagę, jak niebezpieczne w tym przypadku jest używanie skrótów myślowych. Przyjęło się, że klub uratowała pani prezydent, chociaż cały ten pomysł musieli zaakceptować radni, a pieniądze pochodzą z portfeli mieszkańców. Oni kosztem wyremontowanych chodników i placów zabaw uratowali Audi, BMW czy Mercedesa człowieka, którego za moment w Zabrzu już nie będzie. Mało tego. On nawet dziś nie ma z tym Zabrzem większych związków. Przecież wielu piłkarzy Górnika mieszka w Katowicach i Gliwicach…

Cały wywiad do przeczytania na www.slaskipoker.pl

Źródło: slaskipoker.pl
Źródło: Edytor

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments