Limbo na Arenie Zabrze. Nowe atrakcje dla kibiców Górnika!

g.rajda  -  6 sierpnia 2016 17:34
0
1885

bramofurty5

Mówi się, że zdecydowanie więcej nieprzyjemności spotka kibica podczas meczu wyjazdowego niż na własnym obiekcie. W Zabrzu po raz kolejny mamy tego zaprzeczenie i naukę pt. „Jak zniechęcić kibica do przyjścia na mecz”. Powoli zakreślamy w kalendarzu mecze, które udało się w Zabrzu zorganizować bez żadnych utrudnień dla własnych kibiców.

Większość klubów organizuje dla swoich kibiców różne atrakcje przed meczem, aby zachęcić ich do wcześniejszego przyjścia na stadion. Organizowane są strefy kibiców, zapraszani są różni artyści, legendy klubowe, z którymi każdy może zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie i poprosić o autograf, a przy okazji zamienić kilka zdań. W Zabrzu nie ma takiej potrzeby, bo i po co? Zapewniamy, przed meczami Górnika nie można się nudzić. Aby za dużo się nie rozpisywać, przedstawiamy atrakcje tylko z obecnego lata.

Przed sparingiem z Karpatami Lwów był wspólny „wjazd z bramą”. Dla tych, którzy nie są w temacie wyjaśnimy zasady zabawy. Klub zaprasza wszystkich kibiców, następuje odlicza do magicznej liczby 999 i zamyka bramy. Do tłumu pod stadionem zostaje wysłane hasło, które brzmi mniej więcej tak: „Frajerzy! Nie wejdziecie na mecz, bo kto późno przychodzi sam sobie szkodzi! Dobrze wam tak, na przyszłość zapraszamy wcześniej„. – „Heniek zamykamy bramy” – mówi głośno do kolegi z pracy, „jadowity” ochroniarz Kazik. Dodając szeptem po chwili – „Teraz czekamy na ich reakcję. Heeeniek! Przygotuj się!”. Kibice czują, że teraz kolej na nich, rozpoczynają szturm na bramę. Efekt? 1:0 dla kibiców. – „Dziś wam się udało, ale następnym razem nie pójdzie tak łatwo. Chcemy rewanżu!” – zapewnia tajemniczy głos przez „łoki toki”.

Jak to mogło wyglądać dzień przed meczem:

Cholera, zawsze szykujemy przed meczami atrakcje, a oni zbyt szybko kończą zabawę – zamartwiały się tęgie głowy. Była już przecież zabawa w cug z zawrotną prędkością jeden krok na sekundę przy wyjściu ze stadionu.. Był też szturm na bramę, który nie zrobił na nich wrażenia. Nagle słychać:

Już wiem. Mam genialny pomysł! – mówi pan D.
Mów, mów, bo do meczu coraz bliżej, a atrakcji dla kibiców brak – stwierdził ciekawski tłum na czele z panem S.
Jako, że zbliża się olimpiada w Rio, zorganizujemy dla kibiców LIMBO. Zabawa będzie na całego! – stwierdził pan D.
Dobra może tym razem odechce im się przychodzenia na mecze. Będziemy mieli kłopot z głowy, bo przecież same straty przez tych kibiców – wyliczał plusy pan. S.
Wygwizdują, skandują, wyzywają. Niech nie przychodzą, przynajmniej w spokoju zobaczymy mecz – zakończył pan D.

Dzień meczowy:

Pomijając ceny biletów, które w dniu meczowym są droższe niż na Ekstraklasę i fakt, że przyjechał do nas beniaminek I ligi. Kibice w dobrej liczbie pojawili się przy stadionie. Aby zbytnio się nie nudzić przygotowano dla kibiców, którzy chcą wejść na stadion niespodzianki.

Bramofurty – niby nowoczesne, a większość z nich nie działa. Te, które działały szwankowały – przez co z każdą minutą kolejki robiły się coraz większe. Dodatkowo pojawiły się tradycyjne problemy z czytnikami kodów kreskowych na biletach (podobno było to już naprawione). W pewnym momencie na trybunie wschodniej, jak i na południowej nie działały już żadne bramofurty. Kibice na wschodniej musieli przechodzić pod poprzeczkami, ewentualnie przeskakując je. Sympatycy, którzy zakupili bilety na trybunę południową, aby zobaczyć mecz wspinali się na płoty i z nich skakali. W momencie, gdy już większość osób „wisiała na płocie”, ochrona zdecydowała się otworzyć bramy. Jak wyglądał sam moment wejścia?

[youtube id=”-25sdEmOJjs”]

Organizatorom podczas następnego meczu proponujemy takie LIMBO
gwarantujemy, że nikt nie będzie narzekał… (dobór wspomagacza należy do organizatora)

[vimeo id=”53071354″]

Osobną kwestią pozostaje sprzedaż biletów w dniu meczowym i odbiór karnetów.

Przed meczem w kasach bilety sprzedają maksymalnie dwie osoby, pozostałe cztery dyskutują za plecami kasjerów o losach świata. Kibice stoją i stoją, a kolejki zamiast ubywać, przybywa. Długość kolejki przypomina czasy komuny. W najlepszym momencie na zakup biletu czekało się godzinę. Jeśli w takim tempie sprzedawałoby się towar w sklepach, to można ogłosić upadłość po jednym dniu. Odbiór karnetów następuje w tej samej kasie, co sprzedaż i również przebiegał w zawrotnym tempie – jedna sztuka w 10 minut.

Sprzedaż biletów

Klub nie zdecydował się zbytnio promować tego spotkania. Termin piątkowego meczu był już znany od dłuższego czasu, a mimo to sprzedaż biletów wystartowała dopiero w poniedziałek, czyli 5 dni przed meczem. Kibice coraz częściej rezygnują z kupowania biletów w punktach Kolportera. Sprawa jest prosta, bo zamiast klasycznego biletu otrzymują druk, czyli tak jak większość ludzi może sobie wydrukować na własnej drukarce. Co ciekawe, część saloników prasowych nie ma pojęcia, że znajduje się na liście dystrybutorów biletów.. Taka sytuacja ma m.in. miejsce w Rudzie Śląskiej w salonie Kolportera na ul. Niedurnego. Czarna magia. Kupno biletu przez internet dla osoby uczącej się, która ukończyła 18 lat graniczy z cudem.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments