Legenda Górnika Zabrze szczęśliwa z wyników drużyny w minionym sezonie. "Nastąpił prawdziwy urodzaj sportowy w Górniku Zabrze"

0
7791

Stanisław Oślizło z trybun stadionu przy Bogumińskiej dopingował piłkarzy Górnika II Zabrze w finałowym meczu POLTENT Pucharu Polski z Unią Turza Śląska. Legenda 14-krotnego mistrza Polski i 7-krotnego zdobywcy Pucharu Polski w rozmowie z serwisem Roosevelta81.pl podsumowała wtorkowe spotkanie oraz wróciła myślami do lat swojej młodości, którą spędziła kilka kilometrów od stadionu Unii.

Bardzo długo czekaliśmy na to, żeby Górnik Zabrze podniósł trofeum z murawy. Ten sezon obrodził nam niesamowicie: pierwsza drużyna zdobyła STS Puchar Polski i srebrny medal, zespół U-19 dołożył drugi srebrny krążek, a rezerwy sięgnęły po POLTENT Puchar Polski.

Stanisław Oślizło: Nastąpił prawdziwy urodzaj sportowy w Górniku Zabrze. Pierwszy zespół zdobył Puchar Polski, będąc zarazem wiceliderem Ekstraklasy. W ślad za starszymi kolegami poszła drużyna do lat 19, która zakończyła rozgrywki na bardzo dobrym, drugim miejscu. Zadaję sobie jednak ciągle pytanie: co dalej z tą młodzieżą? Choć mają po dziewiętnaście lat, a za rok skończą dwadzieścia, dla mnie to wciąż są młodzi chłopcy. Co się z nimi stanie? Mam nadzieję, że ludzie odpowiedzialni za transfery w Górniku Zabrze zdają sobie doskonale sprawę z tego, że świetnym posunięciem jest stawianie na własnych wychowanków ze swojego środowiska, którzy z pewnością chcą zaprezentować swoje umiejętności na boisku. Trudno mi osobiście przewidzieć, jakie będą tego rezultaty. Nie oglądałem wszystkich spotkań drużyny juniorów, ale na pewno kilku z nich zasługuje na to, żeby znaleźć się w szerokiej kadrze pierwszego zespołu na następny sezon PKO BP Ekstraklasy.

Przy okazji finału POLTENT Pucharu Polski w Turzy Śląskiej doszło do prawdziwego spotkania legend. Obecny był Pan, a u Pana boku zasiedli Antoni Piechniczek i Hubert Kostka. Często macie Panowie okazję widywać się z byłymi kolegami z boiska lub z ławki trenerskiej?

- Jesteśmy już w takim wieku, że nie na każde zaproszenie jesteśmy w stanie odpowiedzieć. Dziś jednak jestem bardzo zadowolony, że mogłem porozmawiać, przywitać się i wyściskać z Hubertem Kostką, moim wieloletnim partnerem z Górnika Zabrze. Graliśmy blisko siebie - Hubert jako bramkarz, a ja jako stoper. Obecny jest również Antoni Piechniczek, były selekcjoner i reprezentant kraju, a także zawodnik i mistrz Polski w barwach Ruchu Chorzów oraz Legii Warszawa. To wspaniałe towarzystwo i znakomici ludzie. Zjawił się tu na meczu także Edward Socha, były zawodnik Górnika, mieszkający w pobliskim Wodzisławiu. Miło jest wspominać momenty wspólnej kariery, rozegrane mecze, odniesione zwycięstwa i zdobyte tytuły. Z Górnikiem, wspólnie z Hubertem Kostką i resztą kolegów, zdobywaliśmy przecież ośmiokrotnie mistrzostwo Polski i sześciokrotnie Puchar Polski. Teraz, już jako działacz, podnosiłem ten puchar siedem razy, co oczywiście bardzo pozytywnie zapisało się w mojej pamięci.

Przed meczem z Unią Turza Śląska zastanawialiśmy się, czy w wypadku zwycięstwa Górnika II Zabrze będzie Panu dane podnieść puchar po raz ósmy. Zrobili to jednak baronowie ze Śląskiego Związku Piłki Nożnej...

- Byłem gotowy, żeby to zrobić, ale nie byłem pewny czy ktokolwiek mnie o to poprosi. Obecny był prezes Śląskiego Związku Piłki Nożnej, Henryk Kula i to on wręczył puchar zwycięzcy meczu finałowego.

Jak ocenia Pan ocenia to spotkanie? Po kapitalnym dla kibiców widowisku, Górnik II Zabrze postawił kropkę nad "i" - sięgając po upragnione trofeum.

- Obie drużyny stworzyły bardzo ciekawe widowisko, a stawka meczu była bardzo wysoka. Aby odnieść zwycięstwo, trzeba było zostawić sporo zdrowia i potu na boisku. Podejście z obu stron było z pewnością bardzo poważne. Jako pracownik Górnika Zabrze oczywiście trzymałem kciuki za sukces naszej drużyny, ale z Turzą Śląską również łączy mnie wiele ciekawych historii.

Tutaj spędził Pan przecież swoje dziecięce i młodzieńcze lata...

- Zgadza się. W dzieciństwie byłem ministrantem, a proboszcz z mojej rodzinnej parafii rozpoczął tutaj budowę kościoła pod wezwaniem Matki Boskiej Fatimskiej. Przyjeżdżałem tu jako chłopiec, powożąc koniem zaprzęgniętym do bryczki. I w ten sposób uczestniczyliśmy w początkach budowy tutejszego sanktuarium.

Pan pochodzi z Jedłownika, czyli dosłownie rzut kamieniem do Turzy Śląskiej.

- Dokładnie. Mieszkańcy Turzy nie mieli wtedy własnego kościoła, więc wszyscy przychodzili na msze właśnie do naszej parafii. Żyliśmy jak jedna wielka rodzina...

Rozmawiał: eMZet

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

0 komentarzy