Lech chce uratować sezon, a Górnik potwierdzić aspiracje. Kto lepszy w Zabrzu?

0
1392

gornik-lech-117

Górnik Zabrze i Lech Poznań zaczęły rundę wiosenną w zupełnie odmiennych nastrojach. Zespół Michala Gasparika ograł rewelację ostatnich kolejek, czyli Piast Gliwice, a mistrz Polski zdążył zaliczyć już dwie wpadki w ciągu czterech dni. Jaki wynik padnie w sobotni wieczór przy Roosevelta 81?

Oba zespoły łączy w ostatnim okresie niewiele, a w zasadzie tylko to, że oba zmierzyły się z Piastem. I o ile Górnik poradził sobie znakomicie, tak tego samego nie mogą powiedzieć w Poznaniu. Ale po kolei. Zabrzanie do meczu z sąsiadem zza miedzy przystępowali z pewnymi obawami, bo raz że nie wszyscy zawodnicy byli w stanie wystąpić z powodów zdrowotnych, dwa że gier kontrolnych przed wznowieniem rozgrywek było mało i wreszcie, bo rywal – odkąd jego stery objął Daniel Myśliwiec – zaczął grać bardzo dobrze i w tabeli za pięć ostatnich spotkań był po prostu najlepszy w PKO BP Ekstraklasie. Początek prestiżowego spotkania był dość wyrównany, może nawet z lekką przewagą gości, ale im mecz trwał dłużej, tym miejscowi wyglądali lepiej. Na taki stan rzeczy z pewnością miała wpływ dominacja w środku pola, którą zapewniło trzech bardzo dobrze dysponowanych pomocników. I nawet to, że to przyjezdni objęli pierwsi prowadzenie, nie wybiło z rytmu piłkarzy Michala Gasparika, którzy konsekwentnie realizowali plan i na początku drugiej połowy wyszli na prowadzenie, którego już nie oddali do końcowego gwizdka. Lech? W Gliwicach zameldował się w miniony wtorek, by rozegrać zaległe spotkanie i przede wszystkim zbliżyć się do czołówki. I choć z przebiegu meczu okazji do zdobycia goli miał więcej, to jednak finalnie to zespół z Okrzei 20 miał rzut karny, którego nie wykorzystał Patryk Dziczek, a kluczową bramkę zdobył Andreas Kantsatonis. Grek w piłkę nie grał… przez rok! Tym sposobem drużyna z Poznania zaliczyła spory falstart, a przyszłość trenera Nielsa Frederiksena stanęła pod znakiem zapytania. Ewentualna kolejna porażka na Górnym Śląsku spowoduje, że sezon ligowy będzie można praktycznie spisać na straty.

Trzy cele

Póki co, Lech jeszcze niczego w tym sezonie przegrał, natomiast sytuacja jest daleka od idealnej. Najkorzystniej wygląda w Pucharze Polski, gdzie zespół z Poznania pokonał Gryf Słupsk, choć nie bez problemów, oraz w Gliwicach Piasta. W ćwierćfinale za niespełna miesiąc zagra w u siebie, a rywalem będzie właśnie Górnik. Z kolei w europejskich pucharach po dobrym początku w meczu z Rapidem Wiedeń (4:1) doszło do kompromitacji z drużyną z Gibraltaru Lincoln Red Limps FC (1:2) i pechowej porażki z Rayo Vallecano (2:3), gdzie do przerwy mistrz Polski prowadził różnica dwóch bramek. W tym momencie Lech znalazł się w trudnym położeniu, ale wygrana z FC Lousanne Sports (2:0), remis z Moguncją (1:1) na własnym boisku oraz wyjazdowa wygrana w Ołomuńcu z Sigmą (2:1) pozwoliły uplasować się w górnej połówce (11. miejsce) drużyn zakwalifikowanych do rundy barażowej. W niej ekipa Nielsa Frederiksena zmierzy się z fińskim Kuopion Palloseura i przynajmniej na papierze będzie faworytem tego starcia. W przypadku pomyślnego zakończenia tego dwumeczu kolejnym rywalem będzie ponownie Rayo lub Szachtar Donieck. Z kolei najgorzej sytuacja wygląda w rozgrywkach PKO BP Ekstraklasy, gdzie Lech do liderujących Wisły Płock i Górnika traci już siedem punktów, a w przypadku ewentualnej porażki ta różnica wzrośnie do 10 „oczek”.

Więcej w naszym materiale!

Nastroje w poznańskich gabinetach są więc z pewnością nerwowe i szykowane są warianty mające na celu ratowanie sezonu, ale trener, który niespełna rok temu świętował mistrzostwo Polski z „Kolejarzem” ma jeszcze szansę na rehabilitację i poprawę wyników.

Defensywa w rozsypce

Największym problemem Lecha na chwilę obecną wydaje się być postawa w defensywie. W bieżących rozgrywkach ligowych Lech stracił już 30 goli po zaledwie 19 kolejkach, gdzie w poprzednim sezonie kiedy zdobył tytuł najlepszej drużyny w tym kraju w całych rozgrywkach stracił ich raptem 31. Sytuacja dziwi jeszcze mocniej, kiedy zobaczymy, że w formacji obronnej nie doszło do wielu zmian, a wręcz klub pozyskał nowych zawodników w postaci Mateusza Skrzypczaka czy też Roberta Gumnego. Obrona klubu z Poznania funkcjonuje jednak źle, a samobójcze trafienie Antonio Milicia, koszmarny błąd Skrzypczaka czy też brak reakcji Wojciecha Mońki w ostatnim meczu z Piastem pokazują, że tych niefortunnych zdarzeń jest zdecydowanie za wiele. Jeśli dołożymy do tego nie najlepszą skuteczność i pudła nawet do pustej bramki jak w przypadku Pablo Rodrigueza w meczu z Piastem otrzymujemy pełny obraz fatalnych wyników „Kolejorza”, który licząc jeszcze rundę jesienną nie wygrał od czterech spotkań. Nastroje próbuje tonować sam szkoleniowiec Lecha, podkreślając że zespół na boisku wygląda przyzwoicie i stwarza sobie sytuacje strzeleckie, a to że nie strzela zależy już tylko od indywidualnych zagrań poszczególnych zawodników.

Nowi na plus

Takich kłopotów nie ma w Zabrzu. Choć końcówka runda jesiennej była nieudana, to styczniowy mecz z Piastem wlał w serca kibiców Górnika sporo optymizmu. Maszyna Gasparika funkcjonowała niezwykle efektywnie, a nowi piłkarze w barwach „Trójkolorowych” pokazali, że będą wartościowymi wzmocnieniami. Najdłużej na debiut czekał Michal Sacek, który w klubie był już od pół roku, ale z powodu komplikacji zdrowotnych praktycznie dopiero teraz mógł wybiec na boisko i wypełnił lukę na prawej stronie obrony, która w trakcie rundy jesiennej była pozycją, na której najczęściej dochodziło do zmian, a szkoleniowiec Górnika próbował na niej aż trzech piłkarzy. Czech, który zdobył mistrzostwo Polski z Jagiellonią Białystok szybko pokazał swoje walory i we współpracy z Maksymem Chłaniem siał spustoszenie w szeregach Piasta. Z kolei po drugiej stronie boiska w porozumieniu z Erikiem Janżą dobrze funkcjonował Brandon Domingues. Wreszcie wobec absencji Lukasa Ambrosa trzecim środkowym pomocnikiem został Lukas Sadilek. Były zawodnik Sparty Praga miał niespożyte siły i dołączył do grupy zawodników Górnika, którzy regularnie przemierzają najwięcej kilometrów na boisku. Najwięcej obaw było o dyspozycję niespodziewanego debiutanta, czyli Borisława Rupanowa, który w ostatniej chwili zastąpił chorego Sondre Lisetha, ale również w i w tym przypadku Bułgar dał jakość.

Więcej o tym jak zagrali debiutanci w naszym materiale!

Teraz, kiedy do treningu wrócili już wcześniej chorzy zawodnicy, trener Gasparik stanie przed kłopotami bogactwa. Przede wszystkim gotowy do gry jest podstawowy i najskuteczniejszy w tym sezonie zawodnik Górnika, czyli Liseth. Na debiut z kolei będą czekać Michał Rakoczy i Mathias Sauer, a nie można też zapominać o powracającym po kontuzji Robercie Massimo. Jednak jeśli ma dojść do roszad w wyjściowym składzie przed meczem z Lechem, to prawdopodobnie tylko Norweg ma szansę wskoczyć do podstawowej jedenastki, a pozostali będą musieli poczekać na swoją szansę. Czy to wystarczy na podrażnionego Lecha? Przekonamy się w sobotni wieczór.


Przewidywane składy:

Górnik: Łubik – Sacek, Janicki, Josema, Janża – Sadilek, Hellebrand, Kubicki – Chłań, Liseth, Domingues.

Lech: Mrożek – Gumny, Milić, Mońka, Gurgul – Gholizadeh, Kozubal, Jagiełło, Rodriguez, Bengtsson – Ishak.

Górnik Zabrze – Lech Poznań, 7 luty, 20:15. Transmisja: CANAL+ 4K Ultra, CANAL+ Sport 3, Ekstraklasa TV.

0 komentarzy
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze