Kibicowskim szlakiem: Barcelona fajna, ale wolę Zabrze!

Luq  -  23 grudnia 2014 22:41
646

Zdjęcie0493

W grudniu miałem okazję wybrać się do Barcelony na ostatni grupowy mecz “Blaugrany” w Lidze Mistrzów z francuskim PSG. Świat staje się coraz mniejszy i dostępny. W szczególności Europa, gdzie do większości miast można dostać się z plecakiem i dowodem w ręku, wykupując bilet lotniczy za 200 zł.

Jeśli zaplanujemy wszytko odpowiednio wcześnie i poszperamy w internecie, nie będzie też problemu z kupieniem wejściówki na stadion. Posłużę się tu przykładem moim przy zakupie biletu na wspomniane spotkanie. Stadion “Dumy Katalonii” ma blisko sto tysięcy miejsc i prawie nigdy nie ma kompletu. Na meczu z PSG na Camp Nou zasiadło 82570 widzów, więc jeszcze był spory zapas. Problem jedynie w tym, że najszybciej rozchodzą się najtańsze wejściówki.

FCB_PSG1

Bilet na Barcę można kupić łatwo przez internet. Nie jest wymagane, jak u nas, durne skanowanie dowodu i wyrobienie karty kibica. Płacąc kartą jesteśmy już wystarczająco zweryfikowani. Sprzedaż jest dostępna nawet na kilka miesięcy wcześniej, z tym, że wtedy raczej nie kupimy najtańszych miejsc, bo te dopiero są udostępniane, gdy barcelońscy Socios zdeklarują się, czy idą na mecz, czy też nie. Mają taki obowiązek dwa tygodnie do dwóch dni przed meczem. Kiedy ja sprawdzałem bilet pierwszy raz, około trzy miesiące wcześniej, dostępne były w cenie od 120-810€ (511-3453 zł). Na około dziesięć dni przed spotkaniem pokazała się jednak spora pula biletów za 59€ (251 zł). Dodając do tego koszt rezerwacji 2,5€ (10 zł), całość wyniosła mnie 261 zł.

Samoloty z Katowic, Wrocławia lub Krakowa, latają na trzy lotniska w pobliżu Barcelony. El Prat, które znajduje się najbliżej centrum i można dostać się tam metrem oraz Reus i Girona, oddalone o godzinę drogi busem. Noclegi łatwo można znaleźć w wielu hostelach lub u miejscowych oferujących pokoje na wynajem w cenie ok 25€ (107 zł). Camp Nou możemy dostać się z La Rambla, czyli głównego deptaku stolicy Katalonii, linią metra L3 w kierunku Zona Universitaria. Wysiadłem na stacji Les Corts i do przejścia zostało mi około 500m. Już w metrze na 2-3h przed meczem, było widać sporo kibiców ubranych w klubowe barwy. W okolicach stadionu, knajpkach i przed sklepami już zebrały się spore tłumy, popijające piwo lub wino i zagryzając je kanapkami.

FCB_PSG3

Na sam stadion wszedłem około 45 minut przed pierwszym gwizdkiem i był on prawie całkowicie pusty. Jedynie grupka ok 3000 kibiców z Paryża ćwiczyła doping i “pozdrawiała” FC Barcelonę. Większość fanów zajęła swoje miejsca dopiero tuż przed 20:45 i można było zauważyć, że znaczna ich część to… turyści. “Młyn” usytuowany za jedną z bramek liczył około 1000 osób i zanikał w tłumie pozostałych sympatyków piłkarskich. Można było zauważyć tylko kilka flag i bęben.

Doping PSG też nie oszałamiał i ogólnie na stadionie wrzawa podnosiła się przy sytuacjach podbramkowych lub fajerwerkach technicznych gwiazd obu drużyn. Poza małymi wyjątkami, gdy ktoś zaintonował bardziej znaną przyśpiewkę i cały stadion śpiewał aż ciarki na plecach szły. Co ciekawe, gdy pierwszą bramkę zdobył Ibrahimović dla PSG, spora część kibiców spoza klatki zaczęła wiwatować. Na ziemię szybko sprowadził ich jednak Leo Messi, wprawiając trybuny w prawdziwą ekstazę.

FCB_PSG7

Po ostatnim gwizdku, stadion opustoszał w około 20 minut, a kolejka do metra miała kilkadziesiąt metrów długości. Podsumowując, stadion, poziom piłkarski i momentami wrzawa ponad 80 tysięcy ludzi robi niesamowite wrażenie. Najbardziej da się zauważyć fakt, że nawet w “młynie” doping nie jest ciągły, większość ludzi to przypadkowi turyści, którzy na co dzień na pewno kibicują FC Barcelonie, ale w kapciach gdzieś w Pekinie czy Maroku, przed TV.

Zdecydowanie wolę, póki co 3 tys. na Roosevelta, mając w pamięci mecze po 15-20 tys. rozśpiewanych “Żaboli” oraz dwa ostatnie WDŚ w “Kotle czarownic”. Warto się cieszyć, że nasze “domowe” spotkania mają doping na stałym równym poziomie, a kibice wspierają zawodników przez pełne 90 minut. Ten wyjazd z pewnością zaliczę do udanych, choć już nie mogę doczekać się spotkania z Koroną Kielce. Jak mawia stare powiedzenie: “Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl