Raków Częstochowa w ostatnich latach trzy razy grał w finale STS Pucharu Polski. Dwukrotnie drużyna spod Jasnej Góry triumfowała na PGE Narodowym, raz przegrała, a doświadczenie z kluczowego starcia o krajowy puchar ma siedmiu graczy Medalików. Czy będzie to stanowiło handicap dla podopiecznych trenera Łukasza Tomczyka?
- Połowa szatni ma już doświadczenie z tych finałów, a połowa go nie ma. Natomiast jeśli chodzi o przygotowanie, to w tym roku graliśmy dużo ważnych meczów. To jest po prostu jeden z nich - wielki finał. Trzeba zrobić wszystko, żeby go wygrać - podkreśla Fran Tudor, kapitan Rakowa.
W tym sezonie Górnik dwukrotnie pokonał Raków w lidze. Czy fakt ten siedzi w głowach piłkarzy z Częstochowy? - Gdzieś z tyłu głowy może tak. Obecnie jesteśmy dużo lepszą drużyną, mimo tamtych porażek. Nikt potem nie pamięta, że Raków był w jakimś meczu lepszy, a przegrał. Ostatecznie liczy się tylko zwycięzca - dodaje pomocnik Medalików.
Chorwat dopytywany o klucz do zwycięstwa na PGE Narodowym, wskazał kluczowe aspekty, którymi muszą wykazać się piłkarze Rakowa. - Przede wszystkim spójność w dążeniu do celu. Ważne, żebyśmy byli na boisku jak rodzina i czerpali energię jeden od drugiego - wskazuje 30-latek.
Dla Tudora finał z Górnikiem Zabrze będzie czwartym rozgrywanym na PGE Narodowym. - Ciężko powiedzieć, który z finałów był najważniejszy. Nie patrzę na to z tej strony. Myślę, że najtrudniejszy był ten pierwszy finał, bo byliśmy wtedy młodą drużyną, która jeszcze niczego nie osiągnęła. To był kluczowy moment, w którym zdobyliśmy puchar - puentuje gracz drużyny z Limanowskiego.
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Raków Częstochowa






