To był mecz godny hitu kolejki. Górnik długo prowadził, ale Jagiellonia wyrównała w doliczonym czasie gry i kiedy wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów, goście zadali decydujący cios i samodzielnie objęli 2. miejsce w ligowej hierarchii. Kto najlepiej zagrał w drużynie Michala Gasparika? Wybór nie jest prosty, bo na to miano zasłużyło przynajmniej kilku zawodników.
Marcel Łubik (8,25) - niesamowita pewność biła w tym meczu od golkipera Górnika. Ten nie bał się wychodzić do piłek zagrywanych na przedpole i kilka razy zdołał uprzedzić szarżujących zawodników Jagiellonii. Jeszcze w pierwszej połowie popisał się intuicyjną obroną strzału Bartosza Mazurka. Przy golu dla gospodarzy wyczuł intencje strzelca, ale strzał Afimico Pululu był ze zbyt bliskiej odległości, by Łubik miał szansę lepiej interweniować i odbić piłkę.
Michal Sacek (7,5) - decyzja o wystawieniu tego piłkarza do pierwszego składu nie mogła dziwić, wszak jest to częsta praktyka, że na spotkania z byłymi klubami zawodnicy wychodzą mocniej naładowani i choć w trakcie gry tej specjalnej mobilizacji nie było widać, to jednak trzeba oddać, że Czech rozgrywał solidne zawody i odpowiednio zabezpieczał prawą stronę. Trochę problemów pojawiło się, kiedy na tym skrzydle zameldował się Kajetan Szmyt, ale jego rajdy, choć wprowadziły trochę zagrożenia, to ostatecznie nie przyniosły efektu. Natomiast sam Sacek zakończył ten mecz jak na prawdziwego mężczyznę i to on pokazał, jak powinno kończyć się zawody. Jego fenomenalne wejście w pole karne Jagiellonii zakończyło się przewinieniem Bartłomieja Wdowika i słusznie przyznanym rzutem karnym.
Rafał Janicki (8,25) - można się zastanawiać, czy nie miał szans lepiej zachować się przy bramce zdobytej przez Afimico Pululu, ale faktem jest, że napastnik z Białegostoku bardzo dobrze przyjął sobie piłkę, a następnie wykorzystał swoją ogromną siłę. Na całe szczęście raptem kilka minut później kapitan Górnika sprawił, że o poprzedniej sytuacji już nikt nie pamiętał. Zachował stalowe nerwy i rzut karny wykonał w sposób perfekcyjny, posyłając piłkę w "okienko" i nie dając żadnych szans Sławomirowi Abramowiczowi na skuteczną interwencję.
Josema (7,5) - w pierwszej połowie w zamieszaniu w polu karnym Jagiellonii został nadepnięty, ale gwizdek arbitra milczał, a VAR nie znalazł powodu, by przeanalizować tę sytuację. Wdawał się w siłowe pojedynki z Afimico Pululu, a w pewnym momencie zdenerwował napastnika Jagiellonii tak bardzo, że ten nie wytrzymał nerwowo i uderzył Hiszpana, za co otrzymał żółtą kartkę. W drugiej połowie środkowy obrońca Górnika wyrównał rachunki i w dość bezpardonowy sposób powalił zawodnika z Angoli, za co także został napomniany przez rozjemcę.
Ondrej Zmrzly (7,0) - zastąpił kontuzjowanego Erika Janżę i pokazał, że jego lewa noga też potrafi być precyzyjna. W pierwszej połowie uderzał z rzutu wolnego na bramkę Jagiellonii i sprawił, że Sławomir Abramowicz miał kłopoty z obroną tego strzału i musiał to robić na raty. Miał udział przy pierwszej bramce dla Górnika, bo to on wyrzucał piłkę z autu w kierunku Sondre Lisetha, który następnie dobrze obsłużył Maksyma Chłania. W kilku podaniach zabrakło mu precyzji, ale też wypożyczony ze Slavii Praga zawodnik pokazał, że nie boi się nieszablonowych zagrań.
Lukas Sadilek (6,75) - niewiele zabrakło, a Czech zaliczyłby kolejną asystę do Jarosława Kubickiego. Po precyzyjnym dośrodkowaniu z bocznej strefy boiska jego kolega z zespołu znalazł się tuż przed bramkarzem Jagiellonii, ale ten intuicyjnie obronił strzał głową byłego zawodnika klubu z Białegostoku. Sadilek sporo pracował w destrukcji, dzięki czemu gospodarze nie mogli się zbytnio rozpędzić. Na ostatni kwadrans opuścił boisko, a trener Michal Gasparik wzmocnił formację defensywną, wpuszczając w jego miejsce Pawła Bochniewicza, który zajął centralną pozycję w bloku pięciu obrońców.
Patrik Hellebrand (7,25) - trener Jagiellonii Adrian Siemieniec przeprowadził dobrą analizę przed meczem i przyjął taką taktykę na mecz, by jak najbardziej przeszkadzać w rozgrywaniu naszemu precyzyjnemu pomocnikowi. Mimo to Hellebrand starał się radzić sobie na murawie i rozpoczął kilka ataków Zabrzan. Trzeba jednak oddać, że pod presją rywala nie był tak dokładny jak zawsze i kilka podań okazało się niecelnych.
Jarosław Kubicki (7,75) - plan dla tego piłkarza na to spotkanie był jasny, jak najmocniej ograniczyć poczynania Jesusa Imaza i trzeba przyznać, że te założenia udało się zrealizować niemalże perfekcyjnie. Hiszpan nie ograł sobie w tym meczu zbyt bardzo i piłkę przy nodze miał zdecydowanie rzadziej niż zazwyczaj. W pierwszej połowie mógł trafić do siatki swojego byłego klubu, ale strzał oddany głową okazał się zbyt słaby, by móc zaskoczyć golkipera gospodarzy.
Roberto Massimo (6,0) - początki tego piłkarza w tym meczu były trudne i wiele wskazywało na to, że może opuścić boisko razem z Ikią Dimi. Raziły też sytuacje z defensywy, gdzie ze zbyt małym zaangażowaniem próbował zatrzymać atakującego Kajetana Szmyta. Jednak im dłużej trwała druga połowa, tym zawodnik z Niemiec wyglądał co raz lepiej. Miał też okazję na zdobycie gola, ale jego strzał z linii pola karnego poszybował nad poprzeczką. Trzeba też przyznać, że dzięki swojej dynamice wypracował dwie żółte kartki dla dwóch rywali, którzy nie potrafili zatrzymać rozpędzonego zawodnika.
Ivan Ikia Dimi (5,0) - po raz pierwszy od początku spotkania zagrał na pozycji napastnika i trzeba niestety otwarcie przyznać, że był to występ bardzo nieudany. W protokole meczowym zapisał się tylko w taki sposób, że w bezmyślny sposób sfaulował Bernardo Vitala i zarobił w ten sposób żółtą kartkę. Wydawało się nawet, ze na drugą połowę już nie wyjdzie z szatni, ale trener Michal Gasparik dał mu jeszcze dodatkowe 10 minut gry w drugiej połowie, ale potem na murawie zameldował się etatowy napastnik nr 1, czyli Sondre Liseth.
Maksym Chłań (8,5) - najjaśniejsza postać Górnika w tercji ofensywnej i z pozytywną bezczelnością ponownie łamał szyki obronne rywala. Doskonale spisał się przy akcji bramkowej, gdzie po podaniu od Sondre Lisetha nie zastanawiał się, tylko ruszył na przebój w strefę okupowaną w znacznej ilości przez obrońców Jagiellonii. Ci, bojąc się przewinienia, nie potrafili zainterweniować mocniej, aż w końcu Chłań znalazł miejsce, by oddać strzał. Ten okazałby się ostatecznie niecelny, ale piłka po drodze odbiła się od Bartosza Mazurka i zmieniła kierunek na tyle, by wpaść do bramki przy samym słupku.
Zmiennicy
Sondre Liseth (7,25) od 55' za Ikię Dimiego - po jego wejściu na boisku zdecydowanie poprawiła się gra Górnika w trzeciej tercji. Przede wszystkim Liseth potrafił przyjąć piłkę i odpowiednio się zastawić. Przy akcji bramkowej to on umiejętnie dograł do Chłania. Z kolei przy akcji Michala Sacka piłka po odbiciu jej przez Sławomira Abramowicza trafiła pod jego nogi, a ten trafił w słupek. Arbiter potraktował to jednak, jako niewykorzystaną sytuację i wrócił do momentu sprzed przywileju i podyktował rzut karny za faul na Michale Sacku.
Paweł Bochniewicz (NS) od 76' za Sadilka - grał zbyt krótko.
Kamil Lukoszek (6,25) od 84' za Chłania - grał zbyt krótko.
Paweł Olkowski (NS) od 84' za Massimo - grał zbyt krótko.
Kogut meczu - Rafał Janicki - wybór nie był prosty, bo na to miano zasługiwało przynajmniej kilku piłkarzy. Ostatecznie redakcyjne kolegium zdecydowało, że po raz drugi z rzędu będzie to nasz kapitan, który w decydującym momencie pokazał, że ma nerwy ze stali i pewnie wykonał kluczowy rzut karny.
Źródło: Roosevelta81.pl
Grafika: Roosevelta81.pl








Pomysł był dobry, by wpuścić swieżego Lisetha w drugiej połowie. Pytanie tylko, dlaczego napastnik Rupanov nie zastąpił walecznego Norwega? Chyba nie można już grać słabiej niż Dimi na ”dziewiątce”.