Unia Turza Śląska postawiła bardzo trudne warunki piłkarzom Górnika II Zabrze w finale POLTENT Pucharu Polski. Czwartoligowiec odrobił trzybramkową stratę i zdołał wyjść na prowadzenie, bramkę ważącą o losach rywalizacji tracąc w końcówce spotkania. Zadowolony z postawy drużyny z Bogumińskiej nie krył były reprezentant Polski, a dziś dyrektor sportowy turzańskiego klubu Mariusz Pawełek.
Mecz nie zakończył się po myśli Unii Turza Śląska, bo trofeum podniósł Górnik II Zabrze, ale na boisku zobaczyliśmy wszystko to, czego oczekujemy od prawdziwego piłkarskiego spektaklu.
Jestem bardzo zadowolony z drużyny. Początek był dla nas trudny. Wiedzieliśmy, że Górnik to klasowy zespół - młody i bardzo wybiegany. Fajnie, że drużyna zareagowała. Szybkie odrobienie strat napędziło chłopaków, dodało im siły i wiary w sukces. W przerwie trochę z nimi porozmawialiśmy, podpowiedzieliśmy parę rzeczy. Szkoda wyniku, ale taka jest piłka. Wiedzieliśmy, z kim się mierzymy i należą się chłopakom duże brawa za walkę. Myślę, że kibice również byli zadowoleni. Przy tej pogodzie przyszło ich sporo, za co bardzo dziękuję. Dziękuję też dzieciom oraz wszystkim osobom, które zrobiły wszystko, żeby ten mecz odbył się w takich warunkach. O to właśnie w tej piłce chodzi.
To była piękna przygoda dla Unii. Były momenty, w których wydawało się, że puchar wymknie się z rąk, ale zawsze pokazywaliście charakter. Niewiele brakowało, a odwrócilibyście losy tego finału z 0:3 na własny sukces.
Zgadza się. Dogoniliśmy wynik, prowadziliśmy grę, a najlepsza była reakcja zawodników po straconych bramkach. Powiedziałem im w szatni, że właśnie taką drużynę chcę widzieć w Turzy od przyszłego sezonu. Na takim zespole można budować coś nowego. Przyszedłem tu z prośby pana Zenona Reka i bardzo dziękuję mu za tę szansę. Bycie dyrektorem sportowym to długa droga, ale chciałbym stworzyć silny, lokalny zespół. Jest z kogo wybierać, mamy bogactwo zawodników z okolicy, co dzisiaj potwierdzili. Od grudnia przeprowadziliśmy parę transferów - Janek Strączek czy Kuba przeszli z Górnika i chcieli się pokazać. Uważam, że idziemy w dobrym kierunku. Jestem bardzo zadowolony z całego meczu i otoczki, która mu towarzyszyła.
Piłkarze Górnika mogli dzisiaj mocno zajść za skórę swojemu byłemu klubowi - również Mateusz, który grał w Zabrzu, wpisał się na listę strzelców. Słyszałem, że wczoraj zarząd szczególnie zmobilizował drużynę przed tym finałem.
Prezes zawsze potrafi zmotywować zespół, to normalne w piłce. Nie chcę mówić o szczegółach czy kwotach, ale zawodnicy doskonale wiedzieli, o co grają i jaka to dla nich szansa. Na trybunach było wiele osób związanych ze sportem i historią, więc miło słuchać po meczu, gdy gratulują ci dobrego widowiska. O to w tym chodzi. Mati pokazał, że mimo upływu lat wciąż ciągnie tę drużynę. Podobnie Marcin, Ślisz czy Gancarz - pokazują, że dopóki masz to "coś", to grasz. Szkoda, że w Górniku pojawiły się głosy o rezygnacji z trzeciej ligi, ale to kwestia wewnętrzna zarządu. Ja cieszę się z tego, co zobaczyliśmy dzisiaj. Prezes również był zadowolony. Będziemy budować na tym fundamencie nową drużynę. Liczę, że wszyscy ci chłopcy zostaną i będziemy dalej walczyć.
Na zakończenie muszę zapytać o sytuację z samej końcówki, kiedy dwóch byłych reprezentantów Polski ruszyło do siebie. Jak Pan to ocenia na chłodno i jak to wyglądało z Pana perspektywy?
Nie chciałbym tego szerzej komentować. Ludzie widzieli, co się stało - na pewno miała miejsce jakaś prowokacja. Jestem zdania, że o takich incydentach powinni decydować obserwatorzy meczu. Każdy chroni swoją drużynę. Sytuacja z Gancarzem była stykowa, nie kwalifikowała się na czerwoną kartkę - to była walka w ferworze, bez złośliwości. Dlatego tam podbiegłem, nie z groźbami, a z pytaniem: "Gancar, za co czerwona?". Potem wzięły górę emocje. Szkoda, że tak się to zakończyło, ale to jest piłka.
Rozmawiał: eMZet
Źródło: Roosevelta81.pl
Wideo: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl







Czerwona ewidentna, nie potrafi się przyznać do chamstwa