American Dream na boiskach Betclic 3 Ligi. Obrońca Górnika II Zabrze, by zagrać przy Roosevelta ściągnął do Polski zza Atlantyku! "Marzę, by zagrać z orzełkiem na piersi"

0
4437

Alex Wojtowicz jest jednym z najciekawszych piłkarzy w szatni Górnika II Zabrze. Młody obrońca Trójkolorowych pochodzi z USA, gdzie się urodził, choć piłki na szczeblu seniorskim zasmakował w Polsce. W rozmowie z serwisem Roosevelta81.pl 19-latek opowiada m.in. o tym jak trafił na Roosevelta, jak wyglądał jego debiutancki sezon w dorosłym futbolu oraz jak wygląda życie młodego Amerykanina w kraju nad Wisłą. 

Jak młody chłopak ze Stanów Zjednoczonych znalazł się w rezerwach Górnika Zabrze?

- Trenowałem w TSF Academy w New Yersey i tam wypatrzył mnie skaut, który pracował dla Akademii Górnika Zabrze. Zaprosił mnie na testy do Polski, przyjechałem i już zostałem.

Skąd mógł usłyszeć o istnieniu Alexa Wojtowicza?

- (śmiech) Nie wiem, może obserwował kadry juniorskie reprezentacji Polski. Kiedyś dostałem powołanie na zgrupowanie reprezentacji U-15. Nie mogłem jednak pojechać, bo w USA zaczął się COVID i nie można było swobodnie podróżować. 

Ostatecznie do Polski trafiłeś w sezonie 2024/25. Po roku spędzonym w drużynach juniorskich, dostałeś szansę w drużynie Górnika II Zabrze. Jak oceniasz ten sezon?

- Na pewno było to ciekawe przeżycie. Piłka seniorska zawsze różni się od juniorskiej. Dużo się przez ten rok nauczyłem, złapałem sporo boiskowego doświadczenia, które będzie procentować w przyszłości. Dziś jestem lepszym piłkarzem niż byłem rok temu.  

Debiutancki sezon zakończyłeś zdobyciem POLTENT Pucharu Polski, po szalonym finale. Ten mecz był najbardziej szalonym w Twojej dotychczasowej karierze - licząc zarówno czasy juniorskie, jak i seniorskie?

- Zdecydowanie, to był najbardziej szalony mecz, w jakim kiedykolwiek zagrałem. Emocje były ogromne, w końcówce nawet trenerzy mocno to przeżywali. Działo się naprawdę dużo. Jedenaście bramek - chyba nigdy wcześniej nie brałem udziału w tak szalonym spotkaniu. Dodatkowo sam wpisałem się na listę strzelców, co jeszcze bardziej podkręciło emocje. To było świetne widowisko, myślę, że kibicom bardzo się podobało.

Patrząc na przebieg tego spotkania: prowadziliście 3:0, wydawało się, że macie wszystko pod kontrolą, a potem nagle straciliście cztery bramki. Masz pomysł, z czego to wynikało?

- Myślę, że po prostu trochę się rozluźniliśmy i za szybko uwierzyliśmy, że mecz jest już wygrany. Wiedzieliśmy, że rywale opierają swoją grę na stałych fragmentach, analizowaliśmy to i zdawaliśmy sobie sprawę, że to ich mocna strona. A jednak stało się tak, że straciliśmy jedną, drugą, trzecią bramkę i nagle to my musieliśmy gonić wynik. Pokazaliśmy jednak charakter, powalczyliśmy i udało nam się odwrócić losy spotkania.

Czy w którymś momencie zwątpiłeś, że zdołacie jeszcze wygrać? Wydawało się, że Unia złapała wiatr w żagle i kolejne gole to tylko kwestia czasu.

- Z boku mogło to tak wyglądać, ale ja do końca wierzyłem w nasz zespół. Nawet gdy przegrywaliśmy, wiedziałem, że mamy jeszcze trochę czasu. Ufałem chłopakom, bo wiem, jak mocną mamy ekipę. Ostatecznie wróciliśmy do gry i wygraliśmy ten mecz.

Muszę zapytać o drugą bramkę dla Unii. Była dość kontrowersyjna i tak naprawdę nikt do końca nie wie, kto ją strzelił. Strzał oddał napastnik rywali, potem piłka odbiła się chyba od Ciebie...

- Tak... W polu karnym zrobiło się gigantyczne zamieszanie. Ktoś próbował wybić piłkę, ja się przewróciłem... Działo się to tak szybko i w takim chaosie, że sam dokładnie nie wiem, co tam się wydarzyło.

Stałe fragmenty gry były wczoraj waszą piętą achillesową. Unia wypracowywała sytuacje głównie po rzutach z autu i rzutach rożnych.

- Zgadza się. Tak jak wspomniałem, rywale byli w tym elemencie bardzo groźni. Daleko i mocno rzucali z autu, posyłali piłki w pole karne i mieliśmy z tym spore problemy. My wolimy raczej grać piłką po ziemi, a stałe fragmenty nie były w tym sezonie naszą mocną stroną. Mimo wszystko, z takimi drużynami też trzeba umieć wygrywać.

Jak oceniasz ten miniony rok - z perspektywy całego Górnika i swojej własnej?

- Uważam, że ta runda wiosenna w Górniku była dla nas bardzo udana - odrobiliśmy straty z jesieni. Indywidualnie to też było dla mnie świetne półrocze. Jesienią nie dostałem na boisku ani minuty, ale cały czas ciężko pracowałem na treningach, żeby wywalczyć miejsce w składzie. Trener Gancarczyk mi zaufał, dzięki czemu wiosną zagrałem w większości, a może nawet we wszystkich spotkaniach. Wróciłem do optymalnej formy i czuję, że jestem w dobrym miejscu.

Jak odnajdujesz się w polskich realiach? Masz dwa obywatelstwa: polskie i amerykańskie.

- Tak, zgadza się. Mam zarówno amerykański, jak i polski paszport, więc mogę swobodnie grać w obu krajach.

Jak to dokładnie wygląda od strony rodzinnej? Twoje nazwisko brzmi bardzo swojsko, jedynie brakuje kreseczki nad "ó".

- Moja mama i tata są Polakami. Urodzili się tutaj, ale jako młodzi ludzie wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych i to właśnie tam się urodziłem. Cała moja rodzina nadal mieszka w Ameryce, a ja przyjechałem do Polski sam.

Czyli w przyszłości, gdybyś otrzymał powołanie, mógłbyś zagrać zarówno dla reprezentacji Polski, jak i dla Stanów Zjednoczonych. Masz już w głowie plan, którą kadrę byś wybrał?

- Jeśli kiedykolwiek pojawi się taka propozycja, wtedy będę się nad tym zastanawiał. Gra w reprezentacji Polski to jednak moje wielkie marzenie, właśnie ze względu na pochodzenie rodziców. Marzę, by kiedyś zagrać z orzełkiem na piersi. Na razie to jednak melodia przyszłości.

Jesteś chłopakiem zza wielkiej wody, ale wychowanym w polskim domu. Jak rozumiem, ze specyficznym polskim słownictwem i tutejszą mentalnością nie masz żadnego problemu?

- Rozumiem, o co chodzi i nie mam z tym problemu. Rodzice dobrze mnie wszystkiego nauczyli.

Przyszłość Górnika II Zabrze stoi na razie pod dużym znakiem zapytania. Nie boisz się, że po urlopach nie będziecie mieli do czego wracać?

- Widzę, jaka jest sytuacja. Rozmawialiśmy o tym w szatni, wszyscy w zespole zdają sobie sprawę z tego, co się dzieje. Co ma być, to będzie, nie mamy na to wpływu. Skupialiśmy się na tym, na co mieliśmy wpływ - czyli na postawie na boisku. Zależało nam, żeby w tych ostatnich meczach pokazać się z jak najlepszej strony i myślę, że nam się to udało. Reszta decyzji należy do władz klubu. Jesteśmy utalentowaną drużyną i wierzę, że w razie najgorszego scenariusza, każdy z chłopaków znajdzie sobie nowy zespół.

A jak Ty widzisz swoją przyszłość?

- Prowadzę już rozmowy z kilkoma klubami. Jeśli miałbym zmienić otoczenie, zależy mi na tym, żeby iść do przodu i stawiać na sportowy rozwój w wyższej lidze.

Górnik złożył Ci propozycję nowego kontraktu?

- Moja umowa z Górnikiem wygasa. Żadnych rozmów na razie nie było, bo nie wiemy co będzie dalej z drugim zespołem. Chętnie zostałbym w Zabrzu i skorzystał z opcji wypożyczenia do wyższej ligi, ale nikt z nas nie wie co będzie dalej. 

Jak smakuje zdobycie Pucharu Polski? Przeszliście przez te rozgrywki jak burza, eliminując rywali z różnych szczebli rozgrywkowych. Sam finał może nie był w waszym wykonaniu zjawiskowy, ale kibice z pewnością zapamiętają go na długo.

- Zdecydowanie, ten sukces smakuje wyjątkowo. Wbrew pozorom każdy mecz w drodze do finału był wymagający - starcia ze Spartą czy Skrą były naprawdę bardzo wyrównane. Mieliśmy ogromną motywację, żeby pokazać swoją wartość i uważam, że zrobiliśmy swoje. Zwycięstwo w takich okolicznościach smakuje wybornie. Nawet po tak szalonym finale z jedenastoma bramkami, ostatecznie liczy się triumf. To jest najważniejsze.

Pozostaje więc tylko odpoczynek. Zaczynasz urlop?

- Tak, dokładnie, czas na odpoczynek.

Jakie masz plany? Wylatujesz do Stanów?

- Tak, wracam do rodziny, do Stanów Zjednoczonych. A co będzie później, zobaczymy.

Rozmawiał: eMZet

Źródło: Rooseveta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

0 komentarzy