Dwa dni trwała feta po sięgnięciu przez Górnika Zabrze po siódmy w historii STS Puchar Polski. Następnie zawodnicy i sztab szkoleniowy otrzymali dzień wolnego, by we wtorek spotkać się przy Roosevelta i rozpocząć przygotowania do meczu PKO BP Ekstraklasy z Zagłębiem Lubin, który może mieć kluczowe znaczenie dla losów rywalizacji o ligowe podium w tym sezonie. Przed startem kluczowej fazy ligowej rywalizacji wywiadu serwisowi Roosevelta81.pl udzielił Michal Gasparik, trener Trójkolorowych.
Bardzo dziękuję, że znalazł Pan chwilę. Emocji w ostatnich dniach było chyba tyle, że aż się nie chce Pana zbytnio męczyć...
Michal Gasparik: Tak, działo się sporo, ale jest dobrze. Rozpoczęliśmy już przygotowania do meczu z Zagłębiem i wróciliśmy do normalnej pracy.
W jakiej formie byli chłopaki na pierwszych zajęciach?
- Nastroje są super, zespół jest pozytywnie nastawiony. Na pierwszym treningu od razu było widać, że mają ogromną ochotę do gry, chcą jeszcze coś osiągnąć w lidze i po prostu bawili się na boisku. Dobrze to wyglądało.
Czyli po zabawie podczas fety, przyszła pora na radość z gry na boisku?
- Dokładnie tak wyglądał ten pierwszy trening. Zawodnicy byli uśmiechnięci. Byłem nawet trochę zaskoczony, że już od pierwszych zajęć po powrocie pokazali na murawie naprawdę tak dużą jakość.
Wielu kibiców zastanawia się, czy Górnika - po sukcesie w Pucharze Polski i awansie do europejskich pucharów - będzie stać na wykrzesanie z siebie odpowiedniej motywacji na ligę. Z tego co widzę, nie ma z tym problemu i nie zachłysnęliście się sukcesem.
- Na pewno nie. Czujemy to zarówno w sztabie szkoleniowym, jak i wśród chłopaków w szatni - oni chcą jeszcze coś w tej lidze osiągnąć. Wszyscy cieszymy się już na najbliższy mecz. Gramy u siebie, prawdopodobnie przy pełnych trybunach, więc chcemy zaprezentować naszym kibicom dobry futbol.
Tym bardziej że z Zagłębiem Lubin na jesieni przegraliście w dość niefajnych okolicznościach.
- To był bardzo trudny mecz. Straciliśmy bramkę po własnym błędzie, a potem gra nie układała się tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Teraz gramy u siebie, więc spodziewamy się nieco innego spotkania, ale na pewno nie będzie łatwo. Zagłębie ma bardzo dobrą defensywę i potrafi być niezwykle groźne, szczególnie przy stałych fragmentach gry. Musimy być przygotowani na sto procent.
Dzisiaj rozstrzygnęło się również to, że został Pan najlepszym trenerem kwietnia. Gdzie Pan - trenerze Gasparik - się nie pojawi, tam - niczym Midas - zamienia Pan wszystko w złoto...
- (śmiech) To przede wszystkim zasługa zespołu. Muszę im podziękować, bo prezentowali świetną formę, co przełożyło się na bardzo dobre wyniki i w lidze, i w pucharze. Nagroda trafia na ręce trenera, ale to osiągnięcie całej drużyny i sztabu szkoleniowego.
Feta po finale w Warszawie była porównywalna z tym, co przeżywał Pan na Słowacji? Czy jednak Zabrze zawiesiło poprzeczkę wyżej?
- Emocje po wygranym finale zawsze są bardzo podobne, ale w Polsce skala była po prostu ogromna. Kiedy widziałem, ilu ludzi przyjechało z Zabrza, czułem się tak, jakbyśmy grali u siebie. Dla mnie to był finał niezwykle emocjonalny, ponieważ wiedziałem, że ci kibice czekali na to bardzo długo. Górnik od 25 lat nie grał w finale Pucharu Polski. Od ostatniej wygranej minęło 54 lata.. Młodsi fani czekali na takie chwile całe życie, a my spełniliśmy ich marzenia.
Górnik od ćwierć wieku czekał na finał krajowego pucharu, a na medal mistrzostw Polski czeka już 32 lata. W tym sezonie to staje się realne...
- Zgadza się i to jest nasza kolejna motywacja. Rozmawialiśmy o tym jeszcze przed pierwszym treningiem. Myślę, że największym paliwem dla nas wszystkich jest to, że jeśli utrzymamy się w czołówce, możemy powalczyć o kwalifikacje do Ligi Mistrzów. To marzenie każdego piłkarza. Trenujemy i gramy właśnie po to, by osiągać takie cele. Mamy szansę i musimy ją wykorzystać.
Czyli ta wizja wicemistrzostwa i gry o Ligę Mistrzów jednak mocno rozbudza wyobraźnię?
- Oczywiście. Każdy z nas marzy o Lidze Mistrzów. Dla każdego musi to być dodatkowy bodziec do pracy. Wiem, że Górnik bardzo długo nie stał na ligowym podium, więc na pewno chcemy o ten medal powalczyć.
Pamiętam, jak bardzo był Pan przybity po ligowej porażce z Lechem w Zabrzu. Czuł Pan wtedy, że sytuacja w walce o mistrzostwo mocno się komplikuje, a Lech może poczuć krew i stać się wiosną nieosiągalny?
- Tak i to się niestety potwierdziło. Dla Lecha był to kluczowy moment rundy. Teraz udowadniają w każdej kolejce swoją siłę i odporność psychiczną. Zawsze mieli jakość na boisku, brakowało im tylko regularnego punktowania. Dla nas ta porażka też była ważnym momentem. Z drugiej strony możemy spojrzeć na to w kategorii "coś za coś" - oni wygrali u nas w lidze, ale my zrewanżowaliśmy się w bardzo ważnym spotkaniu pucharowym na ich terenie.
Zamieniłby Pan ligę na puchar?
- Nie, uważam, że wszystko ułożyło się sprawiedliwie i dokładnie tak, jak powinno. Lech zagrał lepszy mecz u nas, ale my byliśmy lepsi w Poznaniu i zasłużyliśmy na pucharowy awans.
Wielu zawodników - jak choćby Patrik Hellebrand czy Maksym Chłań - zapowiada, że chce zostać w Górniku. Czy Pana zdaniem, jeśli drużyna zostanie utrzymana w obecnym składzie i odpowiednio wzmocniona, to będzie mogła włączyć się do walki o najwyższe cele na stałe, a nie tylko jednorazowo?
- Jako klub musimy się do tego wszystkiego bardzo mądrze przygotować. Z własnego doświadczenia wiem, że pierwszy sezon gry w europejskich pucharach potrafi być dla całej organizacji niezwykle obciążający, dlatego nie możemy pozwolić sobie na błędy. Wierzę, że kluczowi zawodnicy zostaną z nami i uda się jeszcze wzmocnić kadrę. Gra na trzech frontach - w trudnej polskiej lidze, w pucharze i w Europie - jest bardzo wymagająca. Do nowego sezonu potrzebujemy dużej jakości i szerszej ławki.
Napastnik i bramkarz to dwie pozycje, na których nie możecie się pomylić, prawda?
- Zdecydowanie. Widzimy teraz, w końcówce sezonu, jak kluczowa jest rola bramkarza. Kiedy Marcel jest w swojej najlepszej formie, natychmiast przekłada się to na funkcjonowanie całego zespołu i nasze wyniki. Z kolei napastnik to pozycja, na której nie wystarczy tylko ładnie grać - trzeba być skutecznym. Od tego właśnie tam jest.
Patrząc na obecną kadrę, obok bramki i ataku, gdzie jeszcze widziałby Pan pilną potrzebę wzmocnień?
- Musimy jeszcze usiąść do rozmów z dyrektorem Łukaszem Milikiem i wspólnie w klubie określić priorytety. Myślę jednak, że świeża krew przydałaby się w każdej formacji: w obronie, pomocy, no i z przodu.
A czy wiadomo coś więcej o przyszłości Josemy? Czy złożył jakieś deklaracje, czy będziecie zmuszeni szukać kogoś w jego miejsce? To przecież jeden z waszych kluczowych graczy.
- Rozmowy w jego sprawie trwają już od dłuższego czasu. Przed finałem celowo nie chcieliśmy zbytnio poruszać tego tematu, by zachować spokój, ale obecnie sprawa jest otwarta. Głęboko wierzę, że Josema z nami zostanie.
Poruszając temat bramkarza - Matej Juricka to faktycznie bramkarz, którego widziałby Pan w Górniku, czy to była tylko medialna kaczka?
- To była zwykła kaczka. Wiem, że skauci mają na swojej liście kilka nazwisk, ale Matej Juricka z pewnością nie jest naszym głównym kandydatem do wzmocnienia tej pozycji.
Kończą się kontrakty kluczowych graczy, ale też w przyszłym roku wygasa Pana umowa. Kibice już teraz się martwią, czy główny architekt tego sukcesu zechce w Górniku zostać i budować ten projekt na lata. Są już jakieś wstępne rozmowy o ewentualnym przedłużeniu kontraktu?
- Na ten moment o tym nie rozmawialiśmy i szczerze mówiąc, w ogóle o tym nie myślę. Teraz musimy się w stu procentach skoncentrować na ostatnich czterech kolejkach sezonu. Co będzie później - zobaczymy.
Rozmawiał: eMZet
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl







Rada Nadzorcza Górnika i radni nie otrzymali dokumentów, przewidzianych przez harmonogram prywatyzacyjny, ogloszony przez po raz kolejny mijającego się z prawdą prezydenta Zabrza.
Nic nowego