
AS Monaco pewnie pokonało Górnika Zabrze 4:1 w rewanżowym meczu IV rundy eliminacji do Ligi Konferencji i awansowało do fazy ligowej europejskich rozgrywek. Po końcowym gwizdku sędziego trener drużyny z Księstwa Monaco Luis Filipe Kasmirski ocenił przebieg czwartkowych zawodów.
- Awans był naszym obowiązkiem, podobnie jak wygrana w dzisiejszym meczu. Jesteśmy AS Monaco, klubem z bogatą historią, co oznacza, że musimy stawiać przed sobą ambitne cele. Nie było hucznego świętowania, ale bardzo cieszymy się z tego, co udało nam się dzisiaj osiągnąć - przyznaje trener Monakijczyków.
Brazylijski szkoleniowiec dostrzegł mankamenty w grze swojego zespołu. - Powinniśmy lepiej operować piłką. Momentami stwarzaliśmy okazje, których nie potrafiliśmy w pełni wykorzystać, i pod tym względem musimy poczynić postępy. Jest jednak inna kwestia, która zmartwiła mnie dziś o wiele bardziej: przez ostatnie 15-20 minut po prostu przestaliśmy atakować. To mi się absolutnie nie podobało. Cała reszta to naturalna część procesu budowy zespołu. Będziemy pracować dalej, czekamy na powroty kontuzjowanych zawodników i z pewnością skupimy się na poprawie kontroli nad piłką - dodaje Luis Filipe.
W końcówce rozluźnienie piłkarzy AS Monaco kosztowało ich utratę bramki, co nie ucieszyło Brazylijczyka. - Bardzo nie lubię tracić bramek w ogóle, a już na pewno nie w końcówce spotkania, zwłaszcza takich, których mogliśmy i powinniśmy byli uniknąć. Prawda jest taka, że w ostatnich minutach przestaliśmy atakować, co bardzo mi się nie podobało. Zaczęliśmy grać wszerz boiska, podawać do tyłu i bronić się zbyt nisko. Długotrwała, głęboka defensywa często niesie ze sobą właśnie takie konsekwencje. Musimy też pamiętać, że mamy w kadrze wielu młodych piłkarzy, a to są typowe błędy młodości. Będziemy jednak pracować dalej. Wpływ na to miało również tempo gry oraz pogoda - było dziś duszno, a murawa dawała się we znaki, jednak absolutnie nie zamierzam szukać w tym wymówek - puentuje trener drużyny z Stade Louis II w Monaco.






