Maksym Chłań był jednym z bohaterów Górnika Zabrze w meczu z Wisłą Kraków. Ukraiński skrzydłowy strzelił bramkę, która otworzyła wicemistrzowi Polski drogę do zwycięstwa w ligowym szlagierze, a potem solidnie pracował w defensywie. Po końcowym gwizdku sędziego zawodnik Trójkolorowych ocenił starcie z Białą Gwiazdą i nawiązał do zbliżającej się potyczki z AS Monaco.
Bardzo ważna i piękna bramka z twojej perspektywy. Jak to ocenisz?
- Jestem bardzo szczęśliwy, że w końcu padła bramka. Nie mogłem się jednak z niej zbyt długo cieszyć, bo graliśmy później w osłabieniu. Musieliśmy skupić się wyłącznie na defensywie i bieganiu do tyłu, co było bardzo trudne. Poradziliśmy sobie z tym, z czego zarówno ja, jak i cała drużyna bardzo się cieszymy.
Trzy mecze w lidze, komplet zwycięstw, dziewięć punktów. Na co stać Górnika w tym sezonie?
- Nie wybiegam zbytnio w przyszłość. Gramy co trzy dni i patrzymy tylko na następny mecz, który czeka nas w czwartek. To, co będzie dalej jesienią, będziemy analizować później. Bardzo ważne jest, by skupić się na tym, co jest dzisiaj i jutro, a nie wybiegać za daleko w przyszłość. Tak właśnie robimy i wygląda to nieźle. Mam nadzieję, że poprawimy naszą grę w Lidze Konferencji i będzie dobrze.
Jak ogólnie ocenisz to spotkanie z Wisłą? To był chyba bardzo trudny mecz...
- Oczywiście. Przez czerwoną kartkę musieliśmy się cofnąć i grać w defensywie. Wisła to bardzo ofensywna drużyna, która mocno skupia się na posyłaniu piłek za plecy obrońców. Trzeba było sobie z tym poradzić. Jestem dumny ze wszystkich chłopaków z drużyny, że daliśmy radę.
Miałeś taki okres, że nie grałeś w wyjściowym składzie, co dla wielu było zaskoczeniem. Powiedz, jak sobie z tym poradziłeś? Była to dla ciebie ciężka sytuacja, jak do tego podszedłeś?
- Widzimy, że trener rotuje wieloma zawodnikami, bo granie co trzy dni naprawdę nie jest łatwe. Zmiany są po prostu potrzebne. Gdzieś też mogłem jeszcze nie złapać swojego optymalnego rytmu, żeby grać w pierwszej jedenastce. To jest decyzja trenera, a ja ją w pełni akceptuję. Po prostu muszę robić swoje. Niezależnie od tego, czy wychodzę w podstawowym składzie, czy z ławki, wchodzę i walczę. Robię, co mogę. Takie jest moje podejście.
Mecz z Białą Gwiazdą pokazał, że Maksym Chłań wraca na właściwe tory. To było chyba to, czego sam od siebie oczekujesz.
- Z mojej perspektywy wciąż nie wygląda to dobrze, ponieważ wiem, że mogę dać drużynie jeszcze więcej, zwłaszcza jeśli chodzi o kreowanie sytuacji. Granie co trzy dni nie jest łatwe, organizm potrzebuje znacznie więcej czasu na regenerację, żeby móc zaprezentować swoje maksimum. Myślę, że potrzebuję jeszcze trochę czasu na indywidualne wejście na pełne obroty i uwolnienie potencjału, bo na razie nie do końca jestem zadowolony ze swojej gry.
Już w czwartek kolejny mecz u siebie. Gracie z AS Monaco. Niewielu daje wam szanse w starciu z tak bogatym klubem, naszpikowanym gwiazdami. Jak podchodzisz do tego dwumeczu?
- Graliśmy już z Fenerbahce czy Ferencvaros - to bardzo dobre drużyny, a pokazaliśmy na ich tle, że potrafimy grać. Czasami brakuje nam po prostu odrobiny szczęścia, żeby zatrzymać takiego rywala. My też potrafimy stwarzać sytuacje i na pewno się nie boimy. Gramy swoją piłkę niezależnie od tego, kto stoi po drugiej stronie. Pokazujemy, że umiemy grać ofensywnie. Mamy takie, a nie inne nastawienie i nie patrzymy na to, z kim się mierzymy.
Dzisiaj jest 16 sierpnia. Wiesz już, czy zostaniesz w Górniku na końcówkę tego okienka transferowego, czy może coś się jeszcze wydarzyć? Jak to teraz wygląda?
- Staram się na tym w ogóle nie skupiać i o tym nie myśleć. W przeszłości miałem w swojej karierze sytuacje, gdy myślałem o przejściu do innego zespołu i odbijało się to negatywnie na moim skupieniu podczas treningów czy meczów. Muszę po prostu robić swoje i nie patrzeć na to, co piszą w mediach, ani czym zajmuje się mój agent - to jego praca. Jeżeli przyniesie jakąś dobrą ofertę, która zadowoli Górnika i mnie, to wszystko może się wydarzyć. Nie powiem, że chcę odejść. Chcę tutaj grać, walczyć do końca i robić swoje.
Pytanie jeszcze o plan na ten mecz, bo po pierwszej połowie wynik był korzystny, ale jeśli spojrzymy na statystyki, choćby na posiadanie piłki, przewaga była po stronie Wisły. Czy pierwsza połowa ułożyła się tak, jak chcieliście?
- Wisła to bardzo ofensywna drużyna. Przeciwko nim czasami lepiej się cofnąć i spróbować złapać ich na kontrataku, żeby stworzyć sobie okazje. Nasz sztab trenerski wykonuje mądrą pracę i nie opieramy się tylko na jednym stylu gry. Potrafimy to zmieniać i dostosowywać się do konkretnego rywala. Raz trzeba się wycofać, raz założyć wyższy pressing. Dzisiaj zastosowaliśmy taki miks, co naprawdę dobrze zafunkcjonowało. Myślę, że taktyka na ten mecz była ułożona odpowiednio.
Przed rzutem wolnym miałeś przeczucie, że piłka wpadnie do siatki? W pierwszej połowie też miałeś chyba ochotę podejść do wolnego, ale ostatecznie wykonał go Peter.
- Mamy w drużynie wielu dobrych wykonawców stałych fragmentów i czasami się zmieniamy. To dobrze, że jest taka rywalizacja o ten strzał. Czułem, że mogę zdobyć z tego bramkę.
Źródło: Roosevelta81.pl / Czwarta Trybuna Podcast
Foto: Roosevelta81.pl
Wideo: Czwarta Trybuna Podcast






