
Ryszard Wieczorek w swojej bogatej karierze trenerskiej dwukrotnie prowadził Górnika Zabrze. Doświadczony szkoleniowiec ma też w swoim CV pracę w Arce Gdynia. Przed wieczornym spotkaniem obu drużyn 64-latek w rozmowie z serwisem Roosevelta81.pl ocenia szanse Zabrzan na zwycięstwo w Trójmieście, a także dzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat dobrego sezonu w wykonaniu Trójkolorowych, aspiracji na ostatnie ligowe kolejki oraz polityki kadrowej klubu z Roosevelta.
Panie trenerze, na początek standardowe pytanie: co u pana słychać? Kiedy rozmawialiśmy przed meczem z Piastem Gliwice, wspominał pan, że rozgląda się za nową pracą. Czy w międzyczasie udało się coś znaleźć?
- Pojawiają się pewne sygnały, ale obecnie niczego na siłę nie szukam. To musi być naprawdę ciekawy projekt. Zobaczymy, co przyniesie czas. Na ten moment nie ma żadnych konkretów.
Czyli na razie obserwuje pan piłkę nieco z boku. A co pan myśli, patrząc na grę Górnika Zabrze? Przyznam szczerze, że chyba wszyscy jesteśmy zaskoczeni tym, jak to obecnie wygląda.
- Wielkie ukłony przede wszystkim dla trenera, bo widać, że stworzył świetną ekipę. Zespół poszedł za nim, a dla mnie postać szkoleniowca zawsze jest kluczowa w kontekście funkcjonowania drużyny. Seria meczów bez porażki, zakończona finałem Pucharu Polski, pokazała, że ci zawodnicy są niezwykle pozytywnie nastawieni, i było to widać na boisku. Wielu ekspertów mogło być zaskoczonych, ale w dzisiejszej piłce liczy się charakter i wiara w to, co się robi, poparte dobrym przygotowaniem fizycznym i taktycznym. To z kolei ogromna zasługa sztabu. Zdecydowanie dało się odczuć chęć wygrywania i walki o najwyższe cele, a finał Pucharu Polski był idealnym podsumowaniem tego świetnego okresu. Ostatni mecz ligowy z Zagłębiem Lubin wprawdzie przegrali, ale Górnik wcale nie zagrał słabo. Rywale po prostu zaprezentowali się bardzo dobrze i w ten sposób ich ograli. Nic złego się jednak nie dzieje. Wszystko wciąż jest w nogach piłkarzy i rękach sztabu. Myślę, że czołówka jest jak najbardziej w ich zasięgu.
Porażka z Zagłębiem chyba jednak ostatecznie przesądziła o tym, że Górnik raczej nie zdobędzie mistrzostwa Polski. Gdyby wygrali, wciąż trzymaliby dystans do Lecha. Teraz strata jest dość duża i trudno zakładać, że lider do końca sezonu nie wygra już meczu...
- Z pewnością ta porażka skomplikowała walkę o mistrzostwo. Lech to jednak bardzo mocna drużyna, co udowadniał na przestrzeni całej rundy i całego sezonu - nawet biorąc pod uwagę ich ostatni remis z Arką. Uważam, że to właśnie oni sięgną ostatecznie po tytuł. Gdyby Górnik pokonał Zagłębie, sytuacja mogłaby wyglądać inaczej, ale Lech w następnym meczu najpewniej i tak zdobędzie trzy punkty, co powinno mu wystarczyć.
Biorąc pod uwagę formę zabrzan, sądzi pan, że do historycznego triumfu w Pucharze Polski - na który klub czekał 54 lata - uda się dołożyć ligowy medal? Tego kibice nie widzieli z kolei od 32 lat.
Jestem o tym przekonany. Ostatnia porażka to tylko taki zimny prysznic. Górnik jest w dobrej formie i rozegrał naprawdę niezłe spotkanie z Lubinem. Mają do rozegrania jeszcze jeden zaległy mecz i uważam, że są w stanie ugrać liczbę punktów, która zapewni im miejsce na podium. Patrząc na ich dyspozycję i ogromną chęć wyciśnięcia z tego sezonu maksimum, wierzę, że cel zostanie zrealizowany.
Jakiego Pana zdaniem koloru będzie to krążek - srebro czy brąz?
- Bardzo bym chciał, żeby to było srebro. Jednak nawet jeśli skończy się na brązie, to i tak medal będzie to ogromnym sukcesem i ukoronowaniem świetnego sezonu w wykonaniu Górnika Zabrze.
W środę Górnik nadrabia ligowe zaległości, grając z Arką Gdynia. Arka na własnym stadionie to zupełnie inna drużyna niż na wyjazdach. Gdyby punktowała tylko u siebie, pewnie walczyłaby o europejskie puchary, a nie martwiła się o utrzymanie.
- Arka świetnie grała u siebie już wcześniej i regularnie tam punktowała. Doszło do zmiany trenera - pod wodzą Dawida Szwargi zespół miał nieco inną strukturę, a teraz u trenera Dariusza Banasikiem grają bardziej pragmatycznie, szukają nieco innego sposobu gry. Żeby się jednak utrzymać, gdynianie muszą zagrać z Górnikiem ofensywniej. Potrzebują trzech punktów, bo remis nic im nie da w perspektywie walki o ligowy byt. To paradoksalnie bardzo dobra sytuacja dla Górnika, któremu znacznie łatwiej się funkcjonuje, gdy rywal gra otwartą piłkę. Widzieliśmy to na przykładzie Zagłębia - rywale zamknęli dostęp do własnej bramki i pojawił się problem. Jeśli mecz w Gdyni będzie otwarty, wróżę zabrzanom dobry wynik.
Arka przegrała u siebie w tym sezonie tylko trzy razy, z czego raz właśnie z Górnikiem - w 1/16 finału Pucharu Polski.
- To zdecydowanie o czymś świadczy. Górnik jedzie do Gdyni z bardzo silnym mentalem - po zdobyciu krajowego pucharu i zajmując wysoką pozycję w tabeli. Z kolei zawodnikom Arki na pewno trzęsą się nogi. Są na krawędzi, a brak zwycięstwa z Górnikiem może okazać się dla nich przysłowiowym gwoździem do trumny.
Po meczu z Arką zostają jeszcze starcia z Wisłą Płock i Radomiakiem - dwiema drużynami, które wciąż mogą włączyć się do walki o europejskie puchary. Górnik nie ma na finiszu najłatwiejszego terminarza.
- Musimy jednak brać pod uwagę obecną dyspozycję rywali. Wisła Płock też przechodzi przez pewne problemy i kryzys, co pokazuje wysoka porażka w ostatniej kolejce. W końcówce sezonu każdy zespół funkcjonuje inaczej. Radomiak na pewno będzie groźny, ale ten mecz odbędzie się przy Roosevelta. Będzie to wielkie podsumowanie całego sezonu przy pełnych trybunach i myślę, że to właśnie wtedy przypieczętują miejsce na podium.
Przy okazji tego meczu ma zostać podpisana umowa prywatyzacyjna, na mocy której klub przejmie Lukas Podolski.
- To wspaniała informacja. Po latach zawirowań i okresu, gdy właścicielem było miasto - co nie zawsze pozwalało jasno określić kierunek, w którym klub zmierza - przejście w prywatne ręce to krok w dobrą stronę. Coraz więcej podmiotów obiera taką ścieżkę i widać wyraźnie, że pod względem sportowym stwarza to ogromną szansę na rozwój.
Jest Pan człowiekiem mocno związanym z Odrą Wodzisław Śląski. Odra słynęła niegdyś z tego, że potrafiła wyciągać świetnych piłkarzy i trenerów prosto z Czech. Dziś taką marką staje się Górnik. Jest Pan pod wrażeniem tego, jak dobrze Czesi i Słowacy odnajdują się w Zabrzu?
- Nie traktowałbym tego w kategorii zaskoczenia. Pamiętam czasy, kiedy sam jako trener pracowałem z czeskimi piłkarzami i wspominam to doskonale. Mają bardzo wysoką świadomość taktyczną, a tamtejszy system szkolenia od najmłodszych lat przygotowuje graczy do profesjonalnego poziomu. Piłkarze, którzy trafiają dziś do Górnika - co ważne, ściągnięci w większości przez trenera - po prostu grają na miarę swoich możliwości. To strzał w "dziesiątkę". Transfery z Zachodu czy z Bałkanów bywają loterią; niektórzy zawodnicy mają zbyt wysokie mniemanie o sobie i nie do końca spełniają oczekiwania. Z kolei Czesi i Słowacy to nacje naturalnie dobrze predysponowane do piłki. Gdy poda im się rękę i wprowadzi do tak wielkiego klubu z taką rzeszą kibiców, świetnie się w tym odnajdują, co zresztą widać potem na murawie.
Kiedyś polskie kluby ściągały głównie starszych, bardzo doświadczonych czeskich piłkarzy, a teraz w Ekstraklasie swoje pierwsze poważne kroki stawiają gracze z młodego pokolenia.
- To dowód na to, że nasz ligowy produkt idzie naprzód. Mamy piękne stadiony, a młodzi chłopcy z Czech czy Słowacji widzą, że można się tutaj pokazać. Jeśli zaprezentują się z dobrej strony, furtka do wielkiego transferu na Zachód stoi przed nimi otworem. A jeśli dołożymy do tego fakt, że grają w czołowym polskim klubie i niedługo wystąpią w europejskich pucharach, to nie potrzebują już żadnej dodatkowej motywacji.
Nie obawia się pan, że Górnikowi może zabraknąć motywacji w walce o ligowe podium, skoro udział w pucharach zapewnił sobie już wygraną w finale Pucharu Polski? Wielu ekspertów miało co do tego wątpliwości.
- Zdecydowanie nie. Motywacja będzie najwyższa z możliwych. Powtórzę to po raz kolejny: Górnik nie zagrał z Zagłębiem źle. Lubinianie świetnie ustawili się pod to spotkanie, strzelili gola i kontrolowali przebieg wydarzeń, ale zabrzanie prezentowali się solidnie. Jestem pewny, że nie odpuszczą. Mają za sobą fenomenalny sezon, okraszony Pucharem Polski, a teraz stoją przed wielką szansą na medal. Patrząc z perspektywy ostatnich lat, będzie to gigantyczny sukces.
Jaki wynik przewiduje pan w środowym meczu w Gdyni?
- Stawiam, że Górnik wygra 2:1.
Ile punktów na finiszu sezonu wystarczy do zdobycia srebrnego medalu?
- Myślę, że jeśli wygrają dwa mecze, powinno to w zupełności wystarczyć.
Rozmawiał: eMZet
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl






