Górnik Zabrze w meczu z AS Monaco dwa razy trafił do siatki rywala. Najpierw po strzale głową Pawła Bochniewicza piłkę do pustej bramki dobił Ondrej Zmrzly, a potem dogranie Josemy na bramkę zamienił Janis Antiste. Ostatecznie jednak tylko trafienie tego drugiego zostało uznane. Sędzia Vassilis Fotias dopatrzył się bowiem przewinienia "Bochna".
Przypomnijmy. W 45. minucie gry po rzucie rożnym dla Górnika najwyżej w polu karnym AS Monaco wyskoczył Paweł Bochniewicz, który głową oddał strzał na bramkę Hradecky'ego. Piłkę na linii zblokowali obrońcy, ale wobec dobitki Ondreja Zmrzlego byli już bezradni i futbolówka wpadła do siatki. 2:1 - Trójkolorowi łapią kontakt tuż przed przerwą i w drugiej połowie mają o co walczyć.
Radość piłkarzy wicemistrza Polski studzi jednak gwizdek sędziego Vassilisa Fotiasa. Grecki arbiter dopatruje się faulu Bochniewicza na Sadibou Sane. Potężnie zbudowany obrońca Trójkolorowych miał sobie pomóc w pojedynku z niższym o 10 cm Senegalczykiem, podpierając się o niego przy wyskoku do górnej piłki.
Telewizyjne powtórki budzą wątpliwości co do decyzji sędziego, VAR - którym w tym meczu operują inni Grecy Angelos Evangelou i Konstantinos Poulikidis - nie reaguje. Decyzja boiskowa Fotiasa zostaje uznana za wiążącą i do szatni piłkarze obu drużyn zeszli przy stanie 0:2 dla drużyny z Księstwa Monaco.
To co wydarzyło się już po przerwie, to zupełnie inna historia. Faktem jest jednak, że ewentualna bramka do szatni dla zabrzańskiej drużyny mogła pozwolić nabrać piłkarzom wicemistrza Polski wiatru w żagle. Decyzji sędziego z greckiej Pelli nie chciał podważać po końcowym gwizdku trener Górnika, choć słowacki szkoleniowiec podzielał opinię, że mógł być to istotny moment dla dalszego biegu spotkania.
- Szkoda, bo gdybyśmy strzelili tę bramkę na 2:1, dałoby to chłopakom na boisku i nam wszystkim jeszcze taką energię na przerwę, bo to było w ostatniej minucie. W jakimś stopniu to był faul, ale zawsze to jest decyzja sędziego. Ręce przy wyskoku były położone, więc skoro sędzia nie uznał tej bramki, to nam pozostaje się z tym zgodzić, że było przewinienie - ocenia Michal Gasparik, opiekun drużyny z Roosevelta.
- Sędzia tłumaczył, że "Bochen" położył rękę na głowie obrońcy. Też ciężko mi to ocenić - Paweł jest dużo wyższy od rywala, z którym skakał, więc to naturalne, że te ręce gdzieś tam się układają. Nie widziałem jeszcze powtórki, na pewno chętnie ją obejrzę. Mówiąc jednak szczerze - czy ta bramka cokolwiek by zmieniła w całokształcie meczu? Nie wiem. Każdy z nas z boiska czuł, jak ciężki to był mecz. Fajnie, gdyby ten gol padł, bo wynik wyglądałby trochę lepiej, ale raczej nie wpłynęłoby to na sam przebieg spotkania - dodaje Rafał Janicki, kapitan 14-krotnych mistrzów Polski w czwartkowym starciu.
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl







Jakby ten dwumecz był wyrównany, to byłoby o co kruszyć kopie, a tutaj było czuć, że w razie jakiegokolwiek zagrożenia, Monaco po prostu wrzuci drugi bieg i jeszcze bardziej nam odjedzie
Dokładnie. Monaco było po prostu o 2 klasy lepszym zespołem. Szkoda dwumeczu z Ferencvarosem, Węgrzy byli do wyeliminowania…..
a gdyby Prekop wchodził z ławki …….liga EU na 100%