Co matematyka mówi o szansach Górnika Zabrze na przejście Ferencvaros? "Czasami na siłę robimy z siebie "piłkarskich dziadów", którymi wcale nie jesteśmy"

1
4874

"Przede wszystkim matematyk. Nie znam się na kopaniu piłki" - taki opis na swoim profilu na portalu X ma Piotr Klimek. Analityk z Elbląga, którego na portalu obserwuje ponad 37,2 tys. ludzi z ogromną pasją i dużą sprawdzalnością traktuje modelami matematycznymi szanse polskich drużyn na sukces w europejskich pucharach. W końcówce maja przewidział wicemistrzostwo Polski dla Górnika Zabrze, a przed meczem rewanżowym z Ferencvaros nie ukrywa, że choć obecnie wyraźnym faworytem są Węgrzy, strzelona przez Trójkolorowych bramka może wszystkie modele wywrócić do góry nogami.

Przed pierwszym meczem z Ferencvros Twoje prognozy wskazywały, że wyraźnym faworytem są Węgrzy. Jak wygląda model, którym operujesz?

Piotr Klimek: Mój system opiera się na powszechnych modelach mocowych. Pod uwagę brane są zestawienia takie jak ranking mocy Opta czy Euro Club Index. Zauważyłem, że niektóre z nich mają tendencję do ewidentnego zawyżania siły poszczególnych lig. W związku z tym, wyciągnięcie średniej opartej na skuteczności wydaje się najbardziej miarodajne - i to w obecnych eliminacjach się potwierdza. Z jednej strony mamy dość niespodziewanego wicemistrza Polski, a z drugiej węgierskiego hegemona, który rok w rok gra na poziomie Ligi Europy. Z tego względu wskazanie musiało być na korzyść Węgrów. 

Co tak naprawdę determinuje to, że faworytem uznawana jest drużyna z Budapesztu?

- Traktowałbym ten dwumecz jako starcie 50 na 50. Statystyka, niestety pokazuje że jeżeli ktoś buduje sobie zaliczkę w domu, częściej dowozi ją niż wypuszcza. Fajnie to widać po Jagiellonii, gdzie jej szanse przeciwko legendarnej marce z Glasgow są obecnie przedstawiane przez bukmacherów w granicach 50 na 50.

Czy modele biorą pod uwagę również ostatnie wyniki drużyn w eliminacjach? Pytam, bo mimo wszystko Górnik w dwumeczu z Fenerbahce zaskoczył na plus.

- Tak, jak najbardziej. Trzeba jednak oddać, że Węgrzy również zaprezentowali się z bardzo dobrej strony, eliminując naprawdę silne Twente Enschede. Różnica między tymi zespołami nie jest jednak przepaścią. Gdyby mecz w Budapeszcie zakończył się bezbramkowym remisem, modele - i mam silne poczucie, że bukmacherzy również - traktowałyby ten dwumecz jako starcie 50 na 50. W obecnej sytuacji, gdy Węgrom wystarczy skupić się na siedzeniu na d***e we własnym polu karnym, szanse ocenia się niezmiennie na 70 do 30 na korzyść Ferencvaros. Często jednak drużynom udaje się utrzymać taką zaliczkę. Mam przeczucie, że nawet Jagiellonia dowiezie swój wynik, choć jedzie na Ibrox w roli absolutnego underdoga.

O wyrównanym poziomie tej rywalizacji wielokrotnie wspominał trener Michal Gasparík. Mecz w Budapeszcie to potwierdził - Górnik nie wywiózł stamtąd lepszego wyniku wyłącznie przez indolencję pod bramką rywala. W rankingu europejskim widać jednak przepaść: 9,350 pkt Górnika (współczynnik krajowy z braku występów w ostatnich 5 latach - przyp. red.) do 48,250 pkt zgromadzonych Ferencvaros.

- Oglądając pierwszy mecz, faktycznie nie było widać tej różnicy. Możliwe, że Węgrzy zostali "trafieni" w odpowiednim momencie. Należy wziąć pod uwagę sytuację polityczną - klub ten był mocno powiązany z poprzednią władzą, a teraz nie wiadomo, czy źródła finansowania nie zostaną mocno ograniczone. Gdzieś wyczytałem, że były trener, Robbie Keane, wręcz sam wykupił swój kontrakt, by móc zrezygnować.

Wicemistrzostwo dla Ferencvaros traktowano jako klęskę. W Budapeszcie trwa przebudowa zespołu, odeszło gros kluczowych graczy...

- Zgadza się. Ponadto, zawsze powtarzam, że poprzednie rundy dają w kość - dla Węgrów to już piąty i szósty mecz w eliminacjach. Muszą to jednak jakoś przepychać, bo znajdują się w podobnej sytuacji co Górnik. Porażka oznacza starcie z AS Monaco, a dla klubu z takimi aspiracjami brak gry w grupie to katastrofa. Śmiejemy się, że możemy mieć w pucharach tylko dwa zespoły, ale dla Węgrów istnieje realne ryzyko, że skończą z zerem.

Paradoksalnie, Ferencvaros w rankingu europejskim stoi znacznie wyżej od Monaco i niewiele niżej od Fenerbahce. Idąc tym tropem: Lech wyprzedza Sevillę, a Legia - Red Bull Salzburg. Czy to nie świadczy o tym, że europejski ranking klubowy to trochę "pic na wodę"?

- Ranking klubowy de facto odzwierciedla jedynie to, jak regularnie punktujesz w europejskich pucharach. Tylko w niewielkim stopniu pokazuje realną siłę zespołu. Górnik na pewno jest obecnie lepszy od mistrzów połowy Europy, ale tamte drużyny mają nabite punkty, bo co roku grają w Lidze Konferencji. Niemniej jednak, to na bazie tego rankingu prowadzone są eliminacje, a reguła jest prosta: jesteś pretendentem do gry w Lidze Europy, a wcześniej tam nie grałeś? To ograj stałego bywalca tych rozgrywek. Widzimy to na przykładzie par Jagiellonia - Rangers i Górnik - Ferencvaros. Gdyby Jagiellonia grała w Europie trzeci rok z rzędu, prawdopodobnie sama byłaby traktowana jako ten "potentat" losowany z pretendentem. To trochę jak w boksie: chcesz być mistrzem, musisz pokonać mistrza.

Trener Gasparik po meczu w Radomiu powiedział: "Na ten moment faworytem jest Ferencvaros. Kiedy w Zabrzu zrobi się 1:0, faworytem będzie Górnik". Przeprowadzałeś kiedyś symulacje na żywo, w trakcie trwania spotkania?

- Tak, to można zrobić w każdej chwili. Potwierdzam opinię trenera - jeśli Górnik zdobędzie bramkę, wahadło szans przechyli się na jego korzyść. Kwestia tylko, żeby tego gola strzelić. Może to potrwać dziesięć minut, pełne dziewięćdziesiąt, a może nie udać się wcale. Wystarczy też jeden udany stały fragment gry dla Węgrów i sytuacja znów się komplikuje. Generalnie jednak Ferencvaros na wyjazdach jest drużyną dość przeciętną. Są do ogrania, co dało się wyczuć już w pierwszym spotkaniu.

Jak wyglądało takie "wahadło" w przerwie meczu Górnika z Fenerbahce? Byłeś zaskoczony tym, jak układało się to spotkanie?

- Przed tamtym dwumeczem, ufając warsztatowi trenera Gasparika, spodziewałem się, że Górnik ostatecznie odpadnie, ale nie po blamażach rzędu 0:8, jak prorokowali niektórzy malkontenci. Czasami na siłę robimy z siebie "piłkarskich dziadów", którymi wcale nie jesteśmy. Kiedy Zabrzanie strzelili na 1:1, faktycznie zatliła się nadzieja na dogrywkę, a może rzuty karne... Wyszło jak wyszło. To jednak kolejny mocny dowód na to, że Górnik u siebie potrafi być niezwykle groźny i rywala pokroju Węgrów jest w stanie ograć. Zresztą, nawet GKS-owi Katowice daję niemałe szanse na odrobienie strat z 0:2 w ich dwumeczu.

W przypadku awansu Górnik wpada na Trabzonspor - 165. miejsce w rankingu, a w razie porażki na AS Monaco - 48. miejsce. Robiłeś już symulacje, w którym scenariuszu szanse na sukces byłyby większe?

- Pod względem modelowym Trabzonspor, czyli trzecia siła ligi tureckiej, to rywal zbliżony poziomem do Ferencvarosu. Jeśli uda się z Węgrami, to dlaczego miałoby się nie udać z Turkami? Co do Monaco, nie oszukujmy się - to byłby raczej rywal z innej półki. Obawiam się, że czekałby nas klasyczny "mecz do gablotki".

Nazwiska piłkarzy takich jak Mohamed Salah czy Darwin Nunez, którzy w ostatnich tygodniach zakotwiczyli w Trabzonsporze nie działają na "wyobraźnię" modeli statystycznych?

- Owszem, trzeba pamiętać, że modele pokroju Opty nie doliczają "bonusu" za duże transfery i głośne nazwiska. Z tureckimi zespołami jest jednak tak, że potrafią spektakularnie potknąć się w eliminacjach. Besiktas czy Basaksehir odpadały już z europejskich pucharów z dużo niżej notowanymi rywalami niż polskie kluby. Szanse na awans wyceniałbym w tym przypadku podobnie jak w obecnej rundzie. Wiedziałbym, kto jest faworytem na papierze, ale zostawiłbym sobie sporo przestrzeni na scenariusz, w którym Górnik po raz kolejny rozgrywa w tych pucharach świetny dwumecz.

Rozmawiał: eMZet

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

1 Komentarz

Kto wszedzie pisze ze druzyna z Wegier jest faworytem tego meczu.nie jest faworytem! ! Gornik u wszystkich Bukmacherow jest faworytem..za Gornika placa 2 do 1. a na nich 3 do 1 takie fakty