Kiedy Maksym Chłań trafia do siatki - Górnik Zabrze wygrywa! Tak było na PGE Narodowym w finale STS Pucharu Polski, tak było w sobotnim meczu z Wisłą Płock, w którym ukraiński skrzydłowy zdobył bramkę decydującą o zwycięstwie Trójkolorowych na Orlen Stadionie, który przybliżył drużynę z Roosevelta do walki o wicemistrzostwo Polski. Po końcowym gwizdku sędziego bohater górniczej drużyny udzielił wywiadu serwisowi Roosevelta81.pl
Rozmawiamy ze zdobywcą zwycięskiej bramki dla Górnika Zabrze, więc nie możemy zacząć inaczej niż od gratulacji. Właśnie tak chciałeś uderzyć? Celowo dostawiłeś nogę w ten sposób?
- Dziękuję bardzo za gratulacje. Oczywiście, taki był mój zamiar - trenuję to każdego dnia. Jestem niezwykle szczęśliwy, że piłka w końcu wpadła do siatki, choć znów odbiła się od słupka. Musielibyśmy policzyć, ile razy w tym sezonie trafiałem w słupki czy poprzeczki, to jest wręcz niesamowite. Na szczęście tym razem jest gol. Szczerze mówiąc, gdy piłka leciała w stronę bramki i uderzyła w słupek, przez ułamek sekundy nie byłem pewien, czy faktycznie wpadnie.
Od początku wydawało się, że to będzie mecz do pierwszej bramki. Kto pierwszy strzeli, ten zgarnie trzy punkty - i tak też się ostatecznie stało.
- Mówiłem o tym w wywiadzie w przerwie meczu. Pod koniec sezonu bardzo trudno zdobywa się punkty, ponieważ każda drużyna skupia się na tym, by zagrać na zero z tyłu. Ostatnie trzy spotkania pokazały, że wszystkim zależy przede wszystkim na tym, by nie stracić bramki. Musimy jednak umieć sobie z tym radzić: znajdować przestrzeń za linią obrony rywala i skutecznie atakować. Dzisiaj nam się to udało, strzelaliśmy gole z gry, co jest świetne, bo w Ekstraklasie stosunkowo rzadko padają takie bramki. Znacznie częściej decydują stałe fragmenty. My jednak potrafimy kreować sytuacje. Należą się ogromne brawa dla całego sztabu szkoleniowego, ponieważ dużo nad tym pracowaliśmy i widać efekty.
Puchar Polski już macie, ale wciąż jesteście w grze o wicemistrzostwo i udział w europejskich pucharach. Wydaje się, że w ostatnim meczu z Radomiakiem czekają nas wielkie emocje.
- Zdecydowanie, ale chciałbym zwrócić uwagę na jedną rzecz. Po zdobyciu pucharu w zespole pojawiła się ogromna euforia, a po niej zazwyczaj przychodzi naturalny spadek energii - to normalne, tak po prostu funkcjonuje organizm. Dlatego chciałbym teraz zaapelować do kibiców i dziennikarzy: odłóżmy emocje na bok i w pełni skupmy się na ostatnim meczu. To dla nas niezwykle ważne spotkanie. Zapomnieliśmy już o dzisiejszym zwycięstwie i tej bramce, liczy się tylko kolejny rywal. Oczywiście zapraszamy na stadion całe Zabrze. Liczymy na wasze wsparcie, abyśmy wspólnie mogli ponieść Górnika jak najwyżej.
Mieliście też dzisiaj trochę szczęścia. Uratowały was dwie poprzeczki. Gdyby tamte piłki wpadły do siatki, Górnik znów miałby pod górkę i musiałby gonić wynik, a to w tym sezonie nie jest waszą najmocniejszą stroną.
- Muszę zaznaczyć jedno, sytuacje rywali po stałych fragmentach gry, kończące się na poprzeczce, to oczywiście część piłki nożnej. Uważam jednak, że kibice przychodzą na stadiony po to, by oglądać płynną grę, a nie tylko wybijanie piłek. Wszyscy zachwycają się wielkimi meczami w Lidze Mistrzów, a ja chciałbym, żeby w Ekstraklasie też było więcej właśnie takiego futbolu. Szczerze mówiąc, nie uważam, żeby to były aż tak groźne momenty. To my stworzyliśmy sobie więcej dogodnych sytuacji z gry i mogliśmy wygrać jeszcze wyżej.
Lukas Podolski jako pierwszy po bramce podbiegł, by Ci pogratulować. Zdradzisz nam, co Ci wtedy powiedział?
Nie, absolutnie nie! (śmiech). To, co sobie powiedzieliśmy, zostaje wyłącznie między nami w szatni (śmiech).
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl






