Wprowadzaniu szeroką ławą piłkarzy, towarzyszą pewne konsekwencje

Kaszpir  -  26 sierpnia 2018 19:19
14042

Powiedzieć coś takiego, że Marcin Brosz nie ma w obecnym sezonie łatwiejszego zadania, aniżeli w poprzednim, to nic nie powiedzieć. Trener Górnika musi budować zespól w dużej mierze od początku, co pociąga za sobą konieczność wprowadzania nowych zawodników, na głębokie wody, szeroką ławą. Nie sprzyja to zgraniu zespołu, a co za tym idzie, także rezultatom na miarę oczekiwań samego trenera, jak i kibiców 14-krotnych mistrzów Polski. Z opiekunem Górnika nasz portal porozmawiał po sobotnim spotkaniu Górnika w Krakowie.

Roosevelta81.pl: – Górnik mecz zaczął całkiem dobrze, z upływem czasu zaczęło to wyglądać coraz gorzej, czy można to zrzucić na karb młodości?

Marcin Brosz (trener Górnika): – Nie, uważam, że nie. Mam przed oczami spotkanie z Miedzią. Tam przebieg meczu nie układał się po naszej myśli, ale kiedy padł pierwszy gol, wszystko się odmieniło. Bramka dodała tym młodym ludziom entuzjazmu, nabierają przekonania i wiary, że to, co robimy na treningach ma sens. Każda niewykorzystana okazja zwiększa ciśnienie przy kolejnej sytuacji, to wszystko przekłada się również na poszczególne zagrania zawodników. Piłkarze chcą jak najszybciej przełamać niemoc i trafić do siatki rywala, a przecież pod bramką przeciwnika należy być wyrachowanym. Dlatego uważam, że po prostu brakuje nam skuteczności. 

W meczu z Wisłą poszło to w druga stronę, po straconej bramce nastąpiła zapaść.

 – Tak naprawdę nie było to nawet groźna sytuacja, a zmieniła całkowicie obraz pierwszej połowy. My chcieliśmy za wszelką cenę sami zdobyć gola, przez co odkrywaliśmy się, co stwarzało dodatkowe zagrożenie ze strony Wisły. Nie próbując bardziej zdecydowanie atakować bramki rywala, nie dalibyśmy sobie szansy na powrót do meczu i dlatego tak ten mecz wyglądał.

W drugim kolejnym meczu brakuje skuteczności.

 – Przypomnijmy sobie drugą połowę spotkania z Lechią. Niby, gdzieś tam dochodzimy do pola karnego przeciwnika, ale brakuje nam dogrania w polu karnym. Sami sobie komplikujemy życie pod szesnastką rywali, nie potrafimy jeszcze znajdować kluczowych podań, które są przecież nie mniej istotne od goli. Musimy poprawić nasze zachowanie w okolicach bramki rywala, podejmować takie decyzje, aby uderzenia padały z jak najkorzystniejszej pozycji.

Pytanie retoryczne, w jakim stopniu brakowało Szymona Żurkowskiego?

 – Szymon jest obecnie taką postacią, która indywidualną akcją, szarpnięciem, czy strzałem potrafi zmienić oblicze meczu. Znowu wrócę do spotkania z Miedzią, gdzie “Żurek” pokazał właśnie te walory w odpowiednim momencie. Jest bardzo ważnym ogniwem zespołu, wie co chcemy grać, z Igorem (Angulo) znają się niemal jak “łyse konie”. Zgranie drużyny jest szalenie istotnym elementem gry, nam czasami tego w meczu z Wisłą brakowało. “Ryczek” (Adrian Ryczkowski), Wiktor Biedrzycki zagrali w wyjściowym składzie. Koniecznym jest wprowadzanie i ogrywanie tych zawodników w ligowej walce – to jedno. Drugie – wiadomo chcemy, kibice chcą, aby zespół wygrywał. Przyzwyczailiśmy się do zwycięstw i zdobywania punktów, aczkolwiek przy wprowadzaniu szeroką ławą piłkarzy, towarzyszą temu pewne konsekwencje.

Wyjściowy skład był w sobotę dla wielu kibiców zaskoczeniem.

 – Musimy tak rotować zawodnikami, aby dawali nam największą szansę wykorzystania ich potencjału w odpowiednim momencie. Mecz składa się z dwóch części, bardzo ważne jest także rozgrywanie końcowych fragmentów pojedynku. W pierwszej połowie nasza gra była bardziej płynna, konstruowaliśmy więcej akcji. W drugiej części brakowało takiej płynności, więcej było szarpanej gry, rwanych akcji.

Konrad Nowak jest gotowy na pełne 90 minut?

 – Chcielibyśmy bardzo, natomiast często boisko weryfikuje. “Kondziu” wraca do gry po wielu miesiącach przerwy, widać, że strasznie mu zależy. W meczu przeciwko Wiśle dał pozytywną zmianę, wniósł na pewno jakość na boisko i tych szans będzie dostawał więcej.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl