Trener Górnika Zabrze w przerwie zamieszał w składzie Trójkolorowych. "To była trzecia połowa z Zagłębiem bez zdobytej bramki"

3
4491

Górnik Zabrze w pierwszej połowie meczu z Zagłębiem Lubin zdecydowanie przeważał i tak naprawdę do pełni sukcesu zabrakło drużynie z Roosevelta tylko zdobycia bramki. W przerwie trener Michal Gasparik zdecydował się na dwie zmiany w składzie Trójkolorowych, co nie przyniosło najlepszych efektów. 

Pytany o powody zostawienia w szatni aktywnego przed przerwą Yvana Ikia Dimiego oraz Jarosława Kubickiego, wprowadzając w ich miejsce Ondreja Zmrzlego i Michała Rakoczego słowacki szkoleniowiec zabrzańskiej drużyny, odpowiedział: - Zdecydowałem się na ten krok, ponieważ była to trzecia połowa z rzędu w meczu z Zagłębiem bez zdobytej przez nas bramki, wliczając też pierwszy mecz. W pierwszej połowie zawodnicy dobrze operowali piłką na lewym skrzydle, ale brakowało nam wykończenia. Od Erika Janży brakowało mi zagrań w pole karne, z kolei Ondrej ma dośrodkowanie bardzo mocne. Dlatego chciałem spróbować czegoś nowego.

Po wejściu Zmrzlego na lewą stronę boiska, miejsce na prawym skrzydle zajął Maksym Chłań. - W pierwszej połowie Maks nie zagrał idealnie na lewej stronie, ale to piłkarz, który potrafi błysnąć w każdym momencie. Spróbowaliśmy zamienić zawodników stronami - podobnie jak wcześniej, kiedy strzelił gola właśnie z drugiego skrzydła. Szukałem rozwiązania, które wniesie do tego meczu coś innego. Przebieg obu spotkań był bowiem bardzo podobny: zarówno pierwszy mecz, jak i pierwsza połowa dzisiejszego wyglądały praktycznie tak samo - wyjaśnia trener Górnika. 

Odmienić oblicze starcia z Miedziowymi mogła pierwsza bramka zdobyta przez Trójkolorowych. Ci jednak razili nieskutecznością, w przeciwieństwie do gości z Lubina. - To nie dotyczy tylko Górnika. Statystyki, czy to w Lidze Mistrzów, czy w innych rozgrywkach, są bardzo podobne: kto strzeli pierwszą bramkę, ten zazwyczaj wygrywa. Szczególnie w takich ciężkich meczach, w których szanse są fifty-fifty. Oczywiście, musimy nad tym pracować, to jasne. Ale w drugiej połowie chłopaki walczyli do samego końca, bardzo im zależało. Nawet kiedy było 2:0, czy w doliczonym czasie gry, przez te ostatnie cztery minuty, zrobili dzisiaj wszystko, co w ich mocy by zdobyć chociaż tę bramkę kontaktową - zauważa opiekun drużyny z Roosevelta. 

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

3 komentarzy

Jedna jedyna uwaga po meczu. Rozpoczynamy ten mecz ustawieniem 4-5-1, czyli w naszym wydaniu ofensywnie. Przegrywamy i zmieniamy taktykę na 5-4-1. No i zakładamy że Sondre jest napastnikiem a nie pomocnikiem.

Ja wiem, że narzekanie na Sondre jest modne(fakt, nie raz mógłby zachować się lepiej) ale przydałby się artykuł porównujący Lisetha z tego sezonu oraz Zahovica z zeszłego. Otóż Słoweniec który był oceniany na ogół pozytywnie, na koniec sezonu miał w lidze całą jedną bramkę więcej, rozgrywając na ten moment większą liczbę minut niż Norweg

Zahovic nie przegrał bo strzelał za mało. On przegrał miejsce w drużynie ponieważ nie walczył w obronie jak Liseth. Ok to zrozumiałe, ale Górnik przegrywając mecz cofa się z 4-5-1 na 5-4-1 przy braku lub nie napastnika.