To był pierwszy tej wiosny tak olbrzymi błąd defensywy Górnika Zabrze. Michal Gasparik mógł tylko... złapać się za głowę. "Graliśmy zbyt nonszalancko, stąd wynikały te głupie straty"

0
2272

Choć bramka dla Górnika Zabrze w starciu z Koroną Kielce padła w 71. minucie meczu, po końcowym gwizdku sędziego nikt nie miał wątpliwości, że kluczowa dla losów spotkania była sytuacja, która miała miejsce nieco ponad dziesięć minut przed gwizdkiem na przerwę, kiedy Kielczanie wyszli w sytuacji trzech na jednego i po prostu musieli zdobyć bramkę. Świetny powrót Rafała Janickiego pokrzyżował jednak szyki piłkarzom ze stolicy województwa świętokrzyskiego.   

Na stadionowym zegarze widniała 33 minuta i 18 sekunda spotkania, kiedy odwrócony plecami do bramki rywala Patrik Hellebrand stracił w środku boiska  piłkę na rzecz Dawida Błanika, a ten miał przed sobą tylko Josemę i Marcela Łubika. Na domiar złego dla Zabrzan w sukurs pomocnikowi Korony poszli Mariusz Stępiński i Stjepan Davidović. Błanik najpierw krótko zagrał do Stępińskiego, ten odegrał jeszcze do Chorwata, a próba strzału 21-latka lewą nogą została efektownym wślizgiem zablokowana przez wracającego do obrony w sprinterskim tempie Janickiego. Cała akcja - od straty do strzału trwała... 9 sekund!

- Szczerze mówiąc, nie wiem, czy był tam faul. Czułem tylko, że ktoś mnie pociągnął i poleciałem na plecy. To był mój błąd - takie rzeczy czasem się zdarzają. Dziękuję jednak kolegom z drużyny, że zaasekurowali mnie w tej sytuacji i nie straciliśmy gola - mówił po końcowym gwizdku Hellebrand. 

Odbierający w tej akcji piłkę Czechowi Błanik nie miał złudzeń w ocenie tej sytuacji. - Żałuję tej kontry trzy na jeden, bo uważam, wychodząc z taką akcją w pierwszej połowie, mieliśmy kluczowy moment spotkania i tak naprawdę w tej sytuacji musieliśmy strzelić bramkę. Myślę, że gdyby tak się stało, grałoby się nam zdecydowanie łatwiej - kręcił głową z niedowierzaniem gracz kieleckiej drużyny. 

Widząc stratę "Pacia" i pędzący na bramkę Górnika praktycznie od połowy boiska tercet graczy Korony trener Michal Gasparik mógł jedynie zdobyć się na akt bezsilności. - No złapałem się za głowę, bo to jest sytuacja trzech na jednego, którą przerabiamy na treningach i powinna skończyć się inaczej - przyznał trener zabrzańskiej drużyny. 

Słowak szybko zdiagnozował genezę tego błędu. - Wynikł on z tego, że chłopaki na boisku bardzo chcieli, ale brakowało im cierpliwości. Chcieli od razu wszystko rozstrzygnąć i zamknąć mecz w pierwszej połowie. A tak się nie da, nie zawsze układa się to tak jak w meczu z Rakowem, gdzie szybko strzelasz na 2:0, a potem po przerwie dokładasz 3:0. W drugiej połowie musisz z reguły więcej kontrolować spotkanie. I to był największy pozytyw drugiej części gry - kontrolowaliśmy ten mecz. Graliśmy swoje, graliśmy ofensywnie, stwarzaliśmy szanse i tym samym przyciągnęliśmy tę zwycięską bramkę - wyjaśnił trener Górnika. 

Bohaterem akcji był jednak "Generał" Janicki, który zresztą po przerwie zdobył decydującą o losach meczu bramkę. Która z tych interwencji była dla weterana boisk PKO BP Ekstraklasy cenniejsza? - Myślę, że jedna i druga, bo co by było, jakby Korona strzeliła na 1:0? Może też mecz by się skończył takim wynikiem, więc całe szczęście, że wytrzymaliśmy, zagraliśmy na zero z tyłu. Trener w przerwie uczulał, że może być taka sytuacja, że mamy spokojnie grać, cierpliwie, że ta jedna bramka może to rozstrzygnąć. I tak w sumie się stało. W drugiej połowie nam Korona kompletnie nie zagroziła, więc z tego na pewno jestem zadowolony. Ale w pierwszej połowie graliśmy zbyt nonszalancko, notowaliśmy głupie straty, przez co nadziewaliśmy się na kontry i groźne stałe fragmenty - spuentował bohater drużyny z Roosevelta. 

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

0 komentarzy
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze