
- Kopacz może być przecież "nowym" Olkowskim, a Urynowicz Milikiem. Tylko na Przyrowskim Górnik raczej nie zarobi, bo bramkarz ma już swoje lata. Na pewno jednak sytuacja sprzed czterech lat potwierdza, że warto stawiać na młodych - przyznaje w rozmowie ze "Sportem" Zygmunt Anczok, były obrońca zabrzan i reprezentacji.
W Zabrzu do dziś wspominany jest inauguracyjny mecz z 2011 roku, kiedy Górnik zremisował - jak w piątek - 1:1 na wyjeździe. Podopieczni Adama Nawałki zagrali wtedy we Wrocławiu, a na boisko pierwszy raz wyszli Łukasz Skorupski, Paweł Olkowski i Arkadiusz Milik! Wtedy mieli lat 20 i mniej, dziś w komplecie grają w renomowanych klubach zachodniej Europy, a Górnik zarobił na nich ponad 3 miliony euro. Wszyscy występowali lub wciąż grają w kadrze. Jakby tego było mało, tydzień później, czyli w drugiej kolejce, pierwszy mecz w Górniku rozegrał Krzysztof Mączyński. Też transferowany do zagranicznego klubu i też kadrowicz. Mało? W 6. kolejce dołączył do kolegów Prejuce Nakoulma, przez kilka lat gwiazda drużyny. - To był faktycznie wyjątkowy rok. Każdy klub marzy o takim "strzale", a wtedy Górnik trafił trzy "dziesiątki". Podobna sytuacja nie zdarza się jednak rok w rok. Co jednak nie znaczy, że teraz nie może być podobnie. Kopacz może być przecież "nowym" Olkowskim, a Urynowicz Milikiem. Tylko na Przyrowskim Górnik raczej nie zarobi, bo bramkarz ma już swoje lata. Na pewno jednak sytuacja sprzed czterech lat potwierdza, że warto stawiać na młodych - przyznaje Anczok.
- W Krakowie w debiucie na pewno najlepiej wypadł Kopacz. Biorąc pod uwagę jego wiek i fakt, ile problemów ze zdrowiem miał Błażej Augustyn, Górnik w perspektywie może więcej zyskać niż stracić. Inna rzecz, że nie można nikogo oceniać po kilku, a już na pewno po jednym meczu. Tym bardziej piłkarzy tak młodych i mało doświadczonych. Na pewno jednak trzymam kciuki...
Źródło: Sport
Foto: Roosevetla81.pl






