Rafał Janicki podczas meczu z GKS Katowice przekroczył granicę 400. meczów na boiskach PKO BP Ekstraklasy. Doświadczony defensor Górnika w rozmowie z serwisem Roosevelta81.pl podzielił się swoją refleksją na temat dotychczasowego przebiegu kariery, formy i aspiracji zabrzańskiej drużyny oraz zbliżającego się meczu z Rakowem Częstochowa.
Ta ligowa "400" zleciała w mgnieniu oka, czy ciągnęło Ci się to wszystko?
- Można powiedzieć, że niedawno zaczynałem, pamiętam debiut, więc nie (śmiech). To wszyscy powtarzają, czy starsi zawodnicy kiedyś powtarzali, czy trenerzy, że człowiek nawet nie wie, kiedy to zleci. I to jest prawda, mogę się pod tym podpisać, że trzeba brać i czerpać mocno z tego, co jest. Bo jak to ucieknie, to już później czasu się nie cofnie.
Trzeba mieć w sobie to "coś", żeby tak długo wytrzymać w Ekstraklasie, bo jednak to jest rzadkość, żeby mieć na koncie tyle meczów...
- Są wzloty i upadki. U mnie też było podobnie, ale czy gdzieś tam patrzyłem na tę liczbę meczów? No, nie. Fajnie, że one się nabijają, mam nadzieję, że ten licznik dalej będzie szedł do przodu, ale nie zwracam na to jakoś uwagi. Mam 33 lata, czuję się młodo, czuję się zdrowo przede wszystkim, więc na jakiej liczbie to stanie, to czas pokaże. Na razie, na razie wszystko jest OK, oby zdrówko dopisywało.
Statystyki pokazują, że idziesz na rekord. Jeżeli dotrwasz jeszcze 4-5 sezonów na tym poziomie, rekord Łukasza Surmy pobijesz.
- Z "Surmikiem" grałem w Gdańsku, miałem z nim przyjemność występować w Lechii, więc mógłbym powiedzieć, że on praktycznie nie miał kontuzji. Nawet takich mięśniowych. Pamiętam, że wszystko go omijało, był naprawdę nie do nie do zajechania. Chwała mu za to. Wcale mu się nie dziwię, że on tyle wytrzymał, bo miał do tego predyspozycje. Jak będzie ze mną? Czas pokaże, pięć lat jeszcze miałbym pograć, daj Boże, żeby tak było.
Cztery pełne sezony i mały ogonek z piątego...
- Żeby tak było, czy tak będzie? Zobaczymy, na razie gram i jest OK, ale w piłce różnie to bywa, więc po prostu trzeba żyć tu i teraz.
Ten sezon zakończysz najpewniej w czołowej siódemce, bo brakuje Ci dosłownie trzech występów do Dariusza Gęsiora. Do kolejnych miejsc tracisz piętnaście i szesnaście występów.
- Nawet nie wiem szczerze kto tam jest przede mną. Gdzieś tam ktoś mówił, że jestem w "dziesiątce", ale ile kto ma meczów przede mną, ile za mną? Nie mam pojęcia... Miałem wspólnego menadżera z Łukaszem Trałką, kiedyś Łukasz mówił mi że jest pewny, że go przegonię, a on ma 433, więc no więc nie jest to dużo. No, ale następny sezon będzie na pewno do tego potrzebny, żeby to zrobić.
Zamieniłbyś jubileusze na ten nieudany transfer do Benfiki Lizbona?
- Nie, wychodzę z założenia, że tak musiało po prostu być. Gdyby ten transfer doszedłby do skutku, pewnie te liczby w Ekstraklasie miałbym znacznie mniejsze. Jedyne na co bym te występy zamienił, to na jakieś trofeum, bo tego mi brakuje. Ale może to jeszcze przede mną.
Spodziewałeś się, że Twoja przygoda z Górnikiem potrwa tak długo?
- Wiadomo, że nie. Pierwszy kontrakt podpisałem tylko na rok plus rok, więc nie wiedziałem, jak to będzie dalej wyglądać. Myślę, że swoją postawą na boisku pokazuję, że warto na mnie stawiać i ja się w Zabrzu dobrze czuję. Moja rodzina też się dobrze tutaj czuje. Myślę, że to widać na boisku i nie ukrywam, że chciałbym tutaj zostać jak najdłużej.
Wspominałeś w Gdańsku, że to jest Twoje miejsce, Twój dom i że tam wrócisz. Na drugim miejscu jest mimo wszystko Śląsk?
- Tak, zdecydowanie. Nawet gdzieś ostatnio przy świętach na Wigilii, żona powiedziała, że może jednak zmieni decyzję i zostanie na Śląsku. Teściowie się parę dni do nas nie odzywali (śmiech). Było nieciekawie na święta, ale żyje nam się tu bardzo dobrze i patrząc przez pryzmat dzieci przede wszystkim, to też by była jakaś tam podstawa do tego, żeby może zmienić zdanie.
Kopią w piłkę w Akademii Górnika?
- Nie w Górniku, ale w Sparcie Katowice. Póki się bawią, oby jak najdłużej ich to gdzieś tam kręciło.
Wspomniałeś, że do pełni piłkarskiego szczęścia brakuje Ci trofeum. W tym sezonie Górnik jest w grze o podium PKO BP Ekstraklasy i o STS Puchar Polski. Wierzysz, że któreś z tych rozgrywek zakończą się dla was sukcesem?
- No gwarancji nie dam, to jest ten smaczek, że to piłka nożna i wydarzyć może się wszystko. Myślę jednak, że tu i tu jesteśmy w stanie powalczyć do końca. Nie mówimy o tym głośno, ale liczę bardzo, że nam się uda. Oddałbym te 300-400 meczów na to, żeby coś osiągnąć z Górnikiem Zabrze. Jesteśmy w półfinale Pucharu Polski i w wysoko w lidze. Może ostatnie mecze ligowe nie napawają optymizmem, a przede wszystkim ich wyniki, ale ta liga pokazuje, że nie trzeba dużo i wygrywając dwa mecze można być już w zupełnie innym miejscu. Na to liczymy, że w niedzielę przełamiemy to wszystko i wrócimy na zwycięską ścieżkę.
W obronie wyglądacie bardzo dobrze, ale brakuje argumentów z przodu. Rozwiązanie tego problemu spoczywa na sztabie trenerskim czy piłkarzach na boisku?
- No to może no właśnie to jest ten aspekt, jakiego nam brakowało do zdobywania punktów w ostatnich meczach. Zawsze gdzieś straciliśmy te bramki, mimo to, że nie dopuściliśmy przeciwnika do jakichś klarownych sytuacji. W pucharowym meczu z Lechem postawiliśmy przede wszystkim na obronę, bo wiedzieliśmy, że Lech był rozpędzony i przyniosło mam to skutek. Odnośnie meczu z Motorem - nie chcę zganiać na murawę - ale to boisko takie było, że nie pozwalało na to, by grać w piłkę. To było widać nie tylko po nas, bo Motor też tak naprawdę nie za bardzo grał w piłkę i nie stworzył ani jednej sytuacji. O tym meczu można powiedzieć, że się tylko odbył i taki powinien być komentarz do niego.
W niedzielę przy Roosevelta murawa będzie w top formie. Czy wyjdzie na nią Górnik Zabrze w równie top formie?
- Mam nadzieję, że tak będzie. Trenujemy ciężko. W środę i czwartek dostaliśmy w kość, więc mam nadzieję, że to się przełoży na niedzielę i wrócimy do takiego grania z zeszłej rundy i zagramy z Rakowem skutecznie z przodu i dobrze w defensywie.
Rozmawiali: eMZet&Luq
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl







Moim zdaniem Rafał jest jednym z najsolidniejszych zawodników w historii klubu.
Twoim zdaniem moim