Od małego na całego, bo Górnik to pasja

Luq  -  1 maja 2018 17:50
0
5709

Tak można by określić dziesięcioletniego Pawła, który mimo tego, że porusza się na wózku inwalidzkim regularnie pojawia się na meczach “Trójkolorowych” a nawet jeździ na wyjazdy. Właśnie podczas wyjazdu na mecz pucharowy do Warszawy poznaliśmy chłopaka oraz jego dziadka Pana Mirka, który wraz z żoną Barbarą prowadzą w Mysłowicach rodzinny dom dziecka.

Paweł, gdy miał trzy miesiące zachorował na Sepsę (Sepsa to zagrażająca życiu dysfunkcja narządowa spowodowana zaburzoną regulacją odpowiedzi ustroju na zakażenie – za Wikipedia). Przy pobieraniu płynu rdzeniowego z kręgosłupa pojawiły się u niego komplikacje i porusza się na wózku. Dzięki operacjom i rehabilitacji jest w stanie chodzić przy pomocy specjalnych ortez. To nieśmiały i cichy chłopak, ale na pytania o Górniku oczy mu zaczynają lśnić i pojawia się uśmiech na twarzy.

R81: Skąd wzięło się u Ciebie kibicowanie Górnikowi?

Paweł: – Od dziadka.

R81: Czyli tradycyjnie jak to bywa.

Pan Mirek: – Jestem kibicem od ponad czterdziestu lat. Któregoś razu Paweł chciał, żeby go też zabrać na mecz, było to jeszcze przed spadkiem. Potem na pierwszą ligę jeździliśmy już regularnie i tak samo jest teraz. Pamiętam jeszcze mecze z Realem czy Bayernem i szczególnie z Hiszpanami nie musieli odpaść, na Śląskim mieli tyle sytuacji a przegrali 1:0 po karnym. W rewanżu prowadzili nawet 2:1 (gole Piotr Jegor i Krzysztof Baran, skończyło się 3:2 dla Realu – przyp. red.). Jedynie miałem przerwę, gdy trwała budowa stadionu.

R81: Który mecz był pierwszym na żywo?

Paweł: Z Koroną Kielce, zremisowany 0:0.
Pan Mirek: – Trenerem Korony był wtedy jeszcze Marcin Brosz. Jeszcze mieliśmy wtedy taką przygodę, że chciałem bilet dla niepełnosprawnego, a dali nam bilet na samej górze, więc musiałem z takim dużym wózkiem wejść na ten wierch. Teraz ma już inny, ale z niego wyrasta powoli i trzeba kupić nowy. Paweł chciał, żeby na koła tego nowego założyć mu takie kołpaki w trójkolorową szachownicę, ale mieszkamy w dzielnicy, gdzie większość jest za Ruchem i jeszcze z kościoła czy szkoły wróciłby z samą ramą.
A propos kościoła. Na którymś meczu usłyszał, że jest msza za Jana Banasia i  w Wielkanoc musiałem go przywieźć do Zabrza do Świętego Józefa. W tym sezonie Paweł opuścił tylko jeden mecz u siebie, bo był chory. Przegrany 0:4 z Cracovią.

R81: Ostatnio zaliczyliście dwa duże wyjazdy Lech i Legia. Jak wrażenia?

Pan Mirek: – Większe chyba na Lechu, bo tam padł rekord sezonu i na meczu było 37 tysięcy kibiców. Ale Paweł wrócił bardzo zmęczony, bo na trasie mieliśmy trochę przygód, gdy zepsuł się autokar z kibicami. Trzeba było się przesiadać, więc z powrotem jechaliśmy już pociągiem. Chociaż w busie “Szlachta” ustąpiła mu miejsca z przodu i dbała o niego. Po Legii za to był bardzo zły.

R81: Z meczu wróciliśmy nad ranem to opuściłeś w sumie dwa dni w szkole?

Paweł:Nie, bo akurat wypadły egzaminy gimnazjalne i miałem wolne.
Pan Mirek:Jakby nie miał wolnego to też by opuścił, ale ze szkołą akurat nie ma problemu, bo uczy się dość dobrze. Sporo nadrabiał szczególnie po operacjach, bo jest cały pocięty.

R81: Jaki jest twój ulubiony piłkarz Górnika?

Paweł: – Szymon Żurkowski.
Pan Mirek: – Mamy kontakt z bratem Szymona i zrobił mu niespodziankę na Boże Narodzenie. Dostał koszulkę a gdy skończyliśmy jeść kolację wigilijną to Szymon osobiście do niego zadzwonił.

R81: A z dawnych piłkarzy?

Paweł: – Stanisław Oślizło
Pan Mirek: – Zaprzyjaźniliśmy się z dwójką kibiców z Raciborza, którzy znają Pana Stanisława i czasem przyjdzie się przywitać.

R81: Atmosfera na meczach w Zabrzu robi wrażenie? Masz ulubioną piosenkę?

Paweł: – Tak, “Nie pamiętam bo nie mogę”.
Pan Mirek: – Na meczu z Sandecją jeszcze w I lidze, siedziała obok nas grupka kibiców, która po golu Wolsztyńskiego się nie cieszyła (wygrana 2:0 obie bramki Łukasz Wolsztyński 12′ 73′  – przyp. red.). Spytałem czy są z Nowego Sącza. Oni nieśmiało, że tak. Byli pod takim wrażeniem kibiców, że nie patrzyli na mecz. Powiedziałem, żeby przyjechali jeszcze na mecz z GieKSą to dopiero będzie się działo. Po ostatniej zapowiedzi na Roosevelta, gdy byliśmy na meczu z Płockiem inni kibice nas rozpoznawali i pozdrawiali.

R81: Należysz do Zabrzańskiego Klubu Kibica Niepełnosprawnego.

Paweł:Tak, bo pomagają w zorganizowaniu biletów i wyjazdów.
Pan Mirek: – Na pierwszy mecz w sezonie z Legią stałem dwie godziny za biletami i ich nie kupiłem. Zapisaliśmy się do KKN-u, bo wtedy nie musimy się martwić o takie sprawy. Załatwiamy to za pomocą SMS-a, potem zbiórka pod czerwoną kasą i wchodzimy. Płacimy składkę 10zł miesięcznie, choć uważam, że powinna być nawet większa. Na tych najciekawszych meczach, na pomostach dla niepełnosprawnych ciężko było o miejsca nawet. Nie na każdy mecz da się jechać, bo często wypadają wizyty u lekarzy. Ale wszystko idzie w dobrym kierunku. Paweł wkrótce dostanie nowy wózek i ortezy to będzie mógł nawet chodzić. Leczy się u dobrego lekarza w Poznaniu. Jeździmy tam już od siedmiu lat.

R81: Jakie jest twoje największe marzenie związane z Górnikiem?

Paweł: – Chciałem jechać na Stadion Narodowy na finał z udziałem Górnika.
Pan Mirek: – Bardzo się cieszył na taką możliwość. Nawet odpuściliśmy mecz Reprezentacji, choć zapisy w KKNie były, bo wierzyliśmy, że zagra tam Górnik. Legia była do ogrania, ale stało się inaczej. Młodzież dała z siebie wszystko, Hajda, Żurkowski. Nie rozumiem jak sędzia z Warszawy może być na VARze. Kiedyś pojedziemy na Reprezentację tam, ale teraz planujemy wyjazd do Chorwacji na mecz Hajduka z Górnikiem. Jak tylko będzie informacja o wyjeździe to się zapisujemy. Paweł wróci akurat z “zielonej szkoły” z Jastrzębiej Góry. Jak będzie trzeba to zajedziemy nawet sami autem.

R81: Jak myślisz na którym miejscu Górnik skończy sezon?

Paweł: – Na pierwszym!
Pan Mirek: – On nawet w I lidze wierzył do końca, gdy ja już przestałem. Pamiętam wtedy, nie pojechaliśmy na mecz z Chojniczanką wygrany aż 6:1. Potem był mecz w Olsztynie, gdzie przegrywaliśmy 0:2 a wygraliśmy 4:2 po golu między innymi Żurkowskiego (Rafał Kurzawa 68′, Igor Angulo 71′ 79′, Szymon Żurkowski 90′  – przyp. red.). Brosz to jednak ma szczęście do zawodników, gdziekolwiek by trenował. W Pieście Badia, w Koronie Cabrera (Gerard Badia ponad 100 meczów w Polskiej Ekstraklasie, Airam Cabrera w sezonie 2015/16 szesnaście goli – przyp. red.) u nas Angulo. Dlatego też nie można narzekać na Angulo, gdy nie strzeli w kilku meczach, bo czasami po prostu brak tego szczęścia. W tamtym meczu w Olsztynie Igor trafił na 3:2 jakby od niechcenia i to od słupka. Paweł ma w maju urodziny i na pewno by chciał w prezencie majstra, on wierzy, ja mniej, bo mamy za wąską kadrę. Kilku zawodników też odejdzie po sezonie, choćby Kurzawa. Ja bym zrobił wszystko, żeby go zatrzymać, trzeba znaleźć sponsorów czy inwestorów. Niech miasto ma jakieś udziały np. 25% by w razie czego interweniować, a resztę inwestor. Sam bym, dołożył jakąś cegiełkę.

R81: Będzie ciężko, kilku innych zawodników też na pewno odejdzie po sezonie.

Pan Mirek: – Suarez ostatnio obniżył formę, jak choćby dziura w murze z Legią czy przegrana główka z Urygą przeciwko Wiśle. W meczu z Hajdukiem bardzo mi się podobał młody Wiśniewski, wszedł w drugiej połowie, wysoki solidny. Jest też Smuga. Drażni brak goli Urynowicza, jego ojciec pracuje tu na kopalni Wesoła, a tam wiadomo kibice Górnika, więc nie ma lekko. Może w końcu się odblokuje, bo w sparingach strzelał sporo. Mamy młodą drużynę, wygramy klasyfikację Pro Junior, więc troszkę pieniędzy wpadnie. Jesień graliśmy trochę na optymizmie, chociaż patrząc na tabelę wiosny nie jest aż tak źle tylko dużo remisów. Szkoda takich punktów jak na Śląsku gdzie było mnóstwo sytuacji (remis 1:1 Michał Koj 7′). Z Sandecją nie graliśmy dobrze, ale jak już prowadzimy to nie możemy tracić głupich bramek (remis 2:2 Igor Angulo 75′ (k), Dani Suárez 79′). Prowadziliśmy 3:1 z Koroną (remis 3:3 Damian Kądzior 6′ 45′, Igor Angulo 25′). Prowadziliśmy dwa razy ze Śląskiem u siebie a potem “Gienuś” puścił farfocel (remis 2:2 Igor Angulo 24′, Mateusz Wieteska 71′). Z drugiej strony “mądre głowy” w gazetach już się rozpisywały, że Górnik to byłby najsłabszy mistrz, ale co taką mamy ligę. Tylko Legia potrafi płacić po 200 tysięcy zawodnikowi, co gra po kilkanaście minut. Na meczu pucharowym podszedłem do stoiska po napoje i pytałem się miejscowych ochroniarzy czy umieją to jeszcze wytrzymać, że tu takie “milionery lotajom, a tako padlina grajom”. Ktoś musi zrozumieć, że takie Antolicie, Vesovicie czy Eduardo to życia za Legię nie oddają. Co innego Kucharczyk, Niezgoda czy Malarz, który wybronił im sporo punktów. Nie chciałbym, żeby Legia też zdobyła mistrza, żeby ten Mioduski trochę pokory się nauczył. Boje się, że jak Kurzawa odejdzie do Lecha to będzie grał ogony, bo tam konkurencja na skrzydle jest spora, jak choćby Jevtić. Tutaj cały czas gra. Jak dostaniemy się do pucharów będzie ciężko, bo odejdzie Kurzawa,  jak będzie dobra oferta to Żurkowski też, nie wiadomo, co z Wieteską. Kądzior zrobił się bardziej waleczny, ale mniej efektywny, jakby podejmował złe decyzje.

R81: Prowadzi Pan wraz z żoną rodzinny dom dziecka. Biega tu sporo dzieciaków.

Pan Mirek: Tak już od osiemnastu lat. Dzieci jest sporo, bo często są rodzeństwem i nie wolno ich rozdzielać. Dzieci jest dziesięcioro, do tego moja biologiczna córka ze swoją córką. Dużo nas tu jest. Dzień zaczynamy o 6 rano jazdą po pieczywo. Pierwszy busik po dzieci podjeżdża o 7:15. Paweł dziś np. miał rano rehabilitację. Jedna szkoła jest blisko domu, ale ta, do której chodzi Paweł jest w Brzęczkowicach, bo to szkoła integracyjna, przystosowana dla niepełnosprawnych. Pomagają też dorosłe córki.

R81: Kibicuje tylko Paweł?

Pan Mirek: – Nie tylko, nawet dziewczyny chcą jechać i w końcu je zabiorę. Jest też szesnastoletni Filip, ale on kibicuje Ruchowi i bardziej siedzi z telefonem w ręku, chociaż latem był na obozie i poznał kolegów z Rybnika a tam wiadomo kibicuje się Górnikowi. Chciał, żeby go zabrać, więc wziąłem go na mecz z Niecieczą, co tak zimno było, wygrany 3:0 (Łukasz Wolsztyński 30′, Rafał Kurzawa 53′, Damian Kądzior 74′ – przyp. red.). Teraz planujemy jechać na środowy mecz z Koroną (9 maja godz. 20:30). Podczas naszego wyjazdu do Warszawy w domu wszyscy kibicowali i przeżywali mecz. Była radość po bramce i smutek na koniec. Żal tylko naszych młodych.

R81: Całą rodzinę to chyba busem trzeba było zabrać?

Pan Mirek: – Jak trzeba będzie to i busem. Mamy zagwozdkę z ostatnim meczem z Wisłą (20 maja godz. 18:00), bo mamy chrzciny tego dnia. Na szczęście uzgodniliśmy z żoną, że jak już wyjdziemy z kościoła i nie będziemy już potrzebni, to po cichu się ulotnimy. Problem może być tylko z dojazdem pod stadion, bo podejrzewam, że będzie komplet.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Ewa/Roosevelta81.pl/Robert Foto KSG

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments