Paweł Bochniewicz dołączył do Górnika Zabrze w końcówce zimowego okna transferowego i pełnił w głównej mierze rolę rezerwowego, ale bramką zdobytą przy Łazienkowskiej dołożył swoją cegiełkę do sięgnięcia po wicemistrzostwo Polski. W obszernym wywiadzie potężnie zbudowany defensor opowiada m.in. o ekscytacji związanej ze zbliżającą się rywalizacją w europejskich pucharach, zakończonym niedawno sezonie, a także celach i aspiracjach na rozpoczynające się rozgrywki.
Ostatnio z Górnikiem awansowałeś do europejskich pucharów, ale nie było Ci dane w nich zagrać.
- Tak, nie było mnie. Wynikało to z kwestii transferowych, zainteresowania innych klubów i przeciągających się rozmów Górnika z Udinese. Dlatego wtedy w pucharach nie zagrałem.
Czyli czeka Cię pucharowy debiut.
- Dokładnie tak. Będą to moje w ogóle pierwsze mecze w europejskich pucharach w karierze, więc na pewno czeka nas bardzo fajna przygoda.
Patrząc na pierwszego rywala, Fenerbahce wydaje się być wyraźnym faworytem tego dwumeczu. Uważasz, że to dobrze, że trafiliście akurat na nich? W grę wchodził jeszcze Sturm Graz...
- Obiektywnie rzecz biorąc, chciałem na trafić na Turków. Zawsze chciałem przeżyć taki mecz na stadionie Fenerbahce, pojechać do Stambułu. Słyszałem bardzo dużo historii o tamtejszej atmosferze. Fenerbahce to wielki klub, a w piłkę gra się po to, żeby mierzyć się z największymi. Mając do wyboru Fenerbahce i Sturm, zdecydowanie wolałem zagrać z Turkami. To spotkanie waży tyle samo, ale wydaje mi się znacznie atrakcyjniejsze, zarówno dla nas, jak i dla kibiców.
Fakt jest taki, że - odpukać - jeśli nie uda się w Lidze Mistrzów, macie kolejne szanse, bo na pewno rozegracie w eliminacjach minimum sześć spotkań. Daje to wam poczucie spokoju, że nie wszystko zawali się po pierwszej rywalizacji, czy jednak Liga Mistrzów to absolutny priorytet?
- Mamy przed sobą mecz z Fenerbahce i na tym się skupiamy. Jeśli wygramy, gramy dalej, jeśli nie - robimy kolejny krok. Wiem, bo jestem aktywny na X, że kibice już kalkulują, co będzie w razie zwycięstwa lub porażki. Ja do tego tak nie podchodzę. Mamy przed sobą starcia z Lechem, Fenerbahce, Śląskiem i znów z Fenerbahce. Nie ma sensu wybiegać za daleko w przyszłość. Skupiamy się na tym, co czeka nas w najbliższym czasie.
Sezon rozpoczniecie od meczu o Superpuchar Polski. Wiadomo, że to trofeum, ale często traktowane jako nieco mniej prestiżowe niż mistrzostwo czy STS Puchar Polski. To dla was po prostu ostatni sprawdzian przed spotkaniami w pucharach, czy traktujecie to bardzo poważnie?
- Każdy lubi szczycić się zdobytymi trofeami. Nawet na naszym klubowym autokarze znajduje się finał Pucharu Zdobywców Pucharów, czternaście tytułów mistrza Polski, siedem Pucharów Polski i jeden Superpuchar, więc to naturalne, że każdy chce kolejne trofeum dla Górnika wygrać. Dla mnie to po prostu pierwszy mecz w sezonie i na ten moment jest on absolutnie najważniejszy. Myślę, że wszyscy w zespole tak do tego podchodzą. Nie traktujemy tego jako rozgrzewki przed Fenerbahce. Wiadomo, że z biznesowego punktu widzenia starcie z Turkami przyniesie klubowi większe zyski, ale sportowo to Lech jest teraz najważniejszy, bo ten mecz jest najbliżej. Jednym spotkaniem możemy zdobyć puchar, dlatego uważam to starcie za pełnoprawne otwarcie sezonu, a nie tylko sprawdzian.
Masz za sobą poważną kontuzję, której nabawiłeś się jeszcze w Holandii. Twoja forma jest już taka jak przed urazem, czy wciąż jeszcze dochodzisz do optymalnej dyspozycji?
- Przez to pół roku, które tu spędziłem, bardzo dobrze zrozumiałem, czego oczekuje ode mnie trener i jak mam grać na swojej pozycji. Konsekwentnie budowałem formę. Uważam, że jest już dużo lepiej. Trudno powiedzieć, czy to moja najwyższa dyspozycja, bo po prostu nie miałem jeszcze okazji w pełni tego zweryfikować w meczach o stawkę, ale na treningach i w dotychczasowych sparingach czułem się bardzo dobrze. Zobaczymy, co przyniesie sam sezon.
Górnik Zabrze, z którego odchodziłeś do Heerenveen i ten, do którego wróciłeś zimą. Jak możesz je porównać?
- To w zasadzie dwa zupełnie różne kluby. Choćby to, że teraz przygotowujemy się w Austrii, a nie w Wodzisławiu czy innej podobnej lokalizacji. Liczba osób pracujących w klubie, rozbudowany sztab, jakość i liczba zawodników - to wszystko jest na znacznie wyższym, europejskim poziomie. Zmiany są ogromne i oczywiście zdecydowanie na plus.
Aż tak bardzo sprofesjonalizował się Górnik w porównaniu do czasu, gdy z niego odchodziłeś?
- Zmieniło się absolutnie wszystko. Pracuje tu znacznie więcej ludzi. Standard miejsc, w które jeździmy, mocno poszedł w górę. Klubowe social media działają na nieporównywalnie wyższym poziomie. Kiedyś mieliśmy dwóch fizjoterapeutów, teraz jest trzech; wcześniej był jeden magazynier, obecnie dwóch. Do każdego działu w klubie dołączyły osoby, które wnoszą wartość, dzięki czemu Górnik funkcjonuje dużo lepiej. Piłkarzom pracuje się znacznie bardziej komfortowo. Porównywanie obu tych okresów nie ma sensu - klub zmienił się o 180 stopni.
Gdy grałeś w Górniku wcześniej, wasz awans do pucharów po latach był dużą niespodzianką. Obecny sukces - zdobycie STS Pucharu Polski, wicemistrzostwo kraju i gra w eliminacjach Ligi Mistrzów - to dla Ciebie jeszcze większa sensacja? Przed sezonem niewielu stawiało was w gronie faworytów...
- Z perspektywy szatni powiedziałbym, że tamten dawny awans był dla mnie większą niespodzianką. Z zewnątrz zawsze patrzy się na marki klubów, zakładając, że ten czy inny powinien być wyżej od Górnika. Jednak będąc tu w środku, widać, że pod względem organizacji i jakości wszystko w Zabrzu stoi na bardzo wysokim poziomie, więc czemu mielibyśmy nie walczyć o czołowe lokaty? Teraz zespół jest bardziej ustrukturyzowany, mamy w kadrze wielu świetnych zawodników. Miniony sezon był z pewnością powyżej oczekiwań, ale grając w tym zespole, nie łapałem się za głowę, myśląc, że to niemożliwe. Po prostu dobrze gramy, wszystko idzie zgodnie z planem.
Początek sezonu zawsze jest swoistym testem, weryfikuje formę po okresie przygotowawczym. Towarzyszy Ci pewien niepokój, jak to będzie wyglądać? Zakończyliście rozgrywki rewelacyjnie. Kibice będą oczekiwać powtórki, ale to nie musi być wcale takie proste.
- Na pewno nie będę głośno deklarował, że obronimy Puchar Polski i zdobędziemy przynajmniej wicemistrzostwo. Byłbym głupcem, rzucając teraz takimi obietnicami. Patrząc na to chłodno, czeka nas bardzo trudny sezon. Kadra jest silna jakościowo, ale gra na trzech frontach zawsze jest sporym wyzwaniem. Sam jestem ciekawy, jak to będzie wyglądać, zwłaszcza że nigdy wcześniej nie grałem w europejskich pucharach. Widzę z wewnątrz, że wszyscy w klubie dają z siebie sto procent, aby dobrze przygotować się do rywalizacji. Trudno powiedzieć, czy finalny wynik będzie równie dobry co w poprzednim sezonie, ale wiem, że absolutnie każdy - od magazyniera po Lukasa Podolskiego - pcha ten sam wózek, żeby Górnik szedł do przodu.
Jaki cel widzisz przed Górnikiem na nadchodzący sezon?
- Szczerze mówiąc, byłbym usatysfakcjonowany, gdybyśmy po prostu zagrali w fazie ligowej europejskich pucharów - nieważne których - oraz zakończyli sezon ligowy w górnej połowie tabeli. To byłby dla mnie wyznacznik naprawdę dobrego roku. Oczywiście, chciałbym zostać pozytywnie zaskoczony, ale patrzę na to realnie. Klub cały czas się rozwija, robi krok po kroku. Zrealizowanie tego planu, o którym wspomniałem, uznałbym za obiektywnie udany sezon.
Podejście rywali do Górnika po tak świetnym sezonie z pewnością się zmieni. Poprzednie lata bywały ciężkie, jeśli chodzi o miejsca w tabeli, a teraz weszliście na sam szczyt.
- Wszystko będzie zależeć od naszej postawy na boisku. Jeśli zaczniemy grać słabo, od razu wróci narracja, że to był tylko jeden udany sezon. Jeśli utrzymamy formę, będą o nas mówić "wielki Górnik". Tak to działa wśród kibiców i dziennikarzy. Dobrym przykładem jest Jagiellonia, która miała słabsze momenty, a po przyjściu trenera Siemieńca nagle stała się faworytem. Jeżeli nasza gra będzie wyglądać dobrze, przeciwnicy będą czuli respekt, a media będą nas chwalić. Ale w razie słabszych wyników opinia błyskawicznie się odwróci.
O potencjalnych celach Górnika już rozmawialiśmy, a co musi się wydarzyć, żebyś Ty - jako Paweł Bochniewicz - ocenił ten sezon w pełni pozytywnie?
- Chcę po prostu grać jak najwięcej - to mój priorytet. Regularna gra na boisku to dowód, że prezentuję odpowiednią jakość. Przez kontuzje straciłem wiele cennego czasu, dlatego teraz chcę być ważnym ogniwem tej drużyny. Mam ogromną nadzieję, że w tym sezonie uda mi się to zrealizować w stu procentach.
Przebyte kontuzje mocno dały Ci się we znaki. Jest to wpisane w ryzyko zawodowe piłkarza, ale Ciebie los doświadczył szczególnie boleśnie...
- Dwa razy przechodziłem tę samą kontuzję. Zabrało mi to ponad dwa, prawie trzy sezony. Oczywiście w momencie diagnozy pojawia się wielka złość, rozgoryczenie i pytania: "Dlaczego znowu ja?". Nie uważam jednak tego czasu za kompletnie zmarnowany. Starałem się wykorzystać go na inne sprawy, działać w inny sposób, skoro nie mogłem trenować. Naturalnie, miejsce piłkarza jest na boisku, to daje największą radość. Dlatego teraz tak ogromnie cieszę się, że mogłem w końcu przepracować pełny okres przygotowawczy od samego początku. Dziś jestem kompletnie wycieńczony po treningu i jest to dla mnie fantastyczne uczucie. Długo nie miałem okazji tego poczuć, dlatego traktuję to jako zastrzyk pozytywnej energii na cały nadchodzący sezon.
Ogromnego "powera" dają wam też kibice w Zabrzu. Trybuny praktycznie na każdym meczu są pełne.
- Jeśli chodzi o atmosferę na naszym stadionie, to mówimy o absolutnym europejskim topie. Kibice doceniają to, że klub świetnie funkcjonuje od środka - widzą udane akcje promocyjne, działalność w social mediach i ogrom pracy. Odwdzięczają się kupując karnety w ciemno, co pokazuje ogromne zaufanie. Gra przed taką publicznością to czysta przyjemność i ogromny handicap. Wiadomo, że piłkarze Fenerbahce są przyzwyczajeni do żywiołowego dopingu na własnym obiekcie, więc raczej nie przeżyją szoku. Jednak dla zawodników z drużyn, gdzie ten doping bywa spokojniejszy, przyjazd do Zabrza musi robić wrażenie. To po prostu niesie zespół.
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl







Trzymamy kciuki Paweł- zdrowia I udanego sezonu. Jadymy durs