Obrońca Górnika Zabrze po meczu z Wisłą Kraków. "Wolę ponapierdzielać się z wyższym napastnikiem"

4
8919

Paweł Bochniewicz w meczu z Wisłą Kraków pojawił się na po godzinie gry, po czerwonej kartce dla Sondre Lisetha i dołożył swoją cegiełkę w utrzymaniu prowadzenia przez wicemistrza Polski w szlagierowym starciu PKO BP Ekstraklasy. Po końcowym gwizdku sędziego obrońca Trójkolorowych w rozmowie z Czwarta Trybuna Podcast podzielił się swoją oceną tego spotkania, ocenił rywalizację z hiszpańskim duetem napastników Białej Gwiazdy oraz nawiązał do zbliżającego się pucharowego starcia z AS Monaco.

Emocjonujący mecz wygrany przez nas, ale chyba sami sobie trochę ten kłopot spowodowaliśmy?

- ​Trochę tak, bo było 2:0 i wydawało się, że mecz toczy się pod nasze dyktando. Wisła nie miała zbyt wielu okazji i nagle padł trochę przypadkowy gol. Do końca nawet nie wiem, co tam się wydarzyło - piłka odbiła się od poprzeczki, później znalazł się tam Rodado czy Sánchez, nieważne który z napastników Wisły, i strzelił dosyć ładną bramkę. Myślę, że nasz pierwszy gol też był troszkę szczęśliwy, więc w tych szczęśliwych trafieniach jest po jeden. Później przyszła czerwona kartka. W Sondre Lisethcie bardzo cenię to, że nie odpuszcza i nie odstawia nogi. W tym przypadku mogłoby wyjść na lepsze, gdyby odstawił, ale szanuje się go właśnie za taką waleczność i to jest u niego super. W sumie dzięki temu mogłem też złapać kolejne minuty, więc ogólnie wszystko wyszło pozytywnie - są trzy punkty i jedziemy dalej.

Gdy meldowałeś się na boisku, jaka była taktyka, którą nakreślił ci trener Gašparík? Jak mieliśmy grać? Bo z perspektywy trybun wyglądało to tak: "Cofamy się i bronimy, ale raczej nie damy rady bronić się w ten sposób przez 35 minut". Udało się.

Rywale nie stwarzali jakiegoś nie wiadomo jak wielkiego zagrożenia, a my sami stworzyliśmy sobie jakieś sytuacje. Graliśmy po prostu trójką z tyłu, a ja miałem być tym centralnym zawodnikiem. Mieliśmy w miarę agresywnie wyskakiwać do graczy występujących w półprzestrzeniach. To troszkę inne granie niż w dwójce. Raz czy dwa było widać lekkie nieporozumienie, gdy wyjechaliśmy we dwójkę - mimo że mocno trenuje się te elementy na zajęciach, to częściej w czwórce niż w piątce. Ogólnie wyglądało to jednak w miarę okej. Taka była taktyka: grać piątką z tyłu, w fazie ataku trójką i jednym napastnikiem z przodu. Tak to mniej więcej wyglądało.

Masz oczywiście doświadczenie w grze w trójce, ale to chyba dość specyficzna sytuacja? Co innego grać w trójce w jedenastu, a co innego bronić się w dziesięciu, gdy rywale mają więcej zawodników w polu karnym. Na co głównie trzeba wtedy uważać? Momentami mocno się kotłowało, choćby wtedy, gdy pod koniec zostawiony został Alan Uryga.

Właśnie o tej sytuacji mówię - doszło wtedy do lekkiego nieporozumienia między mną a Rafałem. Prawy obrońca Wisły fajnie znalazł Urygę, który miał sytuację strzelecką. Takie ustawienie stosuje się po to, by mieć więcej zawodników w defensywie. Gdy przeciwnik gra bardzo ofensywnie szóstką pomiędzy liniami, musimy mieć podobną liczbę graczy gotowych do nich wyskoczyć. Wiadomo, że grając w osłabieniu nie odbierzemy im piłki wysoko, bo nie da się grać jeden na jeden, mając jednego zawodnika mniej. Trzeba po prostu zniwelować przestrzenie między liniami. Trener chciał to zrobić i w większości przypadków się to udawało.

Czy trener będzie chciał jakoś wykorzystać ten dzisiejszy sukces, żeby dodatkowo was "podpalić" przed meczem z Monaco, czy nie trzeba was dodatkowo mobilizować?

Na takie mecze nie trzeba nikogo podpalać. Z Monaco nie gra się co weekend, więc to najprostszy mecz do przygotowania pod kątem mentalnym. Nie ujmując nikomu, ale zazwyczaj najtrudniej przygotować się na mecz np. w poniedziałek o 19:00 z jakimś mniejszym klubem. A starcie z Monaco? To coś, na co się czeka i w czym chce się grać całe życie. Tu naprawdę nikogo nie trzeba dodatkowo mobilizować.

Ciężko walczyło się z Jordi Sanchezem i Angelem Rodado? To zawodnicy o zupełnie innej specyfice - którego z nich wolisz do krycia?

Nie miałem z nimi aż tak wielu sytuacji, żeby to jednoznacznie ocenić. Wolę ponapierdzielać się z większym napastnikiem niż z kimś mniejszym i bardziej mobilnym, choć Rodado też nie jest jakimś nie wiadomo jak mobilnym graczem - za to jest dosyć dobry technicznie. Nie zwracałem jednak na to większej uwagi: gdy wbiegał w moją strefę, przechwytywałem go i starałem się odebrać piłkę. Nie zastanawiałem się, na kogo wolę grać. Wyglądało to dosyć okej, a najważniejsze, że trzy punkty zostają w Zabrzu i po trzech kolejkach mamy komplet dziewięciu punktów.

Źródło: Roosevelta81.pl / Czwarta Trybuna Podcast
Foto: Roosevelta81.pl

4 komentarzy

Brawo Paweł tak trzymać
JADYMY DURŚ!!!👊

ok……nie na temat ale nikt tego tematu nie podejmuje .

Wisła przed meczem z Wieczystą będzie miała NOWĄ MURAWĘ.
Królewski -właściciel Wisły powiedzial ze murawa na Górniku to jest „dramat”
Nie jest to murawa ekstraklasowego zespołu ale drugoligowego.

2006 !!!!!!!!!
20 lat gramy na tej murawie. Widok tej trawy bądz jej braku w niedzielę był żałosny.
Nikt w klubie się nie wypowiada –
Może ktos wreście ruszy ten temat.

A pamiętasz początek rundy wiosennej jak wyglądały boiska w innych miastach (np. w Lublinie lub Poznaniu) a jak w Zabrzu? Może i jest tu stara murawa, ale na pewno są gorsze w ekstraklasie na przestrzeni całego sezonu. Królewski to sobie lubi pogadać mniej lub bardziej z sensem i tym razem dopierdzielił się do murawy. Warto wziąć na to poprawkę.

Wisła nie wymieniła murawy ze względu na wygodę piłkarzy, tylko dlatego, że musiała to zrobić po ostatnim koncercie Sanah. 40 tyś fanów tratowało murawę Wisły, więc niech już Harry Potter nie czaruje w tej sytuacji co kto chce, a co musi.