Kamil Zapolnik: Każdy z byłych zawodników ma Górnika w sercu

3
2639

Poniedziałkowy mecz z Bruk-Betem zakończył się remisem po kilku kontrowersjach i zażartej walce do samego końca meczu. Jednym z uczestników tego spotkania był Kamil Zapolnik, który ciepło wspomina swój pobyt przed laty w Zabrzu.

Największe oburzenie wywołała w Niecieczy decyzja sędziego Malca o odwołaniu podyktowanego rzutu karnego po obejrzeniu nagrania VAR -- sytuację tę skomentował poirytowany Erik Janża w swojej pomeczowej wypowiedzi. Słoweniec był także bohaterem starcia z napastnikiem Termaliki, na którą arbiter na samym początku w ogóle nie zareagował, a swoimi odczuciami podzielił się snajper Słoników -- Trochę się przestraszyłem, bo w pierwszej fazie chyba pchnął mnie Josema, ja upadłem na Erika i czułem, że noga mu się podwinęła pode mną. To trochę niebezpieczne sytuacje, bo upadając całym ciężarem ciała na nogę przeciwnika, który nie do końca jest na to przygotowany może się skończyć groźnie.

Obaj zawodnicy nie mają jednak do siebie żalu i potraktowali to jako normalną sytuację boiskową, mimo braku reakcji rozjemcy meczu -- Widziałem, że Erik złapał się za kolano, ale już po pięciu, siedmiu sekundach zauważyłem po jego minie, że nie stało się najgorsze czego się obawiałem. Przybiliśmy piątkę po ostatnim gwizdku i Janża mówił, że, że jest wszystko okej, więc jedynie przez chwilę było tylko trochę strachu. Nie miałem żadnego zamiaru zrobienia nikomu krzywdy i dobrze, że ta przypadkowa sytuacja akurat tak się skończyła.

Bruk Bet zdecydowanie nie leży naszemu zespołowi, ale według napastnika to Trójkolorowi będą liczyli się na koniec sezonu w walce o najwyższe cele -- Zdobyliśmy z Górnikiem cztery punkty i można powiedzieć, że oba mecze były podobne. Przeciwnicy nas długimi okresami spychali do głębokiej defensywy, ale wychodziliśmy z tego obronną ręką. Mimo tego, że nam się udało wyrwać cztery oczka, to na Śląsku stworzono ciekawy zespół i będą bili się o czołowe lokaty do finału rozgrywek -- komentuje Zapolnik.

Nieciecza jest swoistą kolonią byłych piłkarzy Górnika a przewodzi im trener Brosz, który jako trener Termaliki ma wyraźny patent na drużynę z Zabrza. Białostocczanin zapytany o to, czy menadżer jakoś szczególnie motywował swoich graczy na ten mecz, odrzekł -- Nie, myślę, że wszyscy wewnętrznie wiedzieli, jaki to jest mecz i z jakim klubem przyjdzie nam grać. Każdy z byłych graczy ma ciągle Górnika w sercu, a dla zawodników i sztabu było to trochę sentymentalne spotkanie. W ciągu tygodnia nie było wzmianek o tym, bo każdy wiedział, jak się do tego meczu przygotować. Na pewno jakieś emocje wewnętrznie może były trochę większe, zdecydowanie jest sentyment do Zabrza. Fajnie, że Górnik  jako klub idzie do przodu, bo widać rozwój z roku na rok. Jakość piłkarzy i całej otoczki poszła w górę od momentu otwarcia pełnego stadionu i myślę, że Górnika czekają już niedługo lepsze czasy -- skwitował na koniec napastnik.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

3 komentarzy
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Jestem kibicem Górnika Zabrze i chcę być obiektywny. Nie wiem czy rzut karny się należał ale chciałbym przypomnieć sytuację z meczu z Jagiellonią Białystok gdzie też nie podyktowano ewidentnego karnego dla Jagielonii. Moim zdaniem mecze powinno się wygrywać dobrą grą a nie szemranymi karnymi.

Dokładnie. Posiadanie piłki o niczym nie świadczy, tak samo ilość stworzonych sytuacji. A tak obiektywnie rzecz biorąc to w II połowie nie stworzyliśmy groźnej sytuacji, przecież nawet ten ewentualny karny to byłby czysty przypadek, po chaotycznej bieganinie w poprzek pola karnego, a nie faul po szarży sam na sam. Mając takie posiadanie piłki na połowie przeciwnika, klasowa drużyna powinna przynajmniej stworzyć 3-4 klarowne sytuacje. My nie stworzyliśmy nic.

Tam chyba nie rzut karny a czerwona kartka sie Należał z Jagielonia