Górnik Zabrze vs Raków Częstochowa

kesera  -  11 czerwca 2019 18:42
188
Górnik Zabrze
1
0
Raków Częstochowa
Raków Częstochowa
0 - 0
1 - 0

Statystyka gracza

Raków Częstochowa
Raków Częstochowa
Igor Sapała Bramka samobójcza 63'    
Paweł Bochniewicz Żółte kartki 28'    

Górnik Zabrze wygrał z Rakowem Częstochowa 1:0. Bramka dla “Trójkolorowych” padła po samobójczym trafieniu Igora Sapały.

Marcin Brosz w porównaniu do poprzedniego meczu w Krakwie dokonał dwóch zmian. Na ławkę powędrowali Alasanna Manneh oraz Juan Bauza. W wyjściowej jedenastce po raz pierwszy zobaczyliśmy za to Davida Kopacza. Do składu powrócił też Mateusz Matras.

Mecz rozpoczął się od ostrożnego badania sił z obu stron. Z czasem Górnik uzyskał lekką przewagę. Ataki gospodarzy przeprowadzane były głównie bocznymi sektorami boiska. Zarówno Boris Sekuli i Erik Janża byli mocno ofensywnie usposobieni. Spora liczba dobrych dośrodkowań, brakowało tylko “kropki nad i” w szesnastce rywala. W 14 min Łukasz Wolsztyński wyłuskał na 20 metrze piłkę obrońcy gości, wpadł z nią w pole karne, ale dogrywał niedokładnie i defensywa Rakowa zażegnała niebezpieczeństwo. Bliski zdobycia gola był też Igor Angulo, kiedy doszedł do strzału głową po dośrodkowaniu z kornera Janży. Ostatni kwadrans należał do przyjezdnych, którzy wykonywali w tym czasie sporo stałych fragmentów gry. W 42 min częstochowianie byli najbliżej objęcia prowadzenia, gdy na szóstym matrze niepilnowany przez nikogo główkował Luković. Na szczęście nie trafił czysto w piłkę. Do przerwy bramek nie oglądaliśmy, za to byliśmy “pod wrażeniem” aptekarskiego sędziowania Bartosza Frankowskiego, który nie pozwalał szczególnie naszym defensywnym pomocnikom na twardą walkę z rywalami w środku pola.

Marcin Brosz w przerwie dokonał podwójnej zmiany. Na murawie pojawili się Daniel Ściślak oraz Alasana Manneh. Miało to zwiastować bardziej ofensywną grę. Niestety na boisku mieliśmy obraz z końcowych minut pierwszej części. Do natarcia przystąpił Raków kilka razy gubiąc naszą obronę. W 55 min goście ostemplowali słupek Martina Chudego. Zabrzanie grali w tym fragmencie źle, nie potrafili odrzucić rywali na swoją połowę. Wreszcie przyszła 63 min, kiedy to będąc kilka metrów od linii bocznej boiska Janża, po raz kolejny zdecydował się na dośrodkowanie w pole karne rywali. Piłka po drodze odbiła się od Sapały i wpadła w okienko zaskoczonego, jak chyba wszyscy na stadionie, Gliwy. Niemal osiemnaście tysięcy kibiców wpadło w euforię, a o dlatego momentu zdecydowanie lepiej wyglądała również gra Górnika. Szczególnie mógł się podobać Ścisły, który odważnie pokazywał się do gry. Potrafił szybko i niekonwencjonalnie odegrać, jak choćby w sytuacji z 75 min, kiedy znalazł sprytnym zagraniem Angulo. Bask posłał z lewej strony futbolówkę wzdłuż linii, ale zabrakło kogoś żeby zamknąć tą akcję. Podobną sytuację stworzyli sobie goście, kiedy dwóch piłkarzy Rakowa jechało w piątce na tyłkach i zabrakło im niewiele, by wepchnąć piłkę do bramki Chudego. Zabrzanie mieli kilka okazji na zamknięcie pojedynku. Jimenez z Angulo wychodzą z akcją, ten ostatni zagrywa do Ściślaka, ale strzał młodego pomocnika blokują obrońcy, podobnie jak za chwilę uderzenie Jimeneza. Najlepszej okazji nie wykorzystał Igor, pędząc samotnie na bramkę Gliwy. Nasz najlepszy snajper posłał futbolówkę minimalnie obok słupka. Przyjezdni do końca ambitnie walczyli o zdobycie bramki, ale rezultat już się nie zmienił. Górnik po ciężkim i zaciętym spotkaniu pokonał beniaminka i zgarnął komplet punktów.