Marek Majka czterokrotnie sięgał z Górnikiem Zabrze po mistrzostwo Polski, a od kilku sezonów pełni funkcję kierownika drużyny rezerw klubu z Roosevelta. W rozmowie z serwisem Roosevelta81.pl świetny przed laty zawodnik opowiada m.in. o zakończonym w miniony wtorek sezonie, ocenia potencjał piłkarzy z drugiego zespołu Trójkolorowych, drogę po POLTENT Puchar Polski oraz zdradza, czy w jego opinii drużyna rezerw jest Górnikowi potrzebna.
Panie kierowniku, przede wszystkim gratulacje. To chyba pierwsze trofeum zdobyte w Pańskiej kierowniczej karierze?
Marek Majka: Tak się złożyło, że to pierwszy tego typu sukces drugiej drużyny Górnika na szczeblu wojewódzkim. Wcześniej chyba nie mieliśmy podobnego osiągnięcia. Bardzo się cieszę, że chłopcy wygrali, chociaż sam mecz miał różny przebieg. Myślę, że dla kibiców było to bardzo atrakcyjne spotkanie i fajne widowisko. Prawda jest jednak taka, że powinniśmy rozstrzygnąć to starcie już do przerwy i spokojnie dowieźć zwycięstwo do końca.
Dla kibica był to bez wątpienia świetny mecz. Obejrzeliśmy aż jedenaście bramek i mnóstwo zwrotów akcji. Czy był taki moment, w którym - z perspektywy byłego zawodnika - poczuł Pan, że robi się niebezpiecznie, a wynik wymyka się spod kontroli? Czy mimo wszystko był Pan pewien, że ostatecznie dowieziecie wygraną?
- Przy naszym początkowym prowadzeniu 3:0, a nawet gdy rywale zdobyli dwie bramki kontaktowe, pozostawałem raczej spokojny. Sytuacja zmieniła się w samej końcówce, kiedy przeciwnik na krótko przed gwizdkiem niespodziewanie wyszedł na prowadzenie 5:4. Wtedy straciliśmy pewność siebie.
Wydaje się, że prowadzenie 3:0 mogło mocno uśpić czujność piłkarzy z Zabrza. Zanosiło się na kolejne łatwe zwycięstwo w tej pucharowej drodze i wydawało się, że kolejne bramki dla Górnika są tylko kwestią czasu. Straciliście gola na 3:1 i w kilkanaście minut zrobiło się nagle 4:3 dla rywali.
- Rzeczywiście, nie wyglądało to dla nas zbyt dobrze. Uważam jednak, że w pierwszej połowie, jeszcze przy stanie 3:0, wykreowaliśmy trzy doskonałe sytuacje, by podwyższyć wynik. Był strzał w poprzeczkę, świetna interwencja bramkarza i jedno spóźnione zagranie. Niestety, taka jest piłka.
Czy w kadrze Górnika II Zabrze, wśród tych młodych chłopaków, widzi Pan przyszłych mistrzów Polski?
- Zależy, w jakim klubie będą grali (śmiech).
Mówimy oczywiście o Górniku.
- Niedawno pierwsza drużyna Górnika była o krok od mistrzostwa, zabrakło naprawdę niewiele. Patrząc na przebieg sezonu - gdyby nie załamanie formy na początku rundy wiosennej i w samej końcówce jesiennej - zespół mógł spokojnie sięgnąć po tytuł. Szkoda, że tak się nie stało, ale cóż: czekamy na piętnastą gwiazdkę. Mam nadzieję, że już niedługo.
A czy w "dwójce" są piłkarze przez wielkie "P" - zawodnicy z potencjałem na grę co najmniej w PKO BP Ekstraklasie?
- Uważam, że niektórzy z nich mają odpowiedni potencjał, ale trzeba im po prostu dać szansę. Brutalnie mówiąc: jeśli młodzi nie dostaną możliwości gry, nigdy się nie dowiemy, czy poradziliby sobie na wyższym poziomie. To główny powód, dla którego trudno o jednoznaczne oceny. Skąd mamy wiedzieć, na co kogoś stać, jeśli nie zostanie rzucony na głęboką wodę? Zawodnicy muszą dostawać minuty w odpowiednim momencie. Mamy wiele przykładów z innych klubów Ekstraklasy, gdzie nieznany gracz nieoczekiwanie dostał szansę i okazał się strzałem w dziesiątkę. Wiadomo, że nie każdy jest Włodzimierzem Lubańskim, by już w wieku szesnastu lat grać na najwyższym poziomie, ale młodzieży trzeba pozwolić spróbować.
Chciałbym dopytać o sytuację z samej końcówki meczu, kiedy doszło do ostrego spięcia między dyrektorem Pawełkiem a trenerem Gancarczykiem. Jak Pan to ocenia z boku?
- Oceniam to zachowanie jako niezbyt eleganckie. Nasz szkoleniowiec ruszył w stronę rywala po bardzo ostrym faulu. Zawodnik Górnika był pierwszy przy piłce i dostał bardzo mocny cios w głowę. Nie twierdzę, że uderzenie było celowe, ale wyglądało to naprawdę groźnie. Trener dobiegł tam i w emocjach zaczął coś krzyczeć. Z kolei Pan Pawełek chyba trochę rozminął się ze swoją rolą. Z takim zachowaniem powinien raczej pracować jako ochroniarz, bo po prostu nie przystoi, aby dyrektor wyskakiwał na boisko z pięściami i popychał naszego trenera.
W końcu sam przez lata był bramkarzem...
- Zgadzam się, jednak, że emocje zawsze warto studzić...
Jak Pan, jako człowiek, który w zawodniczej karierze czterokrotnie sięgał z Górnikiem Zabrze po mistrzostwo Polski, postrzega dziś rolę rezerw? Czy Pańskim zdaniem ta drużyna powinna zostać utrzymana przy życiu?
- Grałem w piłkę przez dwadzieścia lat na poziomie seniorskim i wszystkie kluby, w których występowałem, posiadały drużyny rezerw. To standard. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, niemal cała Ekstraklasa stawia na drugie zespoły. Niektóre grają w drugiej lidze - jak choćby Legia Warszawa - a wiele innych występuje szczebel niżej. Nawet regularna gra na poziomie czwartej ligi to cenny poligon doświadczalny. Młodzi zawodnicy po prostu muszą mieć miejsce, w którym będą zbierać pierwsze seniorskie szlify.
Rozmawiał: eMZet
Źródło: Roosevelta81.pl
Wideo: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl







Serdeczne pozdrowienia Panie Marku :))